RAK
    Odmiany rzepaku polecane przez Agrosimex: Royce F1, PT315 F1, Aurelia F1 i Telly

    Odmiany rzepaku polecane przez Agrosimex: Royce F1, PT315 F1, Aurelia F1 i Telly

    3723 odsłon
    Odmiany rzepaku polecane przez Agrosimex: Royce F1, PT315 F1, Aurelia F1 i Telly

    Anna Ziomkiewicz-Bajerowska: Tegoroczny sezon bardzo dobrze pokazał, że dziś nie wystarczy jedna wyróżniająca cecha odmiany. Coraz częściej o sukcesie decyduje cały zestaw właściwości, które pozwalają roślinie przetrwać kolejne stresy pojawiające się praktycznie na każdym etapie wegetacji.

    Royce F1 wyróżnia się przede wszystkim bardzo silnym wigorem jesiennym. Jest to szczególnie cenna cecha w sytuacji, gdy siew zostaje opóźniony, a takich przypadków obserwujemy obecnie coraz więcej. Odmiana bardzo szybko buduje biomasę i dobrze przygotowuje się do zimy. Jednocześnie łączy wysoki potencjał plonowania z szerokim pakietem cech zabezpieczających roślinę przed stresem środowiskowym.

    Bardzo dobrze wypadły również odmiany PT315 F1 oraz Aurelia F1. To kreacje, które już wcześniej udowodniły swoją wartość podczas trudnych sezonów, dlatego tegoroczne wyniki nie są przypadkiem.

    Farmer: Według szacunków Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych, jesienią ubiegłego roku rzepak zasiano na około 1,1 mln ha rzepaku ozimego. Natomiast najnowsze dane z końca czerwca przedstawione przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, wskazują już na powierzchnię poniżej miliona hektarów. To pokazuje skalę strat, jakie wystąpiły w trakcie sezonu. Żniwa dopiero się rozpoczynają, więc na końcowe wyniki plonowania trzeba jeszcze poczekać, ale można już pokusić się o ocenę mijającego sezonu. Jak on wygląda z perspektywy firmy, która widzi stan upraw w wielu częściach kraju, bo prowadzi zarówno swoje poletka doświadczalne, ale ma też kontakt ze swoimi klientami – rolnikami?

    Anna Ziomkiewicz-Bajerowska: Najważniejszym słowem opisującym ten sezon jest zróżnicowanie. Nie tylko pomiędzy województwami, ale często również pomiędzy sąsiadującymi gospodarstwami. To zjawisko obserwujemy już od kilku lat, jednak w przypadku rzepaku ozimego w sezonie 2025/2026 było ono wyjątkowo wyraźne. Odwiedzając plantacje w różnych częściach kraju można było zobaczyć dwa zupełnie odmienne obrazy. Z jednej strony były pola zapowiadające bardzo dobre plony, z drugiej plantacje, na których trudno było liczyć nawet na przeciętny wynik. Szczególnie trudna sytuacja występowała w wielu gospodarstwach województwa kujawsko-pomorskiego oraz wielkopolskiego, choć oczywiście również tam zdarzały się pozytywne wyjątki.

    Jedno jest jednak pewne, był to jeden z najbardziej wymagających sezonów ostatnich lat. Problemy rozpoczęły się już podczas zakładania plantacji. W części regionów rzepak wysiewano w bardzo przesuszoną glebę. Wschody były wydłużone i nierównomierne, co później utrudniało prowadzenie plantacji, między innymi wykonanie jesiennej regulacji wzrostu. Rośliny znajdowały się bowiem w różnych fazach rozwojowych. W innych gospodarstwach sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Opóźnione żniwa zbóż sprawiły, że wielu producentów nie mogło wysiać rzepaku w optymalnym terminie. Zdarzały się również pola, na których warunki początkowo były korzystne, natomiast intensywne opady po siewie doprowadziły do zaskorupienia gleby, co ponownie pogorszyło wschody. Jesień przyniosła natomiast dużą ilość opadów. Paradoksalnie nie była to sytuacja korzystna dla rzepaku. Łatwo dostępna woda ograniczała rozwój głębokiego systemu korzeniowego, ponieważ rośliny nie musiały intensywnie poszukiwać wilgoci w głębszych warstwach gleby. Konsekwencje uwidoczniły się dopiero kilka miesięcy później.

    Czy właśnie dlatego plantacje tak mocno ucierpiały podczas wiosennej suszy?

