Wychodzą na jaw nowe szczegóły niedzielnego wypadku autobusu linii 186, który zatrzymał się dopiero w przejściu podziemnym pod Rondem Zesłańców Syberyjskich w Warszawie. Z relacji świadków wynika, że pasażerowie zaniepokoili się już wcześniej, gdy pojazd zahaczył o latarnię i stracił lusterko.
Najważniejsze informacje
Do wypadku doszło w niedzielny wieczór 5 lipca pod stołecznym Rondem Zesłańców Syberyjskich.
Kierowca nie mógł zatrzymać autobusu.
Rozpędzony pojazd taranował auta.
Rannych zostało sześć osób.
Pasażerowie domagali się przerwania jazdy po wcześniejszej kolizji na ul. Pawińskiego, gdzie autobus stracił lusterko.
Analiza czarnej skrzynki znana będzie, jak deklaruje prezes MZA, już w poniedziałek, ale prokuratura zapowiada, że wyniki najwcześniej przedstawione być mogą za trzy tygodnie.
Worki z piaskiem nie pomogły. Dramatyczna walka o lokale w Krynicy
Do groźnego zdarzenia doszło w niedzielny wieczór, 5 lipca. Autobus marki Solaris linii 186, jadący ze Szczęśliwic na Nowodwory, wjechał po platformie dla rowerzystów do przejścia dla pieszych pod Rondem Zesłańców Syberyjskich w pobliżu Dworca Zachodniego, wciągając tam również samochód osobowy.
Wcześniej pojazd przez ponad kilometr taranował inne pojazdy - w sumie kilkanaście aut - a także zawadził o tramwaj na skrzyżowaniu z Grójecką oraz niszczył znaki i sygnalizację świetlną. W wyniku zdarzenia sześć osób odniosło lekkie i średnie obrażenia.
Pasażerowie ostrzegali przed niebezpieczeństwem
Jak podaje "Gazeta Wyborcza", z relacji jednej z pasażerek wynika, że niepokojące sygnały pojawiły się już na ul. Pawińskiego, gdzie autobus nie jechał prosto. "Jechałam tym autobusem. Kierowca zatrzymał się na przystanku Banacha i mówiliśmy, żeby dalej nie jechał, bo już na Pawińskiego potrącił samochody i latarnie. Nie chciał, nie słuchał nas i ruszył dalej na pełnym gazie" - napisała w sieci pani Joanna.
Pasażerka feralnego kursu dodała, że na miejscu wypadku znajdowało się dziesięć osób z autobusu, a policja zebrała ich dane. Dotychczas jednak się z nimi nie skontaktowała.
Rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba przekazał, że na obecnym etapie śledztwa nie jest w stanie potwierdzić sygnałów o braku przesłuchań pasażerów oraz o wcześniejszych kolizjach. "Główna teza jest teraz taka, że była awaria autobusu, ale jeśli się to nie potwierdzi, to wchodzi czynnik ludzki, który też jest brany pod uwagę" - poinformował prok. Skiba.
Zdarzenia na ul. Pawińskiego potwierdza natomiast prezes Miejskich Zakładów Autobusowych, Jan Kuźmiński. Przekazał on, że autobus wjechał tam na krawężnik, zahaczył lusterkiem o latarnię i uderzył tyłem, poruszając się wówczas z niewielką prędkością około 20 km/h. Dopiero później pojazd przyspieszył nawet do 70 km/h .
"Na Pawińskiego kierowca normalnie zatrzymał się na przystanku i wysadził część ludzi. Niektórzy stukali do niego w kabinę, żeby nie jechał dalej. Po stracie lusterka powinien natychmiast przerwać kurs" - zaznaczył prezes MZA.
Śledczy sprawdzą czarną skrzynkę. Kiedy poznamy wyniki?
Teraz sprawdzana jest czarna skrzynka autobusu. Prezes MZA Jan Kuźmiński przewiduje, że więcej szczegółów katastrofy poznamy najwcześniej w poniedziałek 11 .
Prok. Skiba w rozmowie z "Wyborczą" wskazuje na dłuższy czas potrzebny na zgranie danych z czarnej skrzynki, ich analizę oraz uzyskanie opinii biegłego. Zastrzega, że należy upewnić się, czy komputery pokładowe zarejestrowały wszystkie informacje, czy też część czujników mogła zostać uszkodzona. Potrwać to może jeszcze trzy tygodnie.
Wątpliwości wokół stanu technicznego pojazdu
Autobus o numerze bocznym 7717 ma pięć lat i przebieg około 300 tysięcy kilometrów. Media informowały, że kierowcy wcześniej wielokrotnie zgłaszali problemy z tym pojazdem, w tym usterki skrzyni biegów, trudności z podjazdami oraz nagłe przyspieszanie, a na desce rozdzielczej wyświetlała się kontrolka konieczności diagnostyki silnika (OBD).
Pojazd przechodził naprawy realizowane przez dwa zespoły mechaników - w zajezdni przy ul. Płochocińskiej oraz w autoryzowanej stacji Solaris. Prezes MZA podkreślił jednak, że w ostatnich dniach przed wypadkiem autobus jeździł bardzo dobrze , a problemy ze skrzynią biegów występowały przed wcześniejszą wymianą silnika.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości