Muszę to z siebie wyrzucić, bo zaczynam się czuć jak jakaś boomerka, mimo dwójki z przodu. Moje koleżanki od dobrych kilku tygodni żyją tylko jednym tematem - koncertem Bad Bunny’ego w Polsce. Z ciekawości odpaliłam sobie jego topowe kawałki i... no nie wierzę w to, co słyszę. Dla mnie to jest absolutnie niesłuchalne. Gość brzmi, jakby śpiewał przez sen albo miał permanentne zapalenie zatok. Rozumiem, że muzyka latynoska jest teraz popularna, ale dlaczego akurat on jest traktowany jak jakiś bóg muzyki? Przecież na rynku jest masa ciekawszych, lepiej śpiewających artystów z tamtych rejonów. Czy ja czegoś nie dostrzegam? submitted by /u/Strange_Chair7029 [link] [komentarze]