RAK
    Zawsze między Zachodem a Wschodem. Jak Erdogan chce wykorzystać szczyt NATO w Turcji?

    Zawsze między Zachodem a Wschodem. Jak Erdogan chce wykorzystać szczyt NATO w Turcji?

    2944 odsłon
    Zawsze między Zachodem a Wschodem. Jak Erdogan chce wykorzystać szczyt NATO w Turcji?

    Turcja, czyli gospodarz startującego we wtorek szczytu NATO, chce być największym wygranym tegorocznego zgromadzenia państw Sojuszu. W jaki sposób rząd w Ankarze zamierza wykorzystać uwagę świata? Czy historyczne już balansowanie Turków między Zachodem a Wschodem to strategia przynosząca więcej korzyści czy strat? Czy Zachód wybaczył już prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi naruszanie reguł demokracji, czy zwycięży pragmatyzm wobec członka NATO, od którego zależy europejska architektura bezpieczeństwa?

    Z tego artykułu dowiesz się:

    Jakie znaczenie ma szczyt NATO dla Turcji i jej ambicji geopolitycznych.

    Dlaczego Turcja chce zwrócić uwagę na bezpieczeństwo na Bliskim Wschodzie.

    Co łączy Trumpa i Erdogana w kontekście ich relacji i polityki.

    Jakie są priorytety Turcji w relacjach z NATO i Rosją.

    We wtorek w Ankarze ruszył dwudniowy, coroczny szczyt NATO, pierwszy w historii organizowany w Azji. Jego gospodarzem jest Turcja - kraj z ogromnymi ambicjami geopolitycznymi, stanowiący od ponad 70 lat kluczowy element infrastruktury bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Z jednej strony gigantyczna i bardzo dobrze wyszkolona armia (ponad pół miliona zawodowych żołnierzy) oraz wysoko rozwinięty przemysł zbrojeniowy , z drugiej zaś strategiczne położenie geograficzne, oparte na granicy lądowej z państwami Kaukazu i Bliskiego Wschodu oraz morskiej z Rosją. To wszystko przez dekady stanowiło lewar Turcji w relacjach międzynarodowych. Jak dziś będą chcieli rozegrać dla siebie fakt organizacji najważniejszego w tym roku zgromadzenia liderów politycznych? O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi Adam Michalski – analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.

    Szczyt NATO w Ankarze. Co chce osiągnąć Turcja?

    • Dla Ankary to przede wszystkim szansa, by pokazać się światu jako państwo doceniane w obecnej sytuacji międzynarodowej. Chodzi o to, żeby Turcja była postrzegana jako ważny członek NATO, wnoszący realny wkład w bezpieczeństwo Sojuszu . Ankara na pewno będzie też chciała wykorzystać ten szczyt do pokazania własnego, bardzo dynamicznie rozwijanego sektora zbrojeniowego – tłumaczy, dodając, że istotnym czynnikiem będzie również zwrócenie uwagi na inny, bliższy Ankarze, punkt widzenia związany z bezpieczeństwem międzynarodowym. Czyli np. nie tylko Morze Czarne i Ukraina, ale także wzmocnienie akcentu na Bliski Wschód, który – jak uważają Turcy – bardzo często nie ma takiej rangi, jeśli chodzi o ważność, jak Turcja by sobie tego życzyła. - To był zresztą jeden z powodów napięć między Ankarą a NATO: poczucie, że Sojusz był bardziej skoncentrowany na rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, a w mniejszym stopniu na tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Z perspektywy Turcji NATO nie zawsze w wystarczającym stopniu uwzględniało zagrożenia na swojej południowej flance - zauważa ekspert.

    Jego zdaniem w świat ma popłynąć narracja, że państwo, rządzone od ponad 20 lat (najpierw jako premiera, a od 2014 roku jako prezydenta) Recepa Tayyipa Erdogana, zacieśnia więzi z Zachodem i wciąż chce pozycjonować się jako kluczowy element nie tylko wschodniej flanki NATO, co całej architektury bezpieczeństwa w Europie , rozgrywający i lawirujący między Zachodem a Wschodem - Położenie Turcji na styku Morza Czarnego, Kaukazu Południowego i Bliskiego Wschodu od kilku dekad jest jednym z jej najważniejszych atutów - zarówno w wymiarze militarnym, jak i politycznym czy gospodarczym . Erdoğan na pewno będzie chciał pokazać taki obraz Turcji: że dobrze wpisuje się ona w Sojusz, jest jego ważnym elementem i dysponuje drugą co do liczebności armią w NATO - podkreśla Michalski.

