
0:00
Rosję po Putinie przyjdzie nam odkrywać na nowo. I będzie to trudne, bo spotkamy tam ludzi ukształtowanych przez putinizm. Z Alice Lugen, autorką „Imperium gniewu. Paradoksy putinowskiej Rosji” (Czarne, 2026) oraz „Zato. Miasta zamknięte w Związku Radzieckim i Rosji” (Czarne, 2025) rozmawia Stasia Budzisz.
Stasia Budzisz
Stasia Budzisz: Zacznijmy od tego, że po wybuchu pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie z Rosji uciekło wielu ludzi. Część z nich zadekowała się w krajach byłego Związku Radzieckiego, komuś udało się wyjechać do Ameryki Południowej albo USA, jakaś część znalazła się też w Europie.
Z wieloma z nich miałam kontakt i chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że niemal każdy uważał się za przeciwnika Putina, opozycjonistę i dysydenta. Kiedy jednak rozmowa wychodziła poza small talk okazywało się, że to nie zawsze prawda, a motywacje ucieczki z Rosji często są bardzo pragmatyczne.
Zwykło się jednak tych, którzy wyjechali nazywać „choroszymi Ruskimi”, czyli dobrymi Rosjanami. Co o tym myślisz?
Alice Lugen : Istnieją Rosjanie, którzy szczerze potępiają putinowski reżim i jego zbrodnie. W książce cytuję moich znajomych z rosyjskiej opozycji. Większość z nich wyemigrowała na Zachód w bardzo młodym wieku i uczyła się w zachodnich szkołach. Im ufam.
Do części tzw. „choroszych Ruskich” podchodzę jednak z dużą ostrożnością. Nie mamy pewności, co ci ludzie naprawdę myślą. Mogą być narzędziem wpływu Kremla, mówić to, co chcemy usłyszeć, a gdy zdobędą audytorium – zmienić narrację. To mechanizm znany od starożytności. Trzeba czasu, by dobrze ich poznać i zweryfikować poglądy. Aktywni opozycjoniści, których Kreml uznał za swoich wrogów, figurują w rejestrach zagranicznych agentów.