
0:00
Przewodnicząca PE Roberta Metsola bez żadnego realnego uzasadnienia wykorzystała procedurę stworzoną na potrzeby reagowania na sytuacje nadzwyczajne, by przepchnąć szkodliwą regulację kontroli czatów. Mimo że większość eurodeputowanych była przeciw.
Michał rysiek Woźniak
Niezależnie od tych wszystkich problemów, sam pomysł Komisji Europejskiej jest, na podstawowym poziomie, absurdalny. Polega przecież na tym, by wyszukiwaniem materiałów przedstawiających krzywdzone dzieci zajmowały się firmy technologiczne, które same na krzywdzie dzieci zarabiają.
Nie napiszę więc dziś Państwu o coraz silniejszym sprzeciwie społecznym wobec szpiegujących okularów Mety , nazywanych potocznie „ zbokularami ” (w wolnym tłumaczeniu z ang. „pervert glasses”) ze względu na ich dużą popularność wśród mężczyzn lubujących się w nagrywaniu kobiet z ukrycia.
Nie przeczytacie też tekstu, który od dawna mam w planach, o tym, jak nowe regulacje przeciwko złośliwym pozwom (tak zwanym SLAPP-om) mają się do skandalu z pociągami Impuls .
I nie zanurkuję w pytanie o to, czy rządowy e-dziennik nie powinien aby być wypuszczony jako wolne oprogramowanie z publicznie dostępnym kodem (oczywiście powinien).
Zamiast tego znów zmuszony jestem pisać o Kontroli Czatów. I to pomimo tego, że w marcu europarlamentarzystki i europarlamentarzyści zagłosowali przeciwko przedłużaniu jej nieobowiązkowej wersji, tak zwanego Chat Control 1.0.
Dlaczego? Dlatego, że Szefowa PE Roberta Metsola bez wyraźnego powodu wykorzystała tryb nadzwyczajny, aby wymusić przyjęcie tych szkodliwych przepisów.
Demokratyczna decyzja z marca została unieważniona przy pomocy proceduralnego kruczka. Unijni dyplomaci określili to jako sytuację „bez precedensu” . Takie machinacje podważają zaufanie do unijnych instytucji i są wodą na młyn ruchów antyunijnych i wszelkiego rodzaju siewców dezinformacji, często związanych ze skrajną prawicą.
Znów więc musimy marnować czas i energię na walkę z Kontrolą Czatów: niepopularnym, nieskutecznym i niebezpiecznym – w tym dla samych dzieci! – pomysłem Komisji Europejskiej polegającym w zasadzie na traktowaniu każdej osoby komunikującej się przez Internet jako podejrzanej o rozpowszechnianie materiałów pedofilskich, oraz na traktowaniu usługodawców jako prywatnej siły policyjnej mającej te podejrzenia weryfikować.