Rosja masowo rekrutuje studentów i uczniów szkół zawodowych do oddziałów obsługujących drony, obiecując im wysokie zarobki i bezpieczeństwo z dala od frontu - donosi BBC. W rzeczywistości młodzi rekruci trafiają na pierwszą linię walk, a wielu z nich ginie zaledwie po kilku tygodniach od podpisania kontraktu.
Najważniejsze informacje:
Rosyjski resort obrony prowadzi w szkołach i na uczelniach kampanię rekrutacyjną do wojsk dronowych, celując głównie w osoby z problemami w nauce.
Prawnicy ostrzegają, że mimo obietnic o rocznej służbie, prawo uniemożliwia wcześniejsze odejście z wojska, a rekruci często trafiają do piechoty szturmowej.
Według danych rosyjscy operatorzy dronów giną na froncie równie często jak artylerzyści.
Jednym z pierwszych rosyjskich uczniów, którzy zginęli po zaciągnięciu się do wojsk bezzałogowych był 23-letni Walerij Awierin. Mężczyzna wychowywał się w sierocińcu, a wojskowy kontrakt podpisał na ostatnim roku nauki w technikum budowlanym.
"Nikt tam nie przyjedzie". Tak Kijów niszczy swoje relacje z Europą
Po potajemnym przejściu szkolenia zadzwonił do przybranej matki. Powiedział jej, że wyjeżdża w miejsce bez zasięgu i zapewniał, że jest bezpieczny. Zginął 8 kwietnia w wyniku uderzenia moździerza w pobliżu okupowanego Ługańska.
W podobnych okolicznościach zginął 18-letni Władisław Gorbunow, uczeń technikum kolejowego. Został zabity po czterech miesiącach od dołączenia do armii . Zanim trafił do jednostki dronowej, wysłano go na front jako żołnierza piechoty szturmowej.
Z kolei 18-letni Rachim Abdullin, który uczył się na spawacza, zginął w połowie marca, niewiele ponad dwa miesiące po podpisaniu dokumentów. Jego matka podkreśliła, że rzekomo bezpieczna służba przy dronach oznacza w praktyce obecność na pierwszej linii, w zasięgu wzroku wojsk szturmowych wroga.
Obietnice bez pokrycia
Kampania zachęcająca studentów i uczniów szkół zawodowych do armii ruszyła na początku roku. Minister obrony Andriej Biełousow argumentował, że wojsko szuka osób poniżej 35. roku życia, ponieważ są one bardziej podatne na przyswajanie nowych technologii. Służba w oddziałach bezzałogowców jest przedstawiana młodzieży jako elitarna i bezpieczniejsza alternatywa dla regularnej piechoty.
Oferta zakłada podpisanie kontraktu na zaledwie rok, zdobycie umiejętności technicznych i powrót na studia. Uczelnie oferują ochotnikom dodatkowe korzyści, w tym gwarancję darmowych miejsc na studiach, ułatwiony dostęp do studiów podyplomowych czy lepsze pokoje w akademikach. W Moskwie ulotki obiecują studentom wypłaty rzędu pięciu milionów rubli w pierwszym roku służby (około 243–254 tys. złotych - red.).
Prawnicy i obrońcy praw człowieka ostrzegają, że deklaracje władz nie mają pokrycia w rzeczywistości. Na mocy dekretu mobilizacyjnego Władimira Putina z września 2022 r. kontrakty wojskowe są automatycznie przedłużane do czasu zakończenia mobilizacji. Szanse na to, że rekrut opuści armię po 12 miesiącach, są znikome. Ponadto ostateczna decyzja o przydziale do jednostki należy do Ministerstwa Obrony, co nierzadko kończy się przeniesieniem do innych, bardziej narażonych na straty oddziałów.
Naciski w szkołach i rosnące straty
Działania rekrutacyjne prowadzono do wiosny w blisko 270 rosyjskich szkołach i na uczelniach. Akcja jest celowana szczególnie w osoby zagrożone wydaleniem lub planujące urlop dziekański.
Odnotowano również przypadki wywierania presji. W jednym z techników w Nowosybirsku dyrektor miał nazwać uczniów tchórzami za odmowę wyjazdu na wojnę. Z kolei Dalekowschodni Uniwersytet Federalny otrzymał rzekomo odgórny limit wysłania na front 32 studentów, choć uczelnia oficjalnie temu zaprzeczyła.
Uzupełnianie braków w ludziach jest kluczowe dla podtrzymania rosyjskich działań zbrojnych. Na podstawie analizy nekrologów, rejestrów i pomników stacja BBC zweryfikowała dotąd śmierć ponad 230 tysięcy rosyjskich żołnierzy i oficerów. Eksperci szacują, że rzeczywiste straty Rosji mogą wynosić od 417 do ponad 500 tysięcy ludzi.
Służba w wojskach bezzałogowych nie gwarantuje bezpieczeństwa. Operatorzy dronów są dla obu stron wojny cennym celem. Ze źródeł otwartych wynika, że od początku inwazji zginęło ich co najmniej 920, co stawia ich wskaźnik śmiertelności na równi z najbardziej narażonymi jednostkami artylerii.
Straty po stronie ukraińskiej również są bardzo wysokie. Prezydent Wołodymyr Zełenski przyznał w lutym, że zginęło 55 tysięcy ukraińskich żołnierzy, a wielu pozostaje zaginionych. Według szacunków holenderskiego wywiadu wojskowego łączna liczba zabitych, rannych i zaginionych Ukraińców może sięgać 500 tysięcy.
Redaktor WP Wiadomości. W mediach od 2015 roku. Zaczynał w Polskiej Agencji Prasowej, później związany z "Faktami" TVN. Z wykształcenia politolog.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości