
Były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady Auschwitz-BirkenauZdjęcie: Tabea Guenzler/Eibner-Pressefoto/picture alliance Niemiecki dziennik opisuje działania Fundacji Auschwitz-Birkenau , która szuka i kupuje na aukcjach internetowych pamiątki po ofiarach nazizmu, aby je zabezpieczyć. Niedawno nabyła w ten sposób niezwykle cenny dokument – list wysłany z KL Auschwitz do Nowego Sącza przez 21-letniego polskiego więźnia z pierwszego transportu politycznych więźniów Polaków, który trafił do obozu 14 czerwca 1940 roku z Tarnowa. Według dyrektora Fundacji Auschwitz-Birkenau Wojciecha Soczewicy dokumenty z pierwszego okresu funkcjonowania obozu należą do najrzadszych i najcenniejszych źródeł historycznych.
Jak pisze „Frankfurter Allgemeine Zeitung” („FAZ”), te starania o trwałe zabezpieczenie takich pamiątek i dokumentów „to wynik niezwykłej dynamiki, która rozwinęła się jesienią ubiegłego roku”. Przypomina, że dom aukcyjny Felzmann z Neuss, specjalizujący się w monetach i znaczkach pocztowych, wystawił wtedy ponad 600 przedmiotów i dokumentów ofiar nazizmu – głównie listy od więźniów obozów koncentracyjnych albo karty indeksowe Gestapo z kilku zlikwidowanych prywatnych kolekcji. Firma wystawiła też kilka gwiazd Dawida. Po wielkim oburzeniu opinii publicznej dyrektor Reinhard Fischer w ostatniej chwili odwołał aukcję .
„Prywatnej inicjatywie pod przewodnictwem Matthiasa Schreibera – kierownika działu w administracji parlamentu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii, który od lat intensywnie angażuje się w kulturę pamięci, nawet w wolnym czasie – szybko udało się zebrać fundusze na wykup tych przedmiotów na rzecz Fundacji Auschwitz-Birkenau. Niektóre przedmioty, w tym gwiazdy żydowskie, dom aukcyjny sprzedał fundacji w Hajfie, która zamierza je tam wystawić w swoim muzeum” – czytamy.
„Handluje się wszystkim”
Jak pisze „FAZ”, wcześniej Fundacja Auschwitz-Birkenau nie była świadoma tego, że w ogóle istnieje rynek, na którym handluje się tak wrażliwymi pamiątkami z czasów wojny.
„Handluje się praktycznie wszystkim – od pocztówek z hitlerowskimi znaczkami, przez bony żywnościowe do stołówki SS w obozie Buchenwald, aż po ‚przepustki dla Żydów' do getta w Wilnie” – piszą autorzy artykułu Stefan Locke i Rainer Burger. Dla fundacji interesujące są jednak przede wszystkim liczne kartki, listy i zaświadczenia zawierające dane osobowe.
Soczewica mówi gazecie, że tylko w Auschwitz znane są jak dotąd nazwiska zaledwie około jednej trzeciej więźniów. Każdy z tych dokumentów może więc potencjalnie przywrócić pamięć o konkretnej osobie lub rzucić światło na jej losy. „Do dziś krewni szukają u nas swoich przodków” – dodaje dyrektor Fundacji. Coraz częściej pojawiają się zapytania o informacje na temat konkretnych osób. „Czasami wystarczy jedna pocztówka, żeby ustalić losy całej rodziny. Dlatego tak ważne jest, żeby „ wyciągnąć te prywatne dokumenty z rąk rynku komercyjnego” – mówi.
Aby pozyskać pieniądze na zakup pamiątek Schreiber i jego współpracownicy uruchomili projekt o nazwie „Camp Mail – Purchase of Documents” („Poczta obozowa – zakup dokumentów”). W ramach światowej akcji patronackiej darczyńcy mogą kupować dokumenty dla fundacji. Według „FAZ” Fundacja Bethe z Bergisch-Gladbach zgodziła się podwajać do końca lipca każdą pojedynczą darowiznę do kwoty 3 tys. euro.
„Prywatny handel świadectwami z czasów Holokaustu przeżywa prawdziwy boom” – mówi „FAZ” Soczewica. Dzięki temu udało się już zabezpieczyć wiele innych przedmiotów – między innymi przy pomocy domu aukcyjnego Fischer z Neuss.
Niemcy wprowadzają przepisy
Na prośbę Fundacji Auschwitz-Birkenau dom kupił też na aukcji internetowej w Norwegii broszurę zatytułowaną „Die rechnerische Erfassung der Verbrennungsvorgänge” („Obliczeniowe ujęcie procesów spalania”), opatrzoną pieczęcią biblioteki naukowej ówczesnej firmy I.G. Farben w Auschwitz. Broszura ta należy do trzeciej partii artefaktów, które przewodniczący parlamentu krajowego André Kuper przekazał Miejscowi Pamięci Auschwitz-Birkenau.
Holokaust - czy Niemcy wiedzieli? Wystawa w Berlinie
To view this video please enable JavaScript, and consider upgrading to a web browser that supports HTML5 video
Nie udało się jednak zdobyć innego ważnego dokumentu: rękopisu byłego komendanta obozu w Auschwitz Arthura Liebehenschela, który po wojnie przygotowywał się do procesu, przebywając w areszcie w Polsce. Został powieszony w Polsce w 1948 roku. Rękopisy, wycenione na aukcji w Neuss na 6,5 tys. euro zostały wykupione przez instytucję z Hajfy wraz z innymi dokumentami o szczególnym znaczeniu dla Polski, dotyczącymi ofiar katyńskich. „Ten przypadek doskonale pokazuje, jak katastrofalne mogą być skutki komercyjnego handlu, gdy miejsca pamięci prześcigają się nawzajem i wygrywają między sobą walkę o takie materiały dowodowe” – mówi Wojciech Soczewica w rozmowie z „FAZ”. Również z tego powodu fundacja opowiada się za wprowadzeniem regulacji prawnych dotyczących handlu dokumentami obozowymi.
Projekt takich regulacji przyjął w maju br. niemiecki Bundesrat . Przepisy mają ograniczyć handel przedmiotami należącymi do ofiar z czasów nazizmu. Muzea, archiwa, biblioteki i inne instytucje, których celem jest zachowanie pamięci o ofiarach nazizmu, będą wyłączone z zakazu handlu. Handel pozostaje dozwolony również w przypadkach uzasadnionych interesów, takich jak badania naukowe czy relacje prasowe.
Soczewica popiera takie rozwiązania. Z kolei właściciel i dyrektor domu aukcyjnego w Neuss Reinhard Fischer krytykuje, że planowane przepisy maja zbyt szeroki zakres, a zakaz w Niemczech sprawi, że „handel ten po prostu przeniesie się jeszcze bardziej tam, gdzie już teraz ma miejsce: do Polski, Izraela i USA”. „Wiele rzeczy będzie się wtedy sprzedawać tylko pod stołem, a potem znikną bez śladu” – przewiduje Fischer, cytowany przez „FAZ”.