    To był jeden z kluczowych czynników. Rzepak wszedł w okres wiosennej wegetacji z systemem korzeniowym, który często nie był przygotowany do pobierania wody z głębszych warstw profilu glebowego. Do tego doszła bardzo wymagająca zima. W wielu rejonach temperatury spadały poniżej minus 25°C, lokalnie przy niewielkiej lub całkowicie nieobecnej pokrywie śnieżnej. Silny mróz, któremu towarzyszył wiatr, spowodował znaczne uszkodzenia wielu plantacji. Część pól została zaorana już po zimie. Tam, gdzie rzepak przetrwał, rolnicy liczyli na jego naturalne zdolności regeneracyjne. Gatunek ten potrafi bardzo skutecznie odbudowywać potencjał plonowania dzięki rozwojowi pędów bocznych. Niestety, w tym sezonie zabrakło podstawowego czynnika - wody.

    Wiosenna susza objęła praktycznie cały kraj. Dodatkowo niskie temperatury utrudniały regenerację roślin. Brak wilgoci ograniczał również pobieranie wcześniej zastosowanego azotu, dlatego wiele plantacji nie mogło wykorzystać potencjału wynikającego z nawożenia. Osobiście widziałam gospodarstwa, w których decyzję o likwidacji plantacji podejmowano dopiero w okresie kwitnienia. Wielu producentów do końca wierzyło, że rzepak zdoła się odbudować. Niestety, kolejne niekorzystne zjawiska pogodowe skutecznie odebrały mu tę możliwość. Na etapie kwitnienia pojawiły się jeszcze przymrozki, które dodatkowo pogłębiły skutki wcześniejszych stresów. Dlatego kondycja plantacji jest dziś przede wszystkim odzwierciedleniem liczby stresów, jakie dana uprawa musiała znieść od momentu siewu aż do końca kwitnienia. Im więcej takich niekorzystnych czynników nałożyło się na siebie, tym większy spadek potencjału plonowania obserwujemy obecnie.

    Które odmiany z państwa portfolio poradziły sobie najlepiej w tym trudnym sezonie?

    Tegoroczny sezon bardzo dobrze pokazał, że dziś nie wystarczy jedna wyróżniająca cecha odmiany. Coraz częściej o sukcesie decyduje cały zestaw właściwości, które pozwalają roślinie przetrwać kolejne stresy pojawiające się praktycznie na każdym etapie wegetacji. Mówiąc o takim kompleksowym podejściu, mam na myśli przede wszystkim wysoką zimotrwałość, dobrą tolerancję na okresowe niedobory wody, zdolność do szybkiej regeneracji po uszkodzeniach oraz efektywne wykorzystanie składników pokarmowych, zwłaszcza azotu. Bardzo duże znaczenie mają również cechy genetyczne związane z odpornością na najważniejsze patogeny, w tym wirusa żółtaczki rzepy (TuYV), czy gen Rlm7 - odporność rzepaku na suchą zgniliznę kapustnych, a także pakiety odporności zwiększające bezpieczeństwo prowadzenia plantacji.

    Myślę również, że po tegorocznych doświadczeniach jeszcze większą uwagę producenci będą zwracali na odporność na pękanie łuszczyn i osypywanie nasion. W okresie żniw ta cecha często decyduje o zachowaniu znacznej części plonu, szczególnie gdy zbiór przeciąga się z powodu warunków atmosferycznych. W praktyce bardzo dobrze sprawdziły się również odmiany o silnym wigorze początkowym – zarówno jesiennym, jak i wiosennym.

    Dynamiczny rozwój od początku wegetacji daje roślinom większe możliwości wykorzystania dostępnej wilgoci oraz skuteczniejszej regeneracji po okresach stresowych.

    Jedną z odmian, która szczególnie pozytywnie się wyróżniła, jest Royce F1, odmiana mieszańcowa wyhodowana przez Rapool i wpisana do Krajowego Rejestru Odmian w 2025 roku. Jeszcze przed jej rejestracją dysponowaliśmy wynikami doświadczeń hodowlanych wskazującymi na bardzo wysoką zdolność regeneracji. W sezonie 2025/2026 obserwacje prowadzone na plantacjach potwierdziły te wcześniejsze wyniki. Royce wyróżnia się przede wszystkim bardzo silnym wigorem jesiennym. Jest to szczególnie cenna cecha w sytuacji, gdy siew zostaje opóźniony, a takich przypadków obserwujemy obecnie coraz więcej. Odmiana bardzo szybko buduje biomasę i dobrze przygotowuje się do zimy. Jednocześnie łączy wysoki potencjał plonowania z szerokim pakietem cech zabezpieczających roślinę przed stresem środowiskowym. Dzięki temu daje producentom znacznie większe poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza w sezonach o tak zmiennym przebiegu pogody jak obecny.

