
0:00
EU chce się uniezależnić od chińskich czy amerykańskich dostawców, stawia na rozwiązania otwartoźródłowe. Są już programy i usługi od prywatnych firm czy unijnych instytucji. Jedne i drugie budzą jednak liczne kontrowersje. I czy Europejczycy dadzą się do nich przekonać?
Joanna Cisowska
Od kilku lat w mediach coraz bardziej przebija się temat europejskiej suwerenności technologicznej. Na europejską alternatywę dla Google'a i Microsoftu jeszcze przed premierą spadły oskarżenia o rosyjskie powiązania, na unijnych polityków – o nadmierne sprzyjanie amerykańskim korporacjom technologicznym. Czy te zarzuty są uzasadnione?
Pakiet na rzecz suwerenności
3 czerwca 2026 Komisja Europejska przedstawiła potężny pakiet na rzecz europejskiej suwerenności technologicznej. Ma on przyspieszyć cyfrowy rozwój EU i ma uwolnić Europę od rozwiązań z zewnątrz.
„Nie możemy sobie pozwolić na zależność od innych w zakresie technologii, które zapewniają działanie naszych szpitali, stabilność sieci energetycznych i bezpieczeństwo usług” – powiedziała przewodnicząca KE, Ursula von der Leyen, podkreślając przy tym, że Europa dysponuje zarówno talentami, jak i odpowiednią bazą przemysłową.
W skład nowego unijnego pakietu wchodzą:
Chips Act 2.0 ,
Cloud and Development Act ,
Strategia Open Source
oraz Strategiczny plan działania na rzecz cyfryzacji i sztucznej inteligencji w sektorze energetycznym.
Chips Act 2.0 to kolejna już regulacja (po europejskim akcie w sprawie chipów ), która ma pomóc europejskim firmom zajmującym się produkcją układów scalonych, potocznie zwanych chipami lub półprzewodnikami (komponentami obecnymi w zasadzie wszystkich produktach elektronicznych).
Zakłada ograniczenie zależności od zewnętrznych dostawców, wspieranie rodzimych przedsiębiorstw, finansowanie innowacji, ułatwienia proceduralne, poprawienie warunków prowadzenia badań naukowych w omawianej dziedzinie, a także zagwarantowanie, że nowe produkty będą dostosowane do potrzeb europejskiego przemysłu i szybciej dotrą na rynek. Zamówienia publiczne mają uwzględniać rodzime firmy, aby wzmacniać europejski wzrost gospodarczy. Poszczególne regiony miałyby ułatwiać inwestycje w obszarze półprzewodników.
Cloud and AI Development Act (CADA) , czyli Akt w sprawie rozwoju chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji, ma teoretycznie wzmocnić europejską suwerenność w sektorze AI, centrów danych czy zdolności obliczeniowych, oferując przystępne usługi dla europejskiego biznesu i administracji, aby zmniejszyć ich zależność od zewnętrznych usług chmurowych.
Europa ma – jak czytamy na stronach Komisji Europejskiej – przyspieszyć „wdrażanie chmury i sztucznej inteligencji w sektorach krytycznych, przy jednoczesnym zachowaniu otwartości rynku na naszych partnerów”. CADA zakłada też m.in. przyjęcie przez państwa członkowskie „krajowych strategii w zakresie chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji”, inwestycje w badania i innowacje, minimum trzykrotne zwiększenie zdolności przetwarzania danych w UE (w ciągu 5-7 lat), ułatwienia dla producentów w postaci przyspieszonych procedur i w dostępie do kluczowych zasobów, a także – podobnie jak w przypadki Chips Act 2.0 – promowanie unijnych przedsiębiorstw i uwzględnianie ich w przetargach publicznych.
Doprecyzowano też kwestie dotyczące suwerenności, wprowadzając jej 4-stopniową skalę. Pierwszy poziom zakłada przechowywanie danych w infrastrukturze zlokalizowanej w UE, drugi – niezależność dostawców od państw trzecich i przejrzystość łańcucha dostaw – tak, aby uniemożliwić zdalne wyłączenie usługi.
Trzeci zakłada, że nie tylko infrastruktura musi znajdować się w Europie, ale też firma ją kontrolująca musi być europejska lub zostać uznana przez UE za równoważną z firmami europejskimi.
Czwarty poziom wymaga, aby dostawcy pozostali wolni od jakiejkolwiek ingerencji państw trzecich, byli transparentni i w pełni kontrolowali cały łańcuch dostaw.
Państwa członkowskie same mają ocenić , który stopień suwerenności przypiszą poszczególnym obszarom.