
Z ustaleń portalu Zero.pl wynika, że straszy mężczyzna trafił do Szpitala Południowego w Warszawie z powodu biegunki i ryzyka odwodnienia. Około północy miał pójść do łazienki, a około godz. 4 nad ranem znaleziono go martwego. Stwierdzono u niego stężenie pośmiertne, co wskazywało, że nie żył od kilku godzin.
Nagrania z prosektorium Szpitala Południowego
Redakcja podaje, że dysponuje kilkudziesięcioma godzinami nagrań z prosektorium. Wśród nich jest zapis sekcji zwłok pacjenta zmarłego w łazience oraz rozmowy koordynatora prosektorium z rodziną zmarłego. Jak podkreślają dziennikarze, opublikowali tylko kilka minut, a pozostałe kilkadziesiąt godzin nagrań ma zawierać szczegóły dotyczące stanu zdrowia pacjenta oraz komentarze i prywatne rozmowy pracowników prosektorium.
Według portalu w sekcji uczestniczyli lekarz patomorfolog, ówczesny koordynator prosektorium i pomocnik sekcyjny. To właśnie pomocnik miał wykonać nagranie.
Na ujawnionym fragmencie koordynator prosektorium mówi do lekarza: „To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było”. Lekarz odpowiada: „Okej, no dobra”.
Z nagrania ma też wynikać, że pracownicy szpitala byli zdziwieni, iż sprawą nie zajęła się prokuratura. Koordynator prosektorium miał powiedzieć, że dziwnym jest, że „prokurator się nie wjeł do szpitala na to, co odjeli”.
Sekcja w szpitalu, bez prokuratora
Dziennikarze informują, że szpital zdecydował o przeprowadzeniu sekcji we własnym prosektorium . Według portalu przed jej rozpoczęciem sprawy nie przekazano prokuraturze.
Ówczesny koordynator prosektorium, Artur Habowski, powiedział Zero.pl, że był zdziwiony taką decyzją. – Faktycznie sytuacja, w której pacjent umiera w toalecie i zostaje znaleziony po wielu godzinach, jest niecodzienna. Cały szpital był tym poruszony. Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury, lecz zdecydowano o przeprowadzeniu sekcji zwłok u nas w szpitalu – stwierdził.
Artur Habowski podkreślił, że nie miał wpływu na decyzję o sekcji. Jak mówił, podjęła ją dyrekcja szpitala, a za jej przeprowadzenie odpowiadał lekarz patomorfolog.
Rodzina nie miała usłyszeć o okolicznościach śmierci
Portal opisuje także rozmowę z rodziną zmarłego, która dzień po sekcji pojawiła się w prosektorium. Bliscy mieli usłyszeć, że pacjent miał poważnie chore serce.
„Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca. Naprawdę. Serce naprawdę miał schorowane” – miał powiedzieć koordynator prosektorium.
Według redakcji rodziny nie poinformowano wtedy, że pacjent przez kilka godzin znajdował się poza obserwacją i został znaleziony martwy w łazience. Artur Habowski tłumaczył, że jako koordynator prosektorium nie był upoważniony do przekazywania okoliczności śmierci, a jego obowiązkiem było wydanie karty zgonu.
Prokuratura prowadzi postępowanie
Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Postępowanie dotyczy nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia i jest prowadzone w fazie in rem, czyli w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr A. Skiba przekazał, że śledczy uzyskali dokumentację medyczną i pracowniczą oraz przesłuchali świadków. Dodał, że w toku postępowania nie pojawił się wątek fałszowania dokumentacji medycznej.
Prawnicy reprezentujący rodzinę zmarłego oraz osoby mające wiedzę o nieprawidłowościach w prosektorium krytykują tempo działań prokuratury. Pełnomocniczka rodziny złożyła wniosek o dostęp do akt, a adwokat Maciej Zaborowski, reprezentujący byłych pracowników szpitala, twierdzi, że jego klienci są gotowi przekazać śledczym nagrania i zeznania.
Władze Szpitala Południowego nie odpowiedziały portalowi na pytania dotyczące decyzji o przeprowadzeniu sekcji w placówce i niewzywaniu prokuratora przed jej rozpoczęciem.