    Bardzo dobrze wypadły również odmiany PT315 F1 oraz Aurelia F1. To kreacje, które już wcześniej udowodniły swoją wartość podczas trudnych sezonów, dlatego tegoroczne wyniki nie są przypadkiem. Ich największym atutem jest bardzo dobra tolerancja na okresowe niedobory wody. Łączą ją z wysoką zimotrwałością, silnym wigorem jesiennym oraz kompleksowym pakietem odporności genetycznych. Dzięki temu skutecznie chronią potencjał plonowania nawet wtedy, gdy rośliny przez kilka miesięcy są narażone na działanie różnych czynników stresowych.

    Wśród odmian populacyjnych szczególnie warto zwrócić uwagę na odmianę Telly, która jest nowym wzorcem w doświadczeniach COBORU. Już od początku badań rejestrowych osiąga bardzo wysokie i co najważniejsze, stabilne wyniki plonowania. To właśnie stabilność jest dziś jedną z największych zalet tej odmiany. Wyniki uzyskiwane są nie tylko w jednym sezonie czy jednej lokalizacji, ale powtarzają się w różnych warunkach glebowych i pogodowych. W doświadczeniach porejestrowych COBORU prowadzonych w 2025 roku Telly była najwyżej plonującą odmianą populacyjną, osiągając średni plon około 4,4 t/ha. To bardzo dobry rezultat, pokazujący jej możliwości produkcyjne.

    Na uwagę zasługuje także niższy pokrój tej odmiany, który sprzyja lepszemu gospodarowaniu wodą w okresach suszy. Dodatkowym atutem jest wysoka zawartość tłuszczu w nasionach, a także wcześniejszy termin kwitnienia i dojrzewania, co w wielu gospodarstwach ułatwia organizację zbiorów.

    Patrząc na doświadczenia ubiegłego sezonu, które cechy odmian będą miały największe znaczenie przy wyborze tych pod zbiory roku 2027: potencjał plonowania, stabilność czy odporność na stresy?

    Po takim sezonie odpowiedź wydaje się dość oczywista. Najważniejszym kryterium nie powinien być pojedynczy rekord plonowania osiągnięty w jednym roku, lecz stabilność plonowania w wielu sezonach. Dzisiejsze warunki klimatyczne powodują, że klasyczne, przewidywalne lata należą do rzadkości. Znacznie częściej mamy do czynienia z naprzemiennym występowaniem suszy, przymrozków, gwałtownych opadów, wysokich temperatur czy dużych amplitud temperatur między dniem a nocą.

    Dlatego stabilność plonowania oznacza w praktyce znacznie więcej niż sam wysoki plon. To zdolność odmiany do utrzymania wysokiej produktywności niezależnie od przebiegu pogody. Za taką stabilnością stoją konkretne cechy biologiczne: zimotrwałość, szybka regeneracja, tolerancja na suszę, efektywne wykorzystanie azotu, silny wigor początkowy czy odporność na najważniejsze choroby. Oczywiście wysoki potencjał plonowania pozostaje bardzo ważny. Nie należy jednak oceniać odmian wyłącznie na podstawie pojedynczych rekordowych wyników. Zdecydowanie większą wartość mają wyniki uzyskiwane w wieloletnich doświadczeniach prowadzonych w wielu lokalizacjach. Dopiero one pokazują rzeczywistą wartość odmiany w praktyce rolniczej.

    Czy obserwują Państwo zmianę priorytetów rolników przy wyborze odmian w związku z coraz częstszymi okresami suszy i niestabilnymi zimami, np. pod kątem zimotrwałości?

    Producenci coraz częściej pytają nie o to, jaki jest rekord plonu danej odmiany, lecz jak zachowuje się ona w trudnych sezonach i czy potrafi utrzymać wysoki poziom produkcji mimo niekorzystnych warunków. Wpływ na takie podejście mają przede wszystkim zmiany klimatu. Susza praktycznie stała się stałym elementem wegetacji rzepaku. Zmienia się jedynie moment jej występowania i skala nasilenia. Jednego roku największym problemem są trudne wschody jesienią, w kolejnym niedobory wody pojawiają się po zimie, a jeszcze w innym podczas kwitnienia lub nalewania nasion. Rolnicy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że na przebieg pogody nie mają żadnego wpływu. Mogą natomiast ograniczać ryzyko poprzez świadomy dobór odmian. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się więc kreacje, które dobrze znoszą okresowe niedobory wody i wykazują dużą odporność na stresy środowiskowe. Rolnicy coraz częściej opierają swoje decyzje na doświadczeniach z własnych gospodarstw lub sąsiada.

    Rolnicy są niezwykle uważnymi obserwatorami swoich plantacji i najlepiej potrafią ocenić, jak dana odmiana zachowuje się w konkretnych warunkach glebowych oraz klimatycznych. Bardzo często największą powierzchnię przeznaczają na odmiany, które sprawdziły się u nich w poprzednich sezonach. To naturalne, ponieważ własne doświadczenia są niezwykle cennym źródłem wiedzy i trudno je zastąpić nawet najbardziej szczegółowymi wynikami doświadczeń. Jednocześnie producenci nie zamykają się na postęp hodowlany. Wręcz przeciwnie, wielu z nich regularnie przeznacza część areału na testowanie nowych odmian. Dzięki temu mogą porównać je z dotychczas uprawianymi kreacjami i samodzielnie ocenić ich przydatność w warunkach własnego gospodarstwa. Moim zdaniem jest to bardzo dobra strategia. Pozwala z jednej strony opierać produkcję na sprawdzonych odmianach, a z drugiej systematycznie korzystać z postępu genetycznego, który każdego roku wnosi nowe rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo uprawy.

    Coraz częściej pojawiają się pytania dotyczące tolerancji odmian na różne stanowiska glebowe. To bardzo ważna kwestia, ponieważ zdecydowana większość gospodarstw nie dysponuje jednolitymi glebami. Na jednym polu często występują fragmenty o bardzo zróżnicowanej bonitacji. Jedna odmiana może doskonale wykorzystywać potencjał gleb najlepszych klas, natomiast na stanowiskach słabszych jej możliwości będą już wyraźnie ograniczone. Inna z kolei znacznie lepiej radzi sobie właśnie tam, gdzie warunki są mniej korzystne.

    Dlatego producenci coraz częściej pytają o elastyczność odmiany i jej zdolność do utrzymywania wysokiego poziomu plonowania niezależnie od jakości stanowiska. W praktyce ma to ogromne znaczenie, ponieważ w wielu gospodarstwach zmienność gleb występuje nawet w obrębie jednego pola.

    Jednym z tematów, który często budzi wiele pytań, pozostaje obsada roślin. Czy w ostatnich latach zmieniło się podejście? Czy ten sezon zweryfikował te liczby?

    Przede wszystkim warto rozróżnić dwa pojęcia, które bardzo często są ze sobą mylone, normę wysiewu oraz obsadę roślin. Norma wysiewu jest parametrem planowanym jeszcze przed rozpoczęciem siewu. Wylicza się ją, uwzględniając termin siewu, parametry materiału siewnego, warunki glebowe, przewidywaną polową zdolność wschodów oraz typ odmiany. Natomiast obsada oznacza rzeczywistą liczbę roślin znajdujących się na polu po zakończeniu wschodów. To właśnie ona decyduje o dalszym przebiegu rozwoju plantacji. Między wysianą liczbą nasion a końcową obsadą zawsze pojawiają się pewne straty wynikające z warunków pogodowych, jakości gleby czy przebiegu wschodów. Dlatego planując normę wysiewu, trzeba uwzględniać przewidywane ubytki.

    W przypadku odmian mieszańcowych normy wysiewu są z reguły niższe niż przy odmianach populacyjnych. Wynika to z bardzo dużej zdolności mieszańców do tworzenia pędów bocznych. Nawet jeśli część roślin wypadnie, pozostałe potrafią skutecznie zrekompensować te straty i utrzymać wysoki potencjał plonowania. Odmiany populacyjne mają znacznie mniejsze możliwości kompensacji, dlatego zazwyczaj wysiewa się je gęściej.

    Czy można więc powiedzieć, że obecnie zalecany jest rzadszy siew rzepaku?

    Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji w gospodarstwie i warunków panujących podczas siewu. Jeżeli planujemy późny siew odmiany mieszańcowej, a dodatkowo prognozy wskazują na utrudnione wschody, nie ma uzasadnienia do znaczącego obniżania normy wysiewu. W takich warunkach należy zapewnić odpowiednią liczbę roślin, która pozwoli osiągnąć optymalną obsadę. Jeżeli natomiast siew wykonywany jest w terminie optymalnym, gleba jest dobrze przygotowana, a warunki wilgotnościowe sprzyjają szybkim i wyrównanym wschodom, wówczas normę wysiewu można odpowiednio ograniczyć, szczególnie w przypadku odmian mieszańcowych. Najważniejsze jest jednak indywidualne podejście do każdej plantacji. Nie warto stosować jednego schematu we wszystkich gospodarstwach. Każde pole ma swoją specyfikę, a decyzje dotyczące obsady powinny uwzględniać zarówno przebieg pogody, jak i właściwości gleby oraz termin siewu.

    Dziękuję za rozmowę.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Rolnictwo Farmer (gnews)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era