Jeszcze dwa lata temu dla Moskwian wojna była czymś odległym. Doniesienia o bombardowaniach ukraińskich miast pojawiały się w państwowej telewizji jako kolejne komunikaty z frontu, które nie miały większego wpływu na codzienne życie rosyjskiej stolicy. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Po trzech miesiącach regularnych nalotów Rosjanom perspektywa mocno się zmieniła.
Sytuacja w Rosji zaczyna przypominać tę w III Rzeszy po serii nalotów z początku 1944 r. Nagle okazało się, że wojna potrafi też przyjść do agresora i jej przybycie wcale nie jest przyjemne. Mieszkańcy Berlina, Bremy czy Lipska mieli okazję poczuć się jak wcześniej mieszkańcy Warszawy, Rotterdamu czy Londynu. Teraz podobne zderzenie z rzeczywistością mają Rosjanie.
Regularne ukraińskie ataki dronowe na Moskwę i obwód moskiewski sprawiły, że wojna przestała być abstrakcją. Coraz częściej to sami Rosjanie budzą się w nocy od dźwięku eksplozji, obserwują zamykanie lotnisk i śledzą informacje o kolejnych płonących petrochemiach. W rosyjskich mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej komentarzy świadczących o zaskoczeniu i frustracji . Nie oznacza to jeszcze masowego załamania poparcia dla Kremla, ale pokazuje zmianę, której jeszcze kilkanaście miesięcy temu trudno było się spodziewać.
Rowerzysta z nielegalnym rowerem w Gdańsku
Charakterystyczne jest to, że coraz więcej emocjonalnych komentarzy pojawia się właśnie w rosyjskich mediach społecznościowych. Jeszcze niedawno dominowały tam wpisy popierające kolejne rosyjskie naloty na Ukrainę. Dzisiaj znacznie częściej można znaleźć pytania o skuteczność rosyjskiej obrony przeciwlotniczej oraz o to, dlaczego wojna dotarła do Moskwy.
Propaganda się ugina?
Dobrym przykładem zmiany nastrojów była wypowiedź jednej z najważniejszych postaci rosyjskiej machiny propagandowej Margarity Simonian. W programie telewizyjnym przyznała, że "lecą drony": - To nieprzyjemne, straszne. Moje dzieci od wielu miesięcy śpią w korytarzu. W korytarzu i garderobie.
Sama treść tej wypowiedzi jest znacząca. Jeszcze niedawno propaganda przekonywała , że Rosja całkowicie kontroluje sytuację, a Ukraina nie jest zdolna do prowadzenia skutecznych działań na rosyjskim terytorium. Że generalnie kremlowskie wojska wygrywają wojnę. Dzisiaj jedna z najbardziej rozpoznawalnych propagandystek publicznie opowiada o dzieciach śpiących z dala od okien z obawy przed kolejnym nalotem.
Jeszcze ciekawsze okazały się reakcje internautów cytowane przez niezależne media monitorujące rosyjską przestrzeń informacyjną. Pojawiły się komentarze wyrażające zdziwienie, że mieszkańcy Moskwy po raz pierwszy doświadczają sytuacji, która od ponad trzech lat jest codziennością ukraińskich miast.
Rosjanie przede wszystkim narzekają, że "nie było żadnej ewakuacji ani ostrzeżeń". Mieszkańcy głośno narzekają, że system obrony cywilnej w zasadzie nie działa. Nie są ogłaszane alarmy przeciwlotnicze. Schrony zostały zlikwidowane. Przerwy w dostawie energii elektrycznej są coraz częstsze. Rosjanom wystarczyły trzy miesiące, aby mieć dość wojny. Ukraińcy piąty rok dają sobie radę.
Przez lata władze na Kremlu przekonywały obywateli, że państwo jest w stanie zapewnić pełne bezpieczeństwo. Każdy kolejny skuteczny atak podważa ten obraz.
Coraz częściej pojawiają się również pytania "Kiedy to się skończy?" i "Dlaczego obrona przeciwlotnicza znowu przepuściła drony?" Ale pojawiają się też naiwne pytania o to, "kto chce wciągnąć Moskwę w wojnę Rosji z Ukrainą?"
Psychologia wojny
Od początku wojny Rosja prowadziła szeroko zakrojoną kampanię uderzeń rakietowych i dronowych przeciwko ukraińskim miastom. Celem było nie tylko niszczenie infrastruktury energetycznej czy wojskowej, ale również oddziaływanie na morale ludności cywilnej. Ukraińcy wbrew oczekiwaniom Kremla wówczas jeszcze bardziej się zjednoczyli i zwarli szeregi. U Rosjan nie widać takiego działania. Bardziej widać poirytowanie i obwinianie władz za nieudolność.
Nie oznacza to automatycznie spadku poparcia dla działań Kremla. Rosja dysponuje rozbudowanym aparatem propagandowym, który konsekwentnie przedstawia ukraińskie ataki jako działania terrorystyczne wymierzone w ludność cywilną. Taki przekaz może ograniczać skalę niezadowolenia skierowanego przeciwko władzom.
Największym problemem Kremla nie jest sam fakt kolejnych ataków, lecz ich regularność. Pojedynczy incydent można przedstawić jako wyjątek. Trudniej zrobić to wtedy, gdy zamykanie moskiewskich lotnisk staje się powtarzalnym elementem codzienności, a pasażerowie spędzają w terminalach dwa dni.
To właśnie ten element odróżnia obecną sytuację od pierwszych ukraińskich uderzeń sprzed dwóch lat. Wtedy ataki były symboliczne. Jak nalot Dolittle'a na Tokio w 1942 r. Był czysto propagandowy. Dopiero regularne naloty, które rozpoczęły się dwa lata później wstrząsnęły Japończykami. Podobnie dzisiaj dzieje się w Rosji.
Niezadowoleni, ale wierni
Widoczne w mediach społecznościowych emocje nie powinny prowadzić do pochopnych wniosków o załamaniu poparcia dla Władimira Putina. Rosja pozostaje państwem autorytarnym, a publiczna krytyka władz wciąż może prowadzić do odpowiedzialności karnej.
Większość komentujących nie kwestionuje samego prowadzenia wojny. Znacznie częściej wyraża niezadowolenie z powodu nieskuteczności obrony przeciwlotniczej, słabego systemu ostrzegania lub zakłóceń w codziennym życiu.
Najbardziej widoczną zmianą jest jednak coś innego. Przez ponad trzy lata rosyjska propaganda przekonywała obywateli, że wojna toczy się daleko od ich domów, a skutki konfliktu ponoszą przede wszystkim Ukraińcy. Obecnie coraz trudniej propagandzie utrzymywać tę wersję. A jeśli Ukraińcy utrzymają częstotliwość ataków, wizerunek nieomylnego rządu i potężnej Rosji, jaki mają wdrukowany Rosjanie, może w końcu erodować. Tak jak to miało miejsce w 1917 r.
Lato wystartowało - a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien - na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl .
Dziennikarz, historyk i publicysta specjalizujący się w historii wojskowości XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem działań flotyll rzecznych. Publikuje na łamach takich serwisów jak Wirtualna Polska (WP Wiadomości) i Newsweek Polska. Autor i współautor książek historycznych, w tym „Białe kontra czerwone” oraz „Baśka Murmańska i Lwy Północy”.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości