Senatorowie koalicji przyznają wprost: rządowa ustawa o jawności wynagrodzeń medyków jest dziurawa, ale i tak zostanie szybko przegłosowana. Równolegle minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda szykuje się do przedstawienia propozycji reform systemu, które mają być kolejnym krokiem po ustawie.
Na ostatniej prostej senatorowie koalicji zorientowali się, że rządowa ustawa mająca zwiększyć jawność wynagrodzeń medyków jest dziurawa. Mimo to i tak zostanie przegłosowana, bo uznano, że trzeba szybko wyjść z czymkolwiek. Sprawy przyspieszają także w resorcie zdrowia – jeszcze dziś głos ma zabrać Jolanta Sobierańska-Grenda. Zdaniem wielu rozmówców koalicyjnych i tak minister powinna podać się do dymisji. Jest tylko jeden problem – nie ma pomysłu na jej następcę. A w otoczeniu premiera na razie jest oczekiwanie, że pani minister przejdzie do działań.
O tym, że rządowa ustawa umożliwiająca pozyskiwanie dokładniejszych danych o wynagrodzeniach pracowników medycznych przez ministra zdrowia i NFZ po numerach PESEL jest daleka od doskonałości, pisaliśmy w Wirtualnej Polsce już 19 czerwca. Tego dnia ustawa wyszła z Sejmu i trafiła do dalszych prac w Senacie.
Wstrząsające nagranie z Częstochowy. W aucie dwóch nastolatków
Polityczne ustalenie
Wówczas Wojciech Wiśniewski, ekspert z Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia przy Ministerstwie Zdrowia, wskazywał na jej dwa mankamenty, oba sprowadzające się do tego, że zarobki wielu lekarzy dalej pozostaną poza dokładniejszym "radarem" MZ i NFZ. Pierwszy mankament dotyczył tego, że na świadczenia typu rezonans czy tomografia szpitale często zawierają umowy z podwykonawcami, którymi są np. duże zagraniczne sieci diagnostyczne.
– A tam nie ma jak się dowiedzieć, jak ci doktorzy zarabiają, bo oni są zatrudnieni u podwykonawcy, a nie bezpośrednio w szpitalu – mówił Wiśniewski. Druga luka dotyczy spółdzielni lekarskich. – Czasami kontrakty szpitale zawierają z takimi spółdzielniami, a nie z pojedynczymi lekarzami, w związku z czym tu też może być problem z ustaleniem ich zarobków – podkreślał ekspert. Senatorowie przyznają, że są świadomi tych luk w rządowej regulacji, choć część z nich ma pretensje, że nie wiedziała o tym wcześniej. – Trochę czuję się wyrolowany. Gdybym miał tę wiedzę wcześniej, zgłosiłbym jakieś poprawki jeszcze na etapie prac w komisji – przyznaje jeden z senatorów koalicyjnych, proszący o anonimowość. – Ten pociąg już pojechał, zostało tylko przegłosować – wzrusza ramionami polityk Lewicy.
Mimo to, jak twierdzą rozmówcy z Senatu, polityczne ustalenie jest takie, że ustawa musi szybko trafić na biurko prezydenta. Teoretycznie Senat musi rozpatrzyć ustawę do 19 lipca, ale stanie się to w tym tygodniu na trwającym posiedzeniu izby wyższej. – Mieliśmy na ten temat rozmowy, ustalenia są takie, że trzeba szybko wyjść z czymkolwiek, potem będziemy się zastanawiać, co z tym jeszcze można zrobić. Myślę, że nie trzeba będzie już poprawiać tej ustawy, bo rząd niedługo wyjdzie z zupełnie innymi ustawami zmieniającymi system – mówi nam senator KO.
Także w Kancelarii Premiera słyszymy, że ustawa nie jest idealna. – To tylko pierwszy, podstawowy krok. Zobaczymy, co się dalej jeszcze urodzi – zastrzega rozmówca.
MZ przyspiesza ze zmianami
Równolegle od kilku dni było słychać narzekania w koalicji na to, że w całym kryzysie wokół Szpitala Południowego nie widać minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. A choć wypowiadała się w tej sprawie dla mediów i resort komunikował stanowisko w tej kwestii, to zarzuty dotyczyły tego, że nie zarządza kryzysem.
Dlatego w koalicji słychać opinie, że Sobierańska-Grenda musi stracić funkcję, bo nie dość, że nie zarządza właściwie aktualnym kryzysem, to jeszcze ma słabą politycznie pozycję. - Problem jest taki, że nie bardzo widać, kto mógłby być jej następcą. Mało kto się pali do objęcia takiego resortu - przyznaje rozmówca z KO.
Jak słyszymy, minister ma wystąpić w sprawie "bieżącej sytuacji", czyli sprawy Szpitala Południowego oraz przyszłych działań resortu dotyczących naprawy systemu ochrony zdrowia.
Resort od pewnego czasu analizował różne pomysły zmian, miał je pokazać w piątek, ale stanie się to trochę szybciej. Wirtualna Polska opisała część tych pomysłów. To z jednej strony wprowadzenie jakiegoś rodzaju maksymalnego pułapu zarobków lekarzy, ewidencjonowanie czasu pracy, wreszcie różne rozwiązania systemowe, jak likwidacja pracy na akord. Teraz minister może pokazać te pomysły i zapowiedzieć, które z nich wejdą do realizacji.
– Premier wprost zapowiedział, że system zdrowia jest chory. I resort musi pokazać jakieś ruchy – mówi osoba z otoczenia Tuska.
A choć wśród polityków koalicji i w mediach trwa dyskusja, czy szefowa resortu nie straci funkcji w ramach rządowej reakcji na aferę w Szpitalu Południowym, jak słyszymy, nie ma takich planów, choć oczywiście nikt nie zagwarantuje, że ostateczną reakcją premiera nie będą personalne roszady w resorcie zdrowia.
– Media i część polityków mogą mieć krwiożercze zapędy, ale raczej chodzi o to, żeby pokazać jakieś pomysły. Przecież system nie zmieni się od zmiany ministra, to my musimy pokazać propozycje i je wdrożyć – zauważa rozmówca z KPRM. Osobnym pytaniem jest, jak na pomysły minister Sobierańskiej-Grendy zareagują koalicjanci, bo dziś każde ugrupowanie ma własne pomysły, co zrobić z ochroną zdrowia. Na pewno w koalicji rośnie świadomość, że system w obecnej postaci dłużej nie pojedzie, tym bardziej że mimo rosnących nakładów cały czas jest w nim potężna finansowa luka. Z drugiej strony pojawia się też kalkulacja, że afera w Szpitalu Południowym, ale także tocząca się dyskusja o wysokości kominów płacowych w ochronie zdrowia politycznie będą sprzyjać reformatorskim ruchom i obniżą ich polityczne koszty.
Dziennikarz Wirtualnej Polski specjalizujący się w tematyce ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej oraz w tematach politycznych.
Dziennikarz Wirtualnej Polski i Money.pl, zajmujący się tematami politycznymi i gospodarczymi. Prowadzący poranny program "Tłit”.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości