RAK
    Konie "na kilogramy" i bez dokumentów. Wstrząsające kulisy handlu

    Konie "na kilogramy" i bez dokumentów. Wstrząsające kulisy handlu

    2057 odsłon
    Konie "na kilogramy" i bez dokumentów. Wstrząsające kulisy handlu

    Polsat News Ujawnia pokazał szokujące kulisy tego, jak w Polsce działa handel końmi. Zwierzęta najpierw trafiają na nielegalne targi, a potem wprost do rzeźni. Dziennikarskie śledztwo obnaża skandaliczne ignorowanie prawa przez handlarzy i sprzedaż "na kilogramy", poza kontrolą państwa. Reporterzy pytają także, co stało się z końmi z krakowskiego rynku.

    Najważniejsze informacje:

    Fundacje Viva! i Ratuj Konie podają, że 68 koni zgłoszonych do pracy na krakowskim rynku między 2022 r. a wrześniem 2024 r. padło; najmłodszy miał sześć lat.

    Aktywistki Viva! ustaliły los 378 koni pracujących w latach 2019-2024; 129 z nich nie żyje, czyli ponad jedna trzecia.

    Urząd Miasta Krakowa przyznał w mailu do dziennikarzy, że nie prowadzi ewidencji dalszych losów koni po ich wycofaniu z pracy.

    Polsat News Ujawnia nagrało nielegalny targ, na którym sprzedający mówili wprost, że kupionego konia można od razu zawieźć do rzeźni.

    Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przekazało, że nie prowadzi prac nad zmianą zasad uboju koni ani nad wyłączeniem ich z kategorii zwierząt rzeźnych.

    Większość wylewa, a to wielkie marnotrawstwo. W kuchni ten płyn jest cenniejszy od złota

    Reporterzy Polsat News Ujawnia opisali mechanizm sprzedaży koni poza kontrolą, bez wymaganych dokumentów i na prywatnych posesjach. W materiale pokazano też, jak omijane bywa prawo, a jednym z wątków jest pytanie o to, co stało się z kilkudziesięcioma końmi, które w ostatnich latach przestały pojawiać się na Rynku Głównym w Krakowie.

    Szokujące kulisy handlu końmi

    Fundacje Viva! oraz Ratuj Konie opublikowały dane o zwierzętach pracujących na krakowskim rynku. Z ich wyliczeń wynika, że spośród 68 koni zgłoszonych do pracy między 2022 r. a wrześniem 2024 r. wszystkie już padły. Najmłodszy miał sześć lat.

    W sprawie śmiertelności zwierząt głos zabrała mecenas Katarzyna Topolewska. - Od lat walczymy, żeby zakazać tego transportu. Apelujemy do władz, bo miasto w XXI wieku to nie jest miejsce dla koni, z bardzo wielu przyczyn. Walimy głową w mur. Te konie umierają młodo, średnio mając 11 lat. A ten najmłodszy, to było jeszcze dziecko. I teraz pytanie, dlaczego konie w dobrych warunkach, pod opieką Fundacji, przeżywają ponad 20, a ta rotacja w Krakowie jest tak wysoka? - zaakcentowała.

    "Wygląda to jak epidemia"

    Aktywistki z Viva! przeanalizowały także wcześniejsze zgłoszenia koni do pracy na krakowskim rynku. Jak ustaliły, w latach 2019-2024 znany jest los 378 zwierząt wożących turystów. Z tej grupy 129 koni nie żyje, co oznacza ponad jedną trzecią.

    Jedna z aktywistek, w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych, zwróciła uwagę na powtarzalność dat. - Wygląda to jak epidemia. Kiedy zaczęliśmy układać daty śmierci koni, pojawił się pewien wzór. Nie były to pojedyncze przypadki, tylko po kilka śmierci w tym samym dniu. A kiedy kilka zwierząt umiera jednego dnia, wiemy dokładnie, że to rzeźnia - powiedziała.

    Według działaczek zwierzęta są przeciążone. W ramach dziennikarskiej prowokacji reporterka Monika Gawrońska pytała dorożkarzy o możliwość wynajęcia koni do wożenia gości weselnych przez sześć, siedem, a nawet osiem godzin. Dorożkarze z Krakowa zgadzali się na taką usługę, zapewniając, że zwierzętom nic nie będzie.

    Fundacje monitorujące sprawę wskazują tymczasem, że nie mają wątpliwości co do losu 68 koni, które miały zniknąć z krakowskiego rynku w ostatnich latach: ich zdaniem zwierzęta sprzedano na rzeź albo już nie żyją.

    Luka w przepisach

    Dorożkarze odrzucili wnioski aktywistek. - Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Dlaczego nie piszą, ile ludzi dziennie umiera? - mówili dziennikarzom.

