Ulicami Olsztyna przeszedł Marsz Równości, podczas którego domagano się równych praw i ochrony dla związków jednopłciowych. Choć wydarzenie przebiegło spokojnie, jego finał zakończył się nieprzyjemnym zgrzytem. Policja chciała nałożyć mandat na kobietę kierującą autem-platformą. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
Najważniejsze informacje:
Uczestnicy marszu w Olsztynie apelowali o możliwość zawierania związków małżeńskich i pełne prawa dla par jednopłciowych w Polsce.
Po zakończeniu demonstracji policja próbowała ukarać jedną z organizatorek mandatem w wysokości 600 zł.
Powodem interwencji było przewożenie osób na pace jadącego na czele marszu samochodu. Kobieta odmówiła przyjęcia mandatu.
Nie wstydzi się zabiegów, które sobie zrobiła. Dziś jej nie poznacie
W sobotnie popołudnie przez centrum Olsztyna przeszło około 300 osób. Uczestnicy Marszu Równości maszerowali pod hasłem "Bezpieczeństwo nie może czekać". Główne postulaty dotyczyły objęcia związków jednopłciowych opieką prawną na równi z tradycyjnymi rodzinami.
Maszerujący przyznawali, że sytuacja w kraju powoli się zmienia. Zwracali uwagę, że sądy administracyjne nakazują urzędom stanu cywilnego transkrypcję aktów małżeństw jednopłciowych zawartych poza granicami Polski. Mimo to środowiska LGBT+ wciąż oczekują gruntownych zmian ustawowych.
Kontrmanifestacja Młodzieży Wszechpolskiej
Wydarzenie przebiegało w spokojnej atmosferze, a sami maszerujący dziękowali służbom za profesjonalne zabezpieczenie i ochronę. Działania te były niezbędne, ponieważ na starcie zgromadzenia pojawiła się grupa kontrmanifestantów reprezentująca Warmińsko-Mazurskie Struktury Młodzieży Wszechpolskiej. Grupa ta wykrzykiwała na miejscu agresywne hasła wymierzone wprost w uczestników pochodu, a także antyunijne okrzyki.
Znak wsparcia dla postulatów środowisk LGBT+ popłynął z kolei bezpośrednio z olsztyńskiego ratusza, pod którym wywieszono tęczową flagę. Sam Marsz Równości został ponadto objęty honorowym patronatem ministry rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk.
Zgrzyt po marszu. Policja z mandatem, organizatorka idzie do sądu
O ile samo wydarzenie odbyło się bez większych incydentów, jego oficjalne zakończenie wywołało konsternację u organizatorów. Wkrótce po wyłączeniu silnika samochodu jadącego na czele korowodu doszło do interwencji funkcjonariuszy.
Sprawa dotyczyła samochodu-platformy, na którym w trakcie jazdy znajdowały się dwie tak zwane drag queens. Policjanci zdecydowali się ukarać kierującą pojazdem Magdalenę Zubę mandatem w wysokości 600 złotych i punktami karnymi. Organizatorzy wyrazili oburzenie, podkreślając w mediach społecznościowych, że tego typu platforma jeździ na czele olsztyńskiego pochodu "zgodnie z tradycją" już od drugiej edycji wydarzenia, a sytuacja tego typu wydarzyła się tam po raz pierwszy.
Policja stanowczo jednak broni swoich racji. Oficer prasowa z Olsztyna, Anna Balińska, wyjaśniła, że obecność tańczących i chodzących na pace osób podczas przemarszu stanowiła bezpośrednie złamanie prawa o ruchu drogowym (art. 63).
Magdalena Zuba ostatecznie odmówiła przyjęcia mandatu karnego. Jak zapowiedzieli organizatorzy wydarzenia, spór pomiędzy kierującą a policją o przewożenie osób na platformie rozstrzygnie teraz lokalny sąd.
Dziennikarka Wirtualnej Polski. Absolwentka dziennikarstwa na Collegium Civitas, obecnie studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Z mediami związana już od czasów liceum. Sądeczanka na emigracji w Warszawie.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości