Jeszcze nigdy nie przeprowadzaliśmy zewnętrznego audytu procesu oceny wniosków, a wydaje się, że 15-lecie działalności NCN to dobry moment, by przyjrzeć się temu, co należy zmienić. Zaangażowane będą osoby z zewnątrz, również z zagranicy, niezwiązane z naszą agencją, ale obeznane z systemami grantowymi. Być może zaproponują przeniesienie jakichś nowych dobrych praktyk – mówi prof. Tomasz Dietl, przewodniczący Rady Narodowego Centrum Nauki. W czerwcu Rada NCN zapowiedziała zmiany w konkursach grantowych . Wprowadzony ma być limit składanych przez jedną osobę wniosków oraz ograniczenie udziału w konkursie OPUS. O tych i innych analizowanych pomysłach na odciążenie agencji, a także o planowanym na jesień zewnętrznym audycie procesu oceny wniosków, o tegorocznej Nagrodzie NCN i zgłaszanych przez naukowców retrakcjach, rozmawiamy z prof. Tomaszem Dietlem, przewodniczącym Rady Narodowego Centrum Nauki. Wywiad przeprowadził Mariusz Karwowski. Dlaczego Rada NCN chce drastycznie obniżyć poziom naukowy projektów i doprowadzić do sztucznego zahamowania rozwoju czołowych zespołów badawczych? Takie zarzuty stawia Komitet Biologii Molekularnej Komórki PAN . Decyzja o ograniczeniu liczby projektów składanych przez tego samego naukowca nie jest łatwa. Ambicją Narodowego Centrum Nauki od zawsze było, jest i, mam nadzieję, będzie finansowanie odważnych i wartościowych badań. W petycji wskazuje się, że zakaz ten wygeneruje patologię polegającą na wpisywaniu jako kierowników osób, które nie są rzeczywistymi autorami wniosków. Zwrócę uwagę, że istotnym elementem oceny aplikacji grantowej są osiągnięcia wnioskodawcy. Jeśli w zespole jest młodszy pracownik o życiorysie naukowym, który pozwala mu otrzymać grant w jego dziedzinie, to czy nie warto włączyć go do systemu konkursowego? A może mamy do czynienia z sytuacją odwrotną: kolejny projekt składa rozpoznawalny na świecie naukowiec, nawet jeśli idea badawcza nie pochodzi od niego, bo tylko on w zespole ma szansę uzyskać dofinansowanie? Myślę, że opinie mogą zależeć od pozycji zajmowanej w systemie nauki: czy jesteśmy doktorantami, młodymi naukowcami czy np. członkami komitetów naukowych PAN. Prof. Grzegorz Dubin, dyrektor Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, napisał na LinkedIn: „ NCN wdrożył system oceny wniosków promujący jakość i osiąga w promocji jakości doskonałe efekty”. Ale w tym samym komentarzu dodaje , że projektowane zmiany to duży krok wstecz: „Ograniczanie szans wyróżniających się naukowców nie podniesie poziomu polskiej nauki – wręcz przeciwnie”. Ta obawa wybrzmiewa też w petycji KBMK PAN, w której poruszono również kwestię rozszerzenia o konkurs OPUS wymogu składania wniosków do ERC. W tej chwili jest to obligatoryjne jedynie w MAESTRO. Przyjmuję do wiadomości, niestety, przypuszczalnie realistyczne stwierdzenie zawarte w petycji, że w grupie najaktywniejszych naukowców większość nie ma ambicji składania wniosku do ERC, który nawet gdyby nie uzyskał dofinansowania, mógłby stanowić dobrą promocję badań prowadzonych w Polsce. Dodam, że obecnie wysoko ocenione, ale niefinansowane, aplikacje do ERC mogą otrzymać wsparcie z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki. W takiej sytuacji, w celu wzmocnienia doskonałości naukowej, jeszcze bardziej zasadna wydaje się idea stworzenia w Polsce jednej nierozproszonej jednostki na wzór izraelskiego Instytutu Naukowego Weizmanna czy Austriackiego Instytutu Nauki i Techniki w Klosterneuburgu pod Wiedniem. Rząd w Tokio, dążąc do stworzenia „japońskiego Stanforda”, przyznał Uniwersytetowi Tohoku w formule konkursowej pół miliarda dolarów. Rozumiem, że to miałoby zaspokoić apetyty polskich naukowców, którzy nie zamierzają aplikować o granty ERC. Tyle że Rada NCN chce niejako zmusić ich do tego, podczas gdy wiadomo – co sygnalizuje KBMK PAN – że skończy się lawiną nieprzygotowanych aplikacji, które będą służyły jedynie „odblokowaniu” startu w krajowych konkursach. Od ponad 15 lat szerzę pogląd, że powinniśmy ograniczyć liczbę wniosków składanych do ERC, a w zamian zwiększyć liczbę dobrych aplikacji. W tym sensie za bardzo wartościową uznaję inicjatywę objęcia mentoringiem wyróżniających się laureatów konkursów SONATA i SONATA-BIS, przy jednoczesnym zwróceniu się do władz uczelni i instytutów, aby umożliwiały składanie wniosków do ERC jedynie wybitnym naukowcom z bogatym życiorysem naukowym. Aż chciałoby się, żeby do tego grona należały osoby, które uzyskały dofinansowanie w konkursie MAESTRO lub dwukrotnie w konkursie OPUS i ponownie starają się o krajowy grant. Warto przy tej okazji wspomnieć o nieustających staraniach przedstawicieli państw z byłego bloku wschodniego zasiadających w Radzie ERC, aby projekty europejskie trafiały w większej niż dotychczas liczbie do naukowców z tych krajów. Doskonałość naukowa występuje przecież w całej Europie, a wybitni młodzi badacze pracują nie tylko w Cambridge, Paryżu czy Monachium. Ograniczenia, które chcecie wprowadzić, niosą za sobą jeszcze jedną konsekwencję. Komitet Biologii Molekularnej Komórki PAN, w ślad za danymi zaprezentowanymi na naszych łamach przez Krzysztofa Żerkę i Jana Muchorowskiego , podkreśla, że polska nauka opiera się całkowicie na projektach. Z wyliczeń wynika, że granty OPUS w 2024 roku stanowiły równowartość aż 19% całej subwencji naukowej instytutów PAN, 10% subwencji Uniwersytetu Warszawskiego oraz 9% subwencji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako pracownik Instytutu Fizyki PAN i wieloletni pracownik Uniwersytetu Warszawskiego doskonale zdaję sobie sprawę, że z perspektywy wymienionych przez pana instytucji może to wyglądać tak, jakbyśmy chcieli celowo doprowadzić do ich finansowej zapaści. Jestem jednak przewodniczącym Rady NCN i kiedy występuję „w koszulce” Narodowego Centrum Nauki muszę patrzeć na system całościowo. Czy zadaniem regulatora, w tym przypadku Rady NCN, nie jest wbudowanie wszelkich możliwych bezpieczników, by ograniczyć możliwe patologiczne zachowania? Mam wrażenie, że chcecie stworzyć warunki, które będą im po prostu sprzyjać. Tutaj nie ma prostych rozwiązań, każde ma swoje jasne i ciemne strony. Ale warto tu zauważyć, że propozycje Rady oraz reakcja na nie dotyczą w gruncie rzeczy spraw szczegółowych, związanych z niedofinansowaniem badań, podczas gdy – nawet pomijając wyzwania geopolityczne i społeczno-gospodarcze – wchodzimy w erę fundamentalnych zmian w sposobie kształcenia, uprawiania nauki i jej ewaluacji, np. takich, które zasygnalizowano w kwietniowej ekspertyzie OECD . Czy mógłby pan naświetlić kontekst, w jakim zmuszeni jesteście w ogóle myśleć o tego typu zmianach? Działamy w sytuacji, w której – po pierwsze – współczynnik sukcesu jest znacząco poniżej optymalnej wartości dla agencji grantowych, tj. 25 procent. Oznacza to, że wiele bardzo dobrych projektów nie otrzymuje finansowania, zaś próg wejścia do systemu jest na tyle wysoki, że – jak pisaliśmy w zeszłorocznej uchwale Rady NCN – uniemożliwia np. tworzenie nowych wysp doskonałości. Po drugie, 15-procentowy wzrost liczby projektów w ostatnich konkursach OPUS i PRELUDIUM oznacza podwojenie liczby wniosków w ciągu 5 lat. Powstaje pytanie, czy ten wzrost –obserwowany też np. w ERC – odzwierciedla szersze zrozumienie zalet udziału w konkursach, czy też oznacza wykorzystanie przez aplikujących inteligencji cyfrowej, która np. potrafi zidentyfikować otwarte problemy badawcze zwykle podawane w podsumowaniach artykułów przeglądowych. Ponieważ nie idzie za tym zwiększenie naszej dotacji podmiotowej, nie mamy możliwości zatrudnienia nowych pracowników i ekspertów ani wynajęcia dodatkowych sal na posiedzenia paneli, co stanowi duże wyzwanie organizacyjne dla Centrum. Już ostatnio wyniki ogłosiliśmy później niż zwykle, bo gdy rośnie liczba wniosków to przy ograniczonych możliwościach kadrowych NCN cały proces siłą rzeczy się wydłuża. W praktyce uniemożliwia to ponowne składanie projektów OPUS w ciągu jednego roku. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że ERC ogłasza konkursy raz w roku; podczas gdy u nas najpopularniejszy OPUS jest dwa razy. Do tego mamy ustawowy termin sześciu miesięcy na ocenę, a w ERC rozstrzygnięcie konkursu zajmuje prawie dwa razy tyle. To może zaprząc sztuczną inteligencję, przynajmniej do wstępnej selekcji wniosków? Proponowali to na naszych łamach profesorowie Janusz Bujnicki i Jacek Kuźnicki . Przypuszczalnie będziemy szli w tę stronę, podobnie jak inne agencje na świecie. NCN zakupił już oprzyrządowanie i oprogramowanie, które pozwalają na analizę projektu za pomocą inteligencji cyfrowej bez udostępniania wniosków w domenie publicznej. W tej chwili próbujemy wykorzystać te narzędzia do wsparcia oceny formalnej, np. sprawdzenia, czy wszystkie rubryki we wniosku są wypełnione w języku angielskim. W kontekście AI warto sobie przy tym uświadomić, że z pewnością przy ocenie wzrośnie znaczenie wyników wstępnych oraz wywiadów twarzą w twarz z wnioskodawcami. A do tego potrzebna będzie jeszcze większa liczba ekspertów. Więc koszty zaoszczędzone dzięki narzędziom cyfrowym przejdą w stronę dokładniejszego poznania kandydatów. Analizowaliście inne możliwe rozwiązania, np. ograniczenie oferty konkursowej albo – przy tak wielu konkursach dla młodych badaczy – zaadresowanie OPUSA jedynie do badaczy na dalszych etapach kariery? Sugestia okrojenia oferty pojawia się już od jakiegoś czasu. Być może to dobry kierunek. Co do drugiego pomysłu, może rzeczywiście należałoby zrewidować założenia konkursu OPUS, otwartego teraz dla wszystkich, i zamknąć go dla młodych badaczy, chociaż nie wiem, czy przyniosłoby to zauważalne oszczędności. A co z limitem wysokości grantów, które to rozwiązanie proponuje też Komitet Biologii Molekularnej Komórki PAN? Z tym postulatem się zgadzam; uważam, że powinno się wprowadzić limit kwotowy. Zresztą pierwszy krok w tym kierunku właśnie zrobiliśmy. W konkursie SHENG na współpracę polsko-chińską ustawiliśmy