    Stwierdzili za to, że zwierzęta wyrejestrowano w czasie pandemii, gdy nie było ruchu turystycznego i przekonywali, że jeśli znikną dorożki, to znikną również konie, bo miałyby trafić do rzeźni. - Konie są użytkowo-rzeźnym zwierzęciem. Jak my nawet go sprzedamy, to nie możemy zabezpieczyć jego przyszłości na następne 10 lat - dodali.

    Największe kontrowersje wśród reporterów wzbudziło jednak to, co wynika z odpowiedzi władz Krakowa. Z maila cytowanego w materiale wynika, że miasto nie prowadzi ewidencji i nie ma informacji o dalszym losie koni po ich wycofaniu z pracy.

    "Aktualnie obowiązujące umowy nie nakładają na przedsiębiorców obowiązku informowania Gminy o dalszych losach koni po ich wycofaniu z pracy. Jednocześnie, w związku z pojawiającymi się postulatami społecznymi, analizowane jest wprowadzenie dodatkowych rozwiązań zwiększających transparentność w tym zakresie" - przekazano.

    Poruszająca relacja założycielki schroniska

    Z informacji dziennikarzy Polsat News Ujawnia wynika, że konie pracujące w dorożkach w różnych częściach Polski trafiają na nielegalne targi. Reporterzy pojechali z ukrytą kamerą na jeden z takich targów.

    Na miejscu - jak relacjonowali - nikt nie ukrywał, że kupionego konia można od razu zawieźć do rzeźni i dostać za niego pieniądze.

    W materiale przypomniano też, że każdy koń powinien mieć paszport, czyli urzędowy dokument identyfikacyjny, pełniący funkcję "dowodu osobistego" zwierzęcia. Paszport wydają właściwe związki hodowlane; dokument zawiera kluczowe informacje o koniu i jego właścicielu. Dziennikarze wskazują, że często takich dokumentów nie ma albo dane w nich się nie zgadzają.

    Reporterzy opisali również, że na nielegalny targ podjeżdżają ciężarówki, które mają wywieźć konie do rzeźni, mimo że zwierzęta bywają zdrowe i młode. W ich relacji na takim procederze zarabia sprzedający, zarabia dostawca, a przede wszystkim - ubojnie.

    W materiale pojawia się także perspektywa osoby, która zajmuje się ratowaniem zwierząt. Scarlett Carmen Szyłogalis, założycielka pierwszego w Polsce schroniska dla koni, obecnie zajmuje się ponad setką koni, a wiele uratowano bezpośrednio z rzeźni. - Tam konie już wiedzą, co się dzieje. Przeważnie panuje tam taka gęsta cisza, a w ich środku dusza drga, bo wiedzą, czują zapach krwi, słyszą krzyki tych, które już są ogłuszane. Niektóre ciągnęły mnie za kurtkę, dając znać: "Pomóż mi", a ja nic nie mogłam zrobić - wspominała.

    Resort rolnictwa umywa ręce

    W materiale podkreślono, że handel, sprzedaż i wywożenie koni na rzeź są w Polsce legalne. Jednocześnie warunki, w jakich to się odbywa, powinny podlegać kontroli.

    Dziennikarze zwrócili uwagę na skalę rynku. Polska należy do największych producentów i eksporterów koniny w Unii Europejskiej. Z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi - przytoczonych w materiale - wynika, że w 2025 r. w rzeźniach ubito ponad 27 tys. koni, co ma stanowić ponad 10 proc. wszystkich żyjących w Polsce.

    Scarlett Szyłogalis zapowiedziała działania na rzecz zmiany prawa. - Chodzi o zmianę zapisu w ustawie, która będzie mówiła, że konie są zwierzęciem towarzyszącym człowiekowi. A co za tym idzie, nie będzie można ich ubijać w polskich rzeźniach i wywozić na rzeź za granicę. Ruszam we wrześniu z "powstaniem" dla koni. Wierzę, że będą nas setki tysięcy - powiedziała.

    Resort rolnictwa przekazał dziennikarzom Polsat News Ujawnia, że obecnie nie trwają żadne prace legislacyjne dotyczące zmiany zasad uboju koni ani wyłączenia ich z kategorii zwierząt rzeźnych. Podkreślono też, że podobne zasady uboju koni - jak i innych gatunków zwierząt gospodarskich - określają przepisy Unii Europejskiej.

    Absolwentka dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała na stanowisku redaktora w serwisach Kontakt24, Goniec, Interia oraz redaktora i wydawcy w Polsat News. Wolny czas najchętniej spędza spacerując, czytając i oglądając zagraniczne seriale.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era