
0:00
Od dziesięcioleci mieszkańcy różnych miejsc globu uskarżają się na uporczywy szum. Winiono instalacje przemysłowe, zjawiska atmosferyczne, prowadzono śledztwa. I chyba udało się w końcu tę zagadkę rozwiązać.
Michał Rolecki
Jest środek nocy. Panuje cisza. Po pewnym czasie dociera do twoich uszu cichy, ale ciągły szum. Może to nie do końca dobre określenie, dźwięk przypomina coś między warkotem a buczeniem. Jakby ktoś zostawił silnik diesla na chodzie, pracował klimatyzator sąsiada albo w oddali przelatywał samolot (choć żaden samolot nie przelatuje, do licha, tak długo).
Żadnego samochodu na ulicy nie widać. Sąsiad nie ma klimatyzatora, pompy ciepła, te źródła dźwięku odpadają.
Szum nie jest bardzo głośny, ale jednak nie ustaje. Rozprasza przy zasypianiu. Cóż poradzić, będziesz spać przy zamkniętym oknie. Zamykasz je, kładziesz się w nadziei, że monotonny dźwięk ucichnie. Nic z tych rzeczy, szum słychać jedynie nieznacznie słabiej lub tak samo (niektórzy twierdzą, że przy zamkniętych oknach jest wręcz gorzej: szum jest wyraźniejszy).
Wypytujesz sąsiadów, czy też słyszą nocami jednostajne, niskie dźwięki. Nie wszyscy je słyszą, ale tak, to nie jest twoje złudzenie. Szum przeszkadza jeszcze kilku osobom w okolicy.
Zaczynacie coś w rodzaju śledztwa. Może to jakieś urządzenie na dachu sąsiedniego budynku? Nic takiego w okolicy nie ma, to jednorodzinne domy i stare bloki. Próżno szukać tu klimatyzatorów czy instalacji przemysłowych. Trudno też ustalić, skąd ten szum dobiega. Wydaje się dobiegać zewsząd.
Jest was już całkiem spora grupa kilkudziesięciu osób. Zatrudniacie ekspertów od akustyki, wertujecie plany i mapy, piszecie do urzędów. Mimo wielomiesięcznego dochodzenia źródła tego dźwięku nie udaje się ustalić.
Jedni potwierdzają, że ten szum słyszą, ale im nie przeszkadza. Inni uważają go za dokuczliwy, ale nauczyli się z nim żyć. Jeszcze inni stwierdzają, że jest nie do zniesienia i wyprowadzają się z tej okolicy.