teraz taki limit, co pozwoli, jak się spodziewamy, sfinansować dwa razy więcej projektów. Kwestia limitów była już zresztą omawiana przez poprzednie składy Rady. Wówczas przeważało przekonanie, że jeśli ustalimy pułap na np. 2,5 mln zł, to wszyscy będą o tyle wnioskować. Wydaje mi się, że istniejąca już ocena kosztorysów pozwoli uniknąć zawyżania wydatków. Czy zmiany, które zaproponowaliście, są już ostateczne, nie ma od nich odwrotu ani szans, by pogodzić możliwości kadrowe agencji i interesy naukowców? Ogłosiliśmy te propozycje na tyle wcześnie, żeby móc skonsultować je ze środowiskiem. Wszystkie głosy, które do nas spływają, analizujemy. Wśród nich są zresztą bardzo wartościowe pomysły, warte rozważenia. Naukowcy wykazują dużą aktywność w tym zakresie, co oznacza, że bardzo im zależy na prawidłowym funkcjonowaniu NCN. Tak więc nie, nic nie jest jeszcze postanowione, uchwały nie zostały podjęte. Wygląda to jednak trochę tak, że środowisko naukowe padło ofiarą braku sprawczości NCN. Agencja nie potrafi przekonać decydentów do zwiększenia swojego budżetu, wobec tego jedyne rozwiązanie, jakie proponuje w tej sytuacji, to ograniczenia, które dotykają bezpośrednio samych beneficjentów. Tak, nie jesteśmy w stanie przekonać decydentów do zwiększenia budżetu. Nie jest tego w stanie zrobić także żadna inna instytucja działająca w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Uważam jednak, że świadomość znaczenia NCN dla polskiej nauki jest w rządzie duża, o czym najlepiej świadczą obligacje, które otrzymaliśmy decyzją premiera w listopadzie 2024 r. Odbyło się to więc na wysokim szczeblu politycznym. I nie mam wątpliwości, że kluczową rolę odegrał tu nacisk całego środowiska naukowego, za który należą się słowa uznania i zachęta do dalszych działań. Zaangażowanie środowiska jest chwalebne, ale zadaniem naukowców powinno być przygotowanie jak najlepszego wniosku konkursowego, a nie jeszcze zabieganie o pieniądze na sfinansowanie swojego projektu. W tym zakresie to robota dla agencji. Zmiany, które proponujemy, należy widzieć w szerszym kontekście. Podjęliśmy współpracę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, aby stworzyć ścieżkę rozwoju dla projektów o potencjale komercyjnym. NCBR ma kilkukrotnie większy budżet niż my i jest szansa, że w ten sposób przejmie część naszych wnioskodawców. Możemy chyba mówić o sukcesie tej inicjatywy, bo spośród wszystkich uczestników programu akceleracyjnego Akces NCBR, 18% to osoby, które były lub są kierownikami grantu NCN. W związku z tym skierowaliśmy do przewodniczącej Rady i dyrektora NCBR propozycję rozszerzenia współpracy. Prowadzimy rozmowy z Ministerstwem Obrony Narodowej, które na badania innowacyjne przekazuje 1% swoich środków. Ten 1% to więcej niż nasz cały budżet. Część z tych funduszy mogłaby zostać przeznaczona na projekty wspólne z NCN. Nad ramami prawnymi takiego rozwiązania pracuje już Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Przekazaliśmy też do Departamentu Innowacji MON listę ponad 700 projektów, które mogą mieć podwójne zastosowanie, a więc zarówno cywilne, jak i istotne dla obronności i bezpieczeństwa. Co ważne, są tam też projekty z nauk humanistycznych i społecznych, dotyczące np. wojny kognitywnej czy dezinformacji. Kolejna sprawa, nasze ministerstwo płaci