![Ekspert obala jedno z największych kłamstw o gamedevie [WYWIAD]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fkonto.chip.pl%2Fuploads%2F2026%2F06%2Fgrzegorz-watroba-okiem-deva-klamstwa-o-gamedevie.jpg&w=1920&q=75)
Grafika wygenerowana z użyciem SI
Wystarczy jedna słaba premiera, kilka problemów z wydajnością albo port, który działa gorzej, niż powinien, żeby dyskusja o grze bardzo szybko przestała dotyczyć samej gry właśnie. Najpierw pojawia się zwykłe rozczarowanie. Potem krytyka, a następnie przychodzi ten dziwny moment, w którym część graczy przechodzi od “ta gra działa źle” do “deweloperzy byli leniwi” i nierzadko część tej dyskusji przenosi się nawet bezpośrednio na media społecznościowe tychże twórców. Mam z tym coraz większy problem, bo te dwie rzeczy zwyczajnie nie są tym samym.
Gracz ma pełne prawo ocenić produkt, za który zapłacił. Może powiedzieć, że gra jest niedopracowana, źle zoptymalizowana, nudna, źle zaprojektowana albo zwyczajnie niewarta swojej coraz częściej wygórowanej ceny. Nie musi jednocześnie znać budżetu, historii projektu, problemów z silnikiem, pipeline’u, kosztów portowania, certyfikacji konsolowej i tego, ile kompromisów trzeba było po drodze zaakceptować. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ta sama osoba z pozycji odbiorcy zaczyna z pełnym przekonaniem oceniać proces produkcyjny.