
Rynek dronów rolniczych dojrzewa. Coraz rzadziej mówi się już o samych możliwościach technologii, a coraz częściej o wydajności pracy, bezpieczeństwie oraz opłacalności wykonywania zabiegów z powietrza. Najnowsza premiera firmy DJI jest kolejnym sygnałem, że producenci przestają konkurować wyłącznie wielkością zbiorników. Równie ważne stają się systemy autonomii, wykrywania przeszkód oraz możliwość wykonywania kilku różnych prac jedną maszyną.
Od oprysku do wielozadaniowej maszyny
Pierwsze drony rolnicze były postrzegane przede wszystkim jako alternatywa dla tradycyjnych opryskiwaczy w trudno dostępnych miejscach. Sprawdzały się na terenach podmokłych, stromych plantacjach czy tam, gdzie wjazd ciągnikiem oznaczałby ugniatanie gleby lub uszkodzenie roślin.
Dziś producenci patrzą na ich zastosowanie znacznie szerzej. Nowe konstrukcje mają wykonywać nie tylko opryski, ale również rozsiewać nawozy mineralne, wysiewać poplony, a nawet transportować materiały w gospodarstwie. W praktyce oznacza to, że jeden dron może pracować przez większą część sezonu, realizując różne zadania.
Takie podejście dobrze pokazują nowe modele Agras T55 oraz Agras T100 zaprezentowane przez DJI. Oba zostały zaprojektowane jako platformy do wielu zastosowań, a nie wyłącznie jako latające opryskiwacze.