    Relacje Trump-Erdogan. „Trump go lubi”

    Jeszcze przed szczytem w mediach pojawiały się doniesienia, jakoby nieobecny miał być na nim Donald Trump. Ostatecznie prezydent Stanów Zjednoczonych przyleciał do Ankary, a na lotnisku osobiście powitał go Erdogan. To właśnie dobre i bliskie relacje obydwu przywódców miały nie tylko przekonać amerykańskiego polityka do uczestnictwa w szczycie, ale też – zdaniem choćby szefa tureckiego MSZ Hakana Fidana, który udzielił niedawno wywiadu dziennikowi „New York Times” – mogą stanowić klucz do złagodzenia napięć wewnątrz NATO. Obaj liderzy wykazują zresztą pewne podobieństwa.

    • Powiedziałbym, że Erdoğan trafił na bardzo przyjazną dla siebie administrację w Waszyngtonie. Taką, która widzi w Turcji potrzebnego partnera w sprawach bezpieczeństwa. Amerykanie doceniają zwłaszcza to, że Ankara może odgrywać większą rolę tam, gdzie Stany Zjednoczone ograniczają własną obecność - choćby w Syrii, przy stabilizowaniu obszarów związanych wcześniej z walką z Państwem Islamskim – twierdzi, przypominając ewakuację amerykańskich żołnierzy, do której doszło w kwietniu tego roku. Ale istotną rolę grają tu także kwestie osobowościowe. - Trump lubi Erdoğana, uważa go za skutecznego i sprawczego polityka, z którym można prowadzić konkretne rozmowy. Z jego perspektywy prezydent Turcji potrafi przełożyć deklaracje na realne działania. Trump generalnie ceni sojuszników, którzy wydają mu się decyzyjni i konkretni, bardziej niż tych, którzy długo debatują i przeciągają proces decyzyjny, zanim podejmą działania – zauważa Michalski, zaznaczając, że obu liderów łączy podejście, że czasem łatwiej wyłożyć swoje racje na stół, bez zbędnej dyplomatycznej otoczki.

    Zwłaszcza, że sam Erdogan zwraca się ku obecnej Ameryce także dlatego, że sam przez lata miał napięte stosunki zarówno z wcześniejszymi ekipami w Waszyngtonie, jak i Europą. - Ankara bardzo często słyszała od zachodnich partnerów, że problemem w poprawie wzajemnych relacji są kwestie demokracji, praworządności czy wolności słowa. To wzmacniało w Turcji przekonanie, że Zachód miesza się w jej politykę wewnętrzną i blokuje w ten sposób dalsze zbliżenie w polityce zagranicznej. Turkom się to nie podobało, bo uważali, że współpraca z Ankarą nie powinna być uzależniana od oceny sytuacji wewnętrznej – mówi analityk, przyznając jednocześnie, że w obliczu napiętej sytuacji międzynarodowej i zagrożenia ze strony Rosji czynniki te w relacjach Zachód-Turcja zeszły na dalszy plan.

    • To nie oznacza, że Zachód o tych kwestiach zapomniał. Pokazuje raczej, że rola Turcji w obecnej, zwłaszcza europejskiej, architekturze bezpieczeństwa wzrosła na tyle, iż priorytetem stało się utrzymanie Ankary możliwie blisko Zachodu. I nnymi słowy: partnerzy zachodni wciąż widzą problem w autorytarnych tendencjach Erdoğana, ale coraz częściej uznają, że w obecnych warunkach ważniejsze jest utrzymanie dialogu strategicznego z Turcją niż dalsze eskalowanie sporów o sytuację wewnętrzną – ocenia rozmówca RadioZET.pl, dodając, że w tle przygotowań do szczytu dzieją się jednak także rzeczy trudne. - Jak choćby sprawa aresztowania burmistrza Stambułu Ekrema Imamoglu. Część tureckiego społeczeństwa ponosi koszty coraz twardszego kursu władz. Jednocześnie reakcje zachodnich partnerów są dziś ostrożniejsze, bo wielu z nich nie chce otwierać kolejnego frontu sporu z Ankarą w momencie, gdy Turcja staje się tak istotna dla bezpieczeństwa regionalnego - także w kontekście potencjalnego ograniczania amerykańskiego zaangażowania w bezpieczeństwo Europy - tłumaczy Michalski.

