
Mam wrażenie, że MiG-25 “Foxbat” jest jednym z najlepszych przykładów takiego lotniczego strachu. Samolot, który wyglądał jak dowód na radzieckie wyprzedzenie Zachodu, był jednocześnie konstrukcją brutalnie prostą, ograniczoną i podporządkowaną jednemu zadaniu. Nie miał być eleganckim myśliwcem przyszłości. Miał wystartować, wspiąć się wysoko, polecieć piekielnie szybko i dopaść cel, zanim ten zniknie za horyzontem. W tym sensie bliżej było mu do rakiety z kabiną niż do klasycznego myśliwca.
MiG-25 powstał z bardzo konkretnego strachu
Odkąd piszę o wojskowym lotnictwie, coraz częściej wracam do jednej myśli – największe przełomy nie zawsze rodzą się z ambicji, ale często z czystej paniki. Produkowany od 1969 do 1984 roku MiG-25 nie był wyjątkiem. Na początku lat 60. Związek Radziecki patrzył na amerykańskie projekty wysokiego lotu z rosnącym niepokojem. XB-70 Valkyrie miał być szybkim bombowcem strategicznym, SR-71 Blackbird stawał się niemal mitycznym narzędziem rozpoznania, a klasyczne przechwytywanie zaczynało wyglądać jak zadanie z pogranicza fizyki i propagandy.