
Portal Zero.pl ujawnił we wtorek (30 czerwca), że szef prosektorium w Szpitalu Południowym prowadził tam biznes pogrzebowy – promował zakład należący do swojej wspólniczki z innej firmy i utrudniał odbieranie ciał zmarłych, gdy rodzina chciała skorzystać z usług konkurencji. Jakby tego było mało, drastyczne zdjęcia zwłok publikował na Instagramie .
Biznesowy układ
Teraz nowe informacje podaje portal Onet, który dotarł do rodzin nieżyjących pacjentów, lekarzy, pracowników prosektoriów oraz przedstawicieli zakładów pogrzebowych. Z ustaleń wynika, że koordynator prosektorium miał polecać jeden zakład pogrzebowy rodzinom zmarłych i jednocześnie miał utrudniać działalność konkurencyjnym firmom. Miał być powiązany biznesowo z promowanym zakładem, a według rozmówców Onetu za przekazywanie zleceń miały istnieć korzyści finansowe.
Z tekstu wynika, że stanowisko koordynatora pracy prosektorium zostało utworzone w trybie specjalnym, podobnie jak funkcja, którą objął w Szpitalu Południowym Dawid Kacprzyk. "Koordynator to Artur Habowski, niespełna czterdziestoletni technik sekcyjny, który za przyzwoleniem władz Szpitala Południowego zbudował swoje królestwo" – czytamy.
"Rodziny zmarłych były namawiane do skorzystania z usług konkretnego zakładu pogrzebowego" – czytamy. Onet wskazuje, że "prosektorium miało funkcjonować jako prywatne 'królestwo'".
Cennik prosektora z Południowego
Portal dotarł do szacunkowego "cennik" koordynatora szpitalnego prosektorium: "100 zł – za zgodę na wydanie ciała; dd 500 zł – za ubranie ciała i zabiegi kosmetyczne; 1000 zł– za balsamację (w COVID-19 kwota była nawet dwukrotnie wyższa); dd 1500 zł wzwyż – za 'polecenie' rodzinie zakładu pogrzebowego". "Wszystko nielegalnie, z jawnym łamaniem prawa, wszystko do prywatnej kieszeni Artura Habowskiego. Dotarliśmy do informacji, że tylko w ciągu dwóch miesięcy zeszłego roku w prosektorium Szpitala Południowego zostało ubranych ponad 80 ciał. Jeśli zgodził się przyjąć tę najniższą stawkę, to w tym okresie 'zarobił' ponad 40 tys. zł tylko na tej 'usłudze'. A usług było więcej" – opisuje serwis.
Procedura miała wyglądać następująco: Habowski, który wydawał karty zgonów bliskim (standardowo odbiera się je w sekretariacie szpitala), obiecywał rodzinom zmarłych najlepsze usługi pogrzebowe, a zakładom pogrzebowym – zwłoki (za ich przygotowanie oraz zorganizowanie pogrzebu zakład otrzymuje zgodnie z prawem zasiłek pogrzebowy od ZUS). Zakłady musiały za to zapłacić prosektorowi, a potem doliczały "koszty szpitalne" do rachunku za pogrzeb wystawiony rodzinie osoby zmarłej. Jeden z właścicieli salonu pogrzebowego wspomina: – Raz klient poprosił, żeby na każdą pozycję w fakturze przedstawić paragon, bo potrzebował tego do wypłaty pieniędzy z banku. Poszliśmy z tym do Artura, żeby dał pokwitowanie za ubieranie ciała. Nigdy tego nie zrobił.
"To jest handel zwłokami"
W materiale przytoczono różne opinie nt. skandalu w prosektorium Szpitala Południowego.
Znany profesor: – Jeśli rzeczywiście tak jest, to jest to afera łowców skór.
Szef jednego z warszawskich domów pogrzebowych: – W Szpitalu Południowym handel trwa od lat.
Pracownik jednego z zakładów pogrzebowych: – Klientka się uparła i zabraliśmy ciało z prosektorium w Południowym. Otwieramy worek – siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "wy robicie usługi, to sobie umyjcie". To jest skur...
Córka pacjenta, który zmarł w Szpitalu Południowym: – Nie wytrzymałam i zaczęłam głośno mówić, co tu się wyprawia. Zrobiła się awantura. Zaczął straszyć nas ochroną. Nie mogę pojąć, że tak traktował ludzi w żałobie.
Jedna z osób znających Artura Habowskiego: – W branży nikt nie był zaskoczony. Dziwne, że dopiero teraz ktoś się nim zajął.
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego: — Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami. To jest handel zwłokami. Trzeba to powiedzieć wprost.