
Szef MSZ, wicepremier Radosław Sikorski powiedział w sobotę PAP w Rzymie, że siły Stanów Zjednoczonych w Europie, które mają zostać zmniejszone, będą jak „kawaleria za wzgórzem”, a nie piechota na miejscu. Zastrzegł zarazem, że amerykańskie bazy pozostaną, a Polska zabiega o nowe.
Sikorski, komentując opinię z włoskiego dziennika „La Stampa”, że na niedawnym szczycie w Ankarze narodziło się „NATO 3.0”, czyli postamerykański Sojusz, stwierdził: - To za mocno powiedziane. Stany Zjednoczone komunikują nas uczciwie i szczerze od jakiegoś czasu, że będzie ich w Europie mniej i że konkretne zdolności będą przekazywane na inne teatry i że to my, Europejczycy musimy wypełnić te luki. I zaczęliśmy to robić.
Dodał, że odstraszanie Rosji własnymi siłami przy wsparciu amerykańskim na poziomie strategicznym jest wykonalne pod warunkiem, że zrobimy to, do czego sami się zobowiązaliśmy. - Chodzi o wypełnienie obietnic wydatkowych ze szczytu w Hadze do końca dekady. Większość krajów, ale nie wszystkie, jest na tym kursie, a Polska robi to z nawiązką - ocenił.
Sikorski zapytany o to, czy jego zdaniem Europa jest przygotowana na scenariusz: „USA jako kawaleria za wzgórzem” odparł: - Ale oczywiście także z obecnością USA, bo pozostaną bazy w Ramstein w Niemczech, Sigonella na Sycylii, w Neapolu. A nawet zabiegamy o nowe amerykańskie bazy. W Polsce mamy już jedną stałą w Redzikowie, a rząd skierował do Waszyngtonu ofertę wybudowania infrastruktury logistycznej, mieszkaniowej pod drugą bazę wojskową i to jest pozytywny kierunek, bo chyba się wszyscy zgodzimy, że obecność amerykańska powinna być tam, gdzie jest zagrożenie.
Przypomniał, że Amerykanie mają dwie bazy w Hiszpanii. - Ja nie widzę zagrożenia rosyjskiego wobec Hiszpanii, zresztą sami Hiszpanie raczej nie widzą. Natomiast wobec Polski czy państw bałtyckich jest ono realne - zaznaczył szef MSZ.
Na uwagę, że Włochy zastanawiają się nad przystąpieniem do programu SAFE, czyli unijnego instrumentu finansowego, który zapewnia państwom członkowskim dostęp do pożyczek na inwestycje obronne, odpowiedział: - To już nie jest czas na zastanawianie się, tylko na realizację.
Wyjaśnił, że każdy kraj musi dokonać własnej oceny, bo SAFE to jest pożyczka, tyle że na preferencyjnych warunkach. - Są kraje, które mogą pożyczać na rynkach na warunkach zbliżonych do ratingu Komisji Europejskiej. Nasz rating jest gorszy od ratingu Komisji Europejskiej i dlatego dla nas pożyczki SAFE są o połowę tańsze niż alternatywne. Dla nas ta korzyść jest większa niż dla Włochów - stwierdził.
Zapytany, na jakim etapie jest obecnie wojna Rosji przeciwko Ukrainie, powiedział: - Wojny nigdy nie przebiegają linearnie, to znaczy, że jedna strona utrzymuje przewagę cały czas. Na początku Rosjanie wbili się głęboko w terytorium ukraińskie i dostali w nos na przedmieściach Kijowa. Potem Ukraińcy przeprowadzili kontrofensywę, odzyskali duże połacie lewobrzeżnej Ukrainy, a nawet wdarli się w okolice Biełgorodu w Rosji. Ale z drugiej strony Rosjanie zdobyli most lądowy między Donbasem a Krymem oraz miasta-twierdze w Donbasie - mówił szef MSZ.
Wyraził opinię, że Ukraińcy przyjęli „bardziej skuteczną taktykę”. - Uderzają w rafinerie, które są celami wojskowymi, to utrudnia Rosjanom prowadzenie wojny. Rosjanie próbują sterroryzować ludność, co jest zbrodnią wojenną, a jest nieskuteczne. Na lądzie, nawet jeśli Rosjanie mają w niektórych miesiącach pozytywny bilans, to już nie jest tak, jak w dawnych wojnach bywało, że uzyskanie terytorium oznacza możliwość wprowadzenia tam swojej administracji - mówił.
Zdaniem Radosława Sikorskiego ta linia frontu „nie jest określona”. - Mamy 50-kilometrową tzw. killzone, w której wszystko, co wjeżdża czy wchodzi, jest dość szybko niszczone i w której małe grupki żołnierzy wchodzą z obu stron do tej samej wsi - podkreślił szef MSZ.
Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)
sw/ zm/ mow/