Policja ocenia, że kierowca autobusu linii 186, który w ostatnią niedzielę wjechał do przejścia podziemnego na warszawskiej Ochocie, omijając pieszych i inne pojazdy, wykazał się ogromnym profesjonalizmem. Choć w zdarzeniu ucierpiało sześć osób, funkcjonariusze mówią o "kunszcie prowadzenia".
Najważniejsze informacje:
Do wypadku autobusu Solaris Urbino 18 na rondzie Zesłańców Syberyjskich doszło w ostatnią niedzielę; rannych zostało sześć osób.
Pojazd od miesięcy przechodził naprawy silnika i skrzyni biegów realizowane przez dwa różne zespoły; po ich zakończeniu stale zgłaszano usterki elektroniki.
Nieoficjalne ustalenia wskazują na możliwą awarię czujnika przyspieszenia, przez co pojazd mógł nie reagować na próby hamowania.
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło na rondzie Zesłańców Syberyjskich. Należący do Miejskich Zakładów Autobusowych Solaris Urbino 18 najpierw zderzył się z tramwajem , a następnie odjechał w kierunku ronda, uszkadzając po drodze siedem samochodów. Swój bieg zakończył w przejściu podziemnym, spychając tam również jedno z aut.
Sztorm na Bałtyku. Nagrali, co dzieje się w Kołobrzegu
Zagadkowy wypadek na Ochocie
W wypadku poszkodowanych zostało sześć osób, z czego dwie - w tym jedna nieletnia - trafiły do szpitala. 58-letni kierowca autobusu był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem środków odurzających . Nie przedstawiono mu zarzutów, a śledztwo jest prowadzone pod kątem spowodowania katastrofy w ruchu lądowym.
Zabezpieczone nagrania z kamer w kabinie pojazdu potwierdzają, że kierujący robił wszystko, aby zatrzymać rozpędzony autobus. Policjanci zwracają uwagę, że mężczyzna lawirował w gęstym ruchu, omijał pieszych oraz wykop na placu budowy torowiska, próbując wytracić prędkość na przeszkodach . Zjechanie do pustego przejścia podziemnego i zatrzymanie wozu po uderzeniu dachem policja określa jako "mistrzostwo świata". - To cud, że nie było ofiar śmiertelnych - komentuje jeden z funkcjonariuszy drogówki, cytowany przez "Rzeczpospolitą".
Problemy techniczne po skomplikowanych naprawach
Autobus o numerze taborowym 7717 pochodzi z 2021 r. Przez długi czas stał wyłączony z użytkowania na placu nowej zajezdni przy ul. Płochocińskiej (uruchomionej w grudniu 2024 r.). Z pojazdu zdemontowano silnik oraz skrzynię biegów.
Prace serwisowe prowadzono dwutorowo. Silnikiem zajmowała się zewnętrzna, autoryzowana firma spod Warszawy, natomiast naprawę skrzyni biegów i ponowny montaż całości powierzono mechanikom z zajezdni MZA. Z informacji uzyskanych od pracowników wynika, że była to dopiero druga tak poważna naprawa tego typu pojazdów w tym miejscu . Kierowcy wskazują, że powodem podziału prac na dwa zespoły były koszty, a sama zajezdnia nie posiada jeszcze odpowiedniego zaplecza technicznego.
Po ponownym uruchomieniu autobusu w maju kierowcy regularnie zgłaszali problemy. W pojeździe pojawiały się komunikaty "usterka silnika" oraz błędy OBD , dochodziło też do nadmiernego zużycia płynu chłodniczego i oleju. Autobus tracił napęd i gwałtownie szarpał przy niskich prędkościach, co zmuszało MZA do jego ciągłego wycofywania z ruchu i podejmowania kolejnych prób naprawy.
Czy zawiodła elektronika?
Wśród pracowników MZA pojawiają się podejrzenia, że podczas ostatnich napraw mogło dojść do przypadkowego rozszczelnienia lub niedokładnego zamknięcia sterownika silnika. W dniu wypadku padał deszcz, co mogło doprowadzić do zalania podzespołu wodą.
Nieoficjalne informacje wskazują na potencjalną awarię czujnika przyspieszenia (potencjometru). Przy sterowaniu typu "drive by wire" (po kablu) usterka elektroniczna mogła wysyłać do sterownika ciągły sygnał o wciśniętym pedale gazu . W takiej sytuacji ani hamulec zasadniczy, ani retarder nie są w stanie zatrzymać pojazdu, ponieważ system odczytuje to jako jednoczesne przyspieszanie.
Kierowcy tłumaczą także, że zaciągnięcie hamulca ręcznego przy prędkości powyżej 40 km/h skutkowałoby natychmiastowym spaleniem hamulców, a wyłączenie stacyjki kluczykiem zablokowałoby kierownicę i odebrało kontrolę nad torem jazdy. Stanowisko MZA i Solarisa
Miejskie Zakłady Autobusowe wydały oświadczenie, w którym odrzucają hipotezę o awarii potencjometru. " Ewentualna awaria potencjometru, wedle posiadanej przez nas wiedzy, skutkowałaby unieruchomieniem pojazdu, a nie jego przyspieszeniem " - poinformowała spółka. MZA wykluczyły także możliwość zdalnego przejęcia kontroli nad pojazdem, co potwierdził również producent.
Rzecznik MZA Adam Stawicki przekazał, że spółka wstrzymuje się od dalszych komentarzy i udzielania szczegółowych informacji o pojeździe ze względu na dobro prowadzonego dochodzenia.
Przedstawiciel firmy Solaris Bus & Coach Mateusz Figaszewski poinformował jedynie, że trzyletnia gwarancja na ten pojazd zakończyła się w 2024 r. i od tamtej pory producent nie prowadzi jego obsługi serwisowej. Sprawę ewentualnych błędów przy naprawach oraz dokładnych przyczyn wypadku bada obecnie prokuratura i powołany biegły, który oceni zapisy z zabezpieczonego rejestratora jazdy.
W strukturach Wirtualnej Polski od 2018 roku. Wywodzi się ze sportu i to w tej dziedzinie zaczynał przygodę z dziennikarstwem. Opolanin na emigracji w Krakowie. Po powrotach do domu rodzinnego wita go stęskniony (i głodny) kocur brytyjski.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości