
Boreham Motorworks bardzo mocno pilnuje nazewnictwa i w sumie trudno się temu dziwić. Ten Escort Mk1 RS nie jest klasycznym restomodem, nie jest kontynuacją starej produkcji i nie jest też luźnym hołdem dla oryginału. Firma używa określenia “ Continumod “, za którym kryje się coś konkretnego. Samochód powstaje bowiem od zera, ma oficjalną licencję Forda, otrzymuje certyfikowany numer podwozia Forda i nie wymaga dawcy w postaci starego Escorta, którego trzeba by rozebrać do śrubki.
Ford Escort RS2000 Mark I W praktyce oznacza to rzecz dla mnie najważniejszą – nie patrzymy na odrestaurowany klasyk z mocniejszym silnikiem, a na współczesną interpretację samochodu, który w latach 60. i 70. budował swoją reputację na drogach, torach i odcinkach specjalnych. Escort Mk1 miał w sobie urok prostoty, lekkości i mechanicznej szczerości, a Boreham próbuje ten charakter przenieść do świata, w którym nawet małe samochody potrafią ważyć tyle, ile kiedyś pełnoprawne limuzyny.
Nie mam złudzeń, że to projekt dla zwykłych kierowców. Limit 150 egzemplarzy na cały świat i cena startująca od 295000 funtów przed podatkami, czyli około 1,42 mln zł po przeliczeniu, ustawiają ten samochód w zupełnie innej rzeczywistości. Po doliczeniu brytyjskiego VAT kwota 354000 funtów daje około 1,71 mln zł, a wersja z silnikiem Ten-K oznacza jeszcze wyższy rachunek. Tyle że paradoksalnie właśnie ta absurdalna cena pozwala potraktować tego Escorta jako pokaz możliwości, a nie produkt, który ma rozwiązać czyjekolwiek codzienne potrzeby.
Wolnossące 2,1 litra, 10000 obr./min i policzek dla cyfrowej epoki
Najmocniejsza wersja nowego Escorta korzysta z czterocylindrowego silnika Ten-K o pojemności 2,1 litra, który zapewnia około 330 KM z wolnossącej jednostki kręcącej się do 10000 obr./min. Przy tej pojemności daje to około 155 koni mechanicznych z litra, co stanowi wynik, który jeszcze niedawno kojarzyłby się raczej z egzotycznymi konstrukcjami z włoskich supersamochodów niż z Fordem Escortem.