składki na duże europejskie infrastruktury badawcze. Ich wielkość to 1/3 budżetu NCN. A zatem polscy naukowcy mają prawo bezkosztowo korzystać z wielu najlepszych, dostępnych w Europie, infrastruktur. Zwróciliśmy się, na razie bezskutecznie, o udostępnienie listy tych ośrodków wraz z warunkami prowadzenia tam badań, aby szerzej poinformować środowisko naszych grantobiorców o istniejących możliwościach. Zważywszy na rolę, jaką w osiągnięciach wybitnych naukowców odegrały zmiany miejsca pracy, NCN od początku, a później także wespół z Narodową Agencją Wymiany Akademickiej, wspierał mobilność naukową, szczególnie młodych uczonych, oraz współpracę międzynarodową – w tym roku zostanie ona rozszerzona o Hiszpanię. Poza aspektem merytorycznym, wiele współprac zwiększa fundusz na organizację konkursów (np. QUANTERA i DIOSCURI), a niektóre także na projekty (np. fundusze norweskie). Ale umiędzynarodowienie to też przyjazdy naukowców z zagranicy do Polski. Z początkiem roku wystąpiliśmy do MNiSW oraz MSWiA z apelem o usprawnienie wydawania pozwoleń na pobyty doktorantów i naukowców spoza Unii Europejskiej. Mimo wprowadzenia zmian w przepisach sytuacja w praktyce nadal nie została rozwiązana. Myślę, że również tutaj potrzebne jest nieustępliwe działanie przedstawicieli całego środowiska naukowego. Nie bez kozery wspominam o braku sprawczości, bo nie udało się wam także przekonać ministerstwa do zwiększenia wysokości Nagrody NCN . A chodziło przecież ledwie o 25 tys. zł więcej. Rzeczywiście, dwukrotnie składaliśmy prośbę w tej sprawie, ale otrzymaliśmy odpowiedź, że w tej chwili nie ma możliwości dokonania tej zmiany. Natomiast, jak nam zasugerowano, nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy poszukali sponsorów. Na samym początku Nagroda NCN była finansowana przez sponsorów. W kontekście zakończonego w niedzielę mundialu, aż chciałoby się, aby nauka i kultura miały tylu sponsorów co sport. Jestem laureatem nagrody Europejskiego Towarzystwa Fizycznego (EPS) Agilent Technologies Europhysics Prize, która wcześniej nazywała się Hewlett-Packard Europhysics Prize, a po rezygnacji z finansowego wsparcia przez Agilent Technologies, przyjęła obecną nazwę EPS Europhysics Prize, rezygnując z zewnętrznego finansowania. Jeśli pogodzimy się z wymaganiami związanymi ze wsparciem, a także z niestabilnością wysokości Nagrody, to warto poszukać sponsorów. W tym roku laureaci dostaną więc, jak do tej pory, po 50 tys. zł. Czy zakończono już nabór kandydatur? Tak, i muszę przyznać, że lektura tych zgłoszeń to najmilszy moment pracy w Radzie, bo pokazuje, jak niesłychanie ciekawe badania są prowadzone w Polsce. O Nagrodę NCN powalczy tym razem 102 badaczy i badaczek, w tym 34 z nauk humanistycznych i społecznych, 47 z nauk ścisłych i technicznych oraz 21 z nauk o życiu. Nazwiska trójki zwycięzców poznamy 14 października podczas uroczystości, która odbędzie się w nowym miejscu. Po Sukiennicach i Muzeum Manggha będzie Zamek Królewski na Wawelu. Chcemy nadać temu wydarzeniu rangę, która z jednej strony podkreśli prestiż nagrody, a z drugiej wpisze się w obchody 15-lecia Narodowego Centrum Nauki. Jesienią ma się rozpocząć audyt procesu oceny wniosków. Co to za inicjatywa? Co roku NCN ma obowiązek przeprowadzenia audytu finansowego, a nie rzadziej niż co cztery lata – audytu zewnętrznego dotyczącego nie tylko finansów, ale także zarządzania instytucją. Ten audyt został wykonany właśnie w tym roku i wypadł bardzo dobrze. Uważam to za sukces kolejnych dyrektorów i pracowników NCN. Natomiast w ustawie o NCN zapisano, że dyrektor może zgłosić do Rady propozycję audytu w celu oceny pracy Zespołów Ekspertów oraz koordynatorów dyscyplin. Taki audyt jeszcze nigdy nie był przeprowadzony, a wydaje się, że 15-lecie działalności, a przede wszystkim przełomowy czas, w którym żyjemy, to dobry moment, by przyjrzeć się temu, co należy zmienić. Zaangażowane będą osoby z zewnątrz, również z zagranicy, niezwiązane z NCN, ale obeznane z systemami grantowymi. Być może zaproponują przeniesienie jakichś nowych dobrych praktyk z innych agencji. Czego się spodziewacie? Osobiście mam bardzo duże oczekiwania wobec tego audytu. Liczę na to, że dostaniemy odpowiedzi na pytania, które dotąd nawet nam przez myśl nie przeszły. Tylko osoby patrzące z zewnątrz, otwarte na nowe czasy, mogą zwrócić uwagę na elementy, które my traktujemy już jako naturalne i niepodlegające dyskusji. Jestem więc bardzo ciekawy wyników. Kiedy mogą się pojawić? To wieloetapowy proces. Myślę, że jeśli audyt rozpocznie się jesienią, to pierwsze wyniki możemy otrzymać w pierwszej połowie przyszłego roku. Najpierw audytorzy wyrażą swoje opinie, później będziemy z nimi dyskutować o wnioskach, a na końcu zostaną wypracowane wnioski wykonawcze. Jeszcze przed audytem, na ostatnim posiedzeniu, przedstawiliście rekomendacje dla dyrektora NCN dotyczące usprawnienia procesu oceny wniosków. Trzeba mieć świadomość rozdziału kompetencji między Radą a dyrektorem NCN. Jako Rada nie mamy żadnego wpływu na proces oceny wniosków, poza wyznaczaniem członków paneli ekspertów, w większości zagranicznych, i nie uczestniczymy w procesie oceny na żadnym etapie. Możemy jednak składać rekomendacje dyrektorowi, aby rozważył możliwość wprowadzenia zmian, ponieważ sprawy organizacji konkursów są jego kompetencją. W szczególności zależy nam na zwiększeniu transparentności oraz jakości recenzji. Wnioski naukowców, którzy przechodzą do kolejnego etapu, są przekazywane do co najmniej dwóch recenzentów. Jako Rada stoimy na stanowisku, że transparentność jest nadrzędną wartością, dlatego rekomendujemy, by członkowie paneli mogli poznać nazwiska recenzentów, które do tej pory były niejawne. Chodzi nam też o to, by ci, którzy nie dostaną finansowania, mieli większe poczucie, że ich projekt został rzetelnie oceniony, a z recenzji jasno wynikało, które z ich pomysłów, dokonań są wartościowe, a które nie. Uważamy, że sam proces recenzji może być ogromną szansą na przedstawienie swoich badań przed międzynarodowym gremium. To bardzo ważny element promocji polskiej nauki. I właśnie dlatego proponujemy wzmocnić rolę przewodniczących zespołów ekspertów zarówno w doborze recenzentów, jak i w weryfikacji uzasadnień ocen końcowych. Jednym słowem, chcemy, żeby cały proces odbywał się pod ich większą kontrolą, a naukowcy otrzymywali w wyniku tego wartościową informację zwrotną. Równocześnie, członkowie Rady NCN podjęli się nowego zadania, tj. po ogłoszeniu wyników konkursu, przeprowadzane są wywiady z przewodniczącymi paneli. Chodzi o poznanie ewentualnych wyzwań, jakie się pojawiły podczas prac paneli oraz