    Między Zachodem a Wschodem. Ekspert: NATO jest filarem bezpieczeństwa Turcji

    Ekspert zwraca także uwagę na wielowektorowość tureckiej polityki zagranicznej. Turcy od lat funkcjonują blisko Zachodu (członkiem NATO są zresztą od 1952 roku), któremu oferują duże zaangażowanie i współpracę militarną. Dość powiedzieć, że tureccy żołnierze uczestniczyli w wielu misjach wojskowych, np. Bałkanach czy w Afganistanie. Jednocześnie wciąż utrzymują stosunku Rosją (Erdogan spotykał się w ostatnich latach z Władimirem Putinem) czy Chinami. Ten dualizm dobrze widać w kontekście wojny w Ukrainie. Turcy rozmawiają z Rosją, kupują od nich ropę naftową (choć już coraz mniej, dywersyfikując import i pogłębiając relacje gospodarcze np. z Kazachstanem czy państwami Afryki), a jednocześnie to dzięki wyprodukowanym przez nich dronom Bayraktar Ukraińcy skutecznie bronili się przed rosyjskim agresorem. Erdogan i jego ekipa regularnie też oferują swoje usługi mediatorów w konflikcie Moskwa-Kijów. W zeszłym roku zorganizowali w Stambule dwie tury negocjacji pokojowych na niższym szczeblu, wciąż gotowi są także pełnić rolę gospodarzy w ewentualnych rozmowach Putina z Wołodymyrem Zełenskim.

    • NATO było, jest i będzie filarem bezpieczeństwa Turcji. To się nie zmieniło, nawet mimo wzajemnych konfliktów i nieporozumień — mówi Michalski, podkreślając, że światu nie grozi strategiczny zwrot tureckiej polityki w stronę Kremla. - Rosja nie jest dla Turcji realną alternatywą i nie byłaby w stanie wypełnić luki, jaka powstałaby po ewentualnym oddaleniu się Ankary od NATO. Nie ma takich zdolności militarnych, które pozwoliłyby Turkom czuć się bezpiecznie w coraz bardziej podzielonym świecie. Podobnie jest z innymi formatami współpracy, jak BRICS czy Szanghajska Organizacja Współpracy. To są przede wszystkim fora polityczno-gospodarcze, ale nie oferują Turcji gwarancji bezpieczeństwa takich jak NATO. Sojusz daje Turcji dostęp do technologii, standardów i zachodniego „know-how” potrzebnego do modernizacji sił zbrojnych oraz rozwoju własnego sektora obronnego. Z punktu widzenia Turcji dla NATO nie ma dziś realnej alternatywy – tłumaczy ekspert.

    Jego zdaniem jednak Turcja wciąż będzie balansować w relacjach z Zachodem czy Rosją. - Balansowanie między Zachodem a Wschodem to stały element tureckiej polityki. Ankara chce mieć możliwie dobre relacje w wielu kierunkach, po to, by czerpać z tego konkretne korzyści - na przykład w przypadku Rosji czy Chin kontynuować współpracę gospodarczą. T urcy mają też swoje interesy na Kaukazie i w Azji Centralnej. Nie chcą i nie mogą z tego zrezygnować. I choć militarnie Turcja pozostaje jednoznacznie zakotwiczona po stronie Zachodu, to ten szczyt nie zmieni jej sposobu myślenia: Ankara nadal będzie unikała bezpośredniej konfrontacji tam, gdzie nie będzie uważała jej za konieczną, a jednocześnie będzie dążyła do stopniowego zbliżenia z Zachodem. Celem jest utrzymywanie jak najlepszych relacji ze wszystkimi i unikanie palenia mostów, bo one z czasem mogą się jeszcze przydać. Pamiętajmy też, że Turcja nie jest członkiem Unii Europejskiej. W razie kłopotów nie może liczyć na taki poziom wsparcia instytucjonalnego z Brukseli jak państwa członkowskie UE, więc musi myśleć o swoim interesie trochę inaczej niż wiele państw europejskich. Częściowo stąd bierze się to lawirowanie między różnymi stronami. Motywacją są kwestie gospodarcze, ale też chęć utrzymania równowagi w coraz bardziej burzliwym otoczeniu międzynarodowym – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.

    Źródło: Radio ZET

    Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

    Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET

    Tu się dzieje

    Czytaj cały artykuł u źródła — Radio ZET — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era