
Liczba zgłoszeń dotyczących przestępstw z nienawiści wobec obywateli Ukrainy w Polsce wyraźnie rośnie. W pierwszym półroczu odnotowano 180 zawiadomień, co oznacza wzrost o ponad 30 proc. rok do roku. Eksperci alarmują, że to może być tylko część rzeczywistej skali problemu, bo wiele ofiar wciąż nie zgłasza takich incydentów.
Rośnie liczba ataków na Ukraińców w Polsce. Niepokojące dane
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że po całym 2024 roku było 267 takich zawiadomień, a w 2025 roku 275. Tymczasem już po sześciu miesiącach obecnego roku liczba zgłoszeń sięgnęła 180. Jeśli ten trend się utrzyma, do końca roku może dojść nawet do około 360 takich przypadków.
Warto jednak pamiętać, że chodzi o same zawiadomienia, a nie wyłącznie o sprawy już potwierdzone po zakończeniu postępowań.
Ogromne emocje wywołała sprawa z Bielska-Białej, gdzie 54-letni mężczyzna wyzywał w autobusie dwie 11-letnie Ukrainki . Usłyszał zarzuty publicznego znieważenia na tle narodowościowym. W ostatnich tygodniach pojawiały się też inne głośne przypadki, m.in. pobicie ukraińskich nastolatków w Warszawie czy fala hejtu wobec Ukrainki z Poznania po publikacji nagrania w internecie.
To właśnie takie zdarzenia coraz częściej przebijają się do opinii publicznej i pokazują, że napięcie przestaje być wyłącznie internetowe.
Eksperci wskazują politykę i rosyjską propagandę
Socjologowie i autorzy raportów o mowie nienawiści zwracają uwagę, że wzrost agresji nie bierze się znikąd. Wskazują na zaostrzenie języka w polityce, napięcia wokół relacji polsko-ukraińskich, a także wpływ rosyjskiej wojny informacyjnej. Wystarczy wspomnieć o szokujących słowach polityka PiS Przemysława Czarnka , który wprost nawoływał do odcięcia Ukraińców od pomocy z Unii Europejskiej
Według raportu dotyczącego lat 2024-2025 antyukraińska nienawiść narasta falami i zwykle nasila się przy politycznych oraz historycznych punktach zapalnych. W czasie ostatniej kampanii wyborczej w 2025 roku odnotowano dziesiątki tysięcy antyukraińskich wpisów w polskim internecie.
– Mamy efekt przyzwolenia. Nie trzeba się już wstydzić, a nawet niektórzy uważają, że napaści na Ukraińców są powodem do dumy. Nie zapominajmy, że skumulowaną wściekłość wzmacniają również „rosyjskie trole” – mówi w rozmowie z „Rz” dr Jacek Kucharczyk, socjolog, prezes Instytutu Spraw Publicznych. To może być dopiero część skali
Eksperci zastrzegają, że statystyki policyjne nie pokazują pełnego obrazu. Część ofiar nie zgłasza spraw, bo obawia się konsekwencji albo nie wierzy w skuteczność reakcji. Jednocześnie narasta społeczne przyzwolenie na agresję, która jeszcze niedawno spotykała się z dużo silniejszym sprzeciwem.