kroków, jakie należy podjąć, aby uniknąć ich w przyszłości. Na początku lutego informował pan na naszych łamach o uruchomieniu systemu weryfikacji wniosków grantowych pod kątem retrakcji . Czy możemy przytoczyć pierwsze statystyki? Obowiązek podawania informacji o swoich wycofanych artykułach z ostatnich dziesięciu lat wprowadziliśmy przed marcowymi konkursami OPUS i PRELUDIUM. W obu złożono łącznie 5800 wniosków, ale osób, których potencjalnie dotyczył wspomniany obowiązek, było 9,1 tys. Oprócz kierowników projektu są to promotorzy w PRELUDIUM oraz doświadczeni badacze (senior researchers) w OPUSIE. Rubrykę dotyczącą retrakcji wypełniło 28 naukowców. Tutaj ważne zastrzeżenie, o którym mówiłem w lutym: retrakcja nie musi oznaczać dyskwalifikacji. To, czy jest ona wynikiem np. dostrzeżonego i zgłoszonego przez samego badacza błędu, czy efektem naruszenia zasad etyki przez autorów artykułu, sprawdzą paneliści na pierwszym etapie oceny wniosków. Wymaga to czasu, konkursy zamknęliśmy miesiąc temu. Dodam przy okazji, że NCN podejmuje działania w celu podniesienia jakości upowszechniania wyników badań oraz ograniczenia wydatkowania środków publicznych na koszty publikacji w czasopismach, które nie zapewniają rzetelnego recenzowania. W związku z tym, od ponad roku nie ma już obowiązku publikowania w otwartym dostępie, a NCN promuje realizowanie otwartości nauki poprzez bezkosztowe składanie prac w repozytoriach dziedzinowych typu arXiv. Warto też wspomnieć, że weryfikujemy pod tym kątem także ekspertów. Nie mam danych z innych obszarów, ale w panelach dotyczących nauk ścisłych i technicznych wszystkie sprawdzone przez nas retrakcje nie wynikały z nierzetelności naukowej, autorzy sami wycofali swoje artykuły z dobrze uzasadnionych powodów. W przeciwnym razie taki ekspert nie zostałby powołany. Zwracamy też uwagę na to, aby ekspertami nie były osoby, które publikują w czasopismach o nierygorystycznym systemie recenzowania. Wykluczamy również osoby współpracujące z instytucjami Federacji Rosyjskiej. Tymczasem Międzynarodowy Komitet Olimpijski niedawno temu odwiesił zawodników z Rosji, którzy będą mogli dzięki temu wziąć udział w nadchodzących igrzyskach. Czy podobne decyzje czekają nas niebawem w nauce? Nie przypuszczam. Jako NCN świadomie idziemy obraną w marcu 2022 roku ścieżką i podtrzymujemy wydane wówczas obostrzenie: w dalszym ciągu nie można składać wniosków, w których planuje się współpracę z rosyjską jednostką naukową. Taka współpraca jest zabroniona także w odniesieniu do członków Zespołów Ekspertów. Do końca lipca trwa nabór kandydatów na członków Rady NCN . Pan jest jedną z 12 osób, które kończą swoją pracę w Radzie. Nowych członków wybierze minister, przy pomocy Zespołu Identyfikującego. Pamiętając, że podstawowym zadaniem członków Rady NCN jest powoływanie ekspertów do paneli oceniających wnioski, wysłaliśmy prośbę do ministerstwa, by w rozpoczynającej się w grudniu kadencji liczba przedstawicieli każdego z trzech obszarów – HS, ST, NZ – była taka sama i żeby wywodzili się oni z innych dyscyplin. Oczywiście, nie da się zapewnić reprezentacji każdej, bo miejsc w Radzie jest tylko 24. Naszym marzeniem jest, by wybrano taką dwunastkę, która dyscyplinowo nie będzie się pokrywać z pozostającymi w Radzie naukowcami. Rozmawiał Mariusz Karwowski