
Przemysław Czarnek wciąż może być cenną walutą dla PiS czy staje się jednak obciążeniem z uwagi na swoje radykalne wypowiedzi? Czy Jarosław Kaczyński myśli o zmianie kandydata na premiera, a jeśli tak, to kiedy i na kogo? - Późna jesień to taki moment, w którym prezes PiS będzie musiał zdecydować – mówi w rozmowie z RadioZETpl dr Bartosz Ryliński, politolog z UKSW.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie kontrowersyjne wypowiedzi Przemysława Czarnka wywołały reakcję PiS.
Dlaczego działalność Czarnka może zaszkodzić PiS w sondażach.
Które czynniki mogą wpłynąć na zmianę kandydata PiS na premiera.
Jakie alternatywne kandydatury może rozważać Jarosław Kaczyński.
Przemysław Czarnek miał być asem w rękawie Jarosława Kaczyńskiego. Po jego ostatnich wypowiedziach na temat Ukrainy (i nie tylko) polska opinia publiczna zaczęła się jednak zastanawiać, czy kandydat PiS na premiera dotrwa w swojej roli do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. „Składamy projekt uchwały sejmowej w sprawie sprzeciwu wobec członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej w związku z gloryfikacją sprawców zbrodni wołyńskiej. Wzywamy rząd do sprzeciwu wobec jakiegokolwiek rozwijania procesu integracji Ukrainy z UE" – napisał w sobotę Czarnek. Kilka dni później na antenie TV Republika poszedł o krok dalej, przekonując m.in., że „trzeba zmusić Unię Europejską” do tego, „żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń do Ukrainy i jej odbudowy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich”. Na te słowa zareagował nawet prezes PiS, podkreślając, że jego ugrupowanie „stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna”. „To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii” - czytamy we wpisie Kaczyńskiego w mediach społecznościowych.
Przemysław Czarnek – kapitał i problem dla PiS?
Czarnek - były minister edukacji i nauki, dziś poseł - to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków PiS. Kontrowersyjny, charyzmatyczny, przez jednych wielbiony, a innych znienawidzony. Doktor habilitowany prawa, który nie stroni od populizmu i agresywnych wypowiedzi na granicy dobrego smaku. I na tyle radykalnych, że budzi to zdecydowaną reakcję nawet w jego obozie politycznym. W marcu, gdy w sali krakowskiej Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” – miejscu symbolicznym, gdzie w 2014 roku prezentowano kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę, a 10 lat później Karola Nawrockiego – prezes ogłaszał, że to właśnie Czarnek ma być „lokomotywą” PiS na najbliższe kilkanaście miesięcy, część komentatorów pukała się wtedy w czoło, przypominając jak dużym elektoratem negatywnym „cieszy” się były minister. Inni widzieli w tym strategię wyścigu na radykalizm z obiema Konfederacjami, gdyż Czarnkowi nie raz zdarza się mówić językiem charakterystycznym dla skrajnej prawicy – czy to w temacie Ukrainy, osób LGBT czy nawet energetyki (słynne „OZE-sroze”). 49-latek miał też zatrzymać odpływ wyborców do formacji Mentzena, Bosaka i Brauna. I to właśnie ta retoryka paradoksalnie może go pogrążyć.
Oglądaj
Ale nie tylko to, bo „efekt Czarnka” to już ironiczny termin, ukuty prze publicystów, oznaczający spadki (bądź stagnację) PiS w sondażach. Okazuje się bowiem, że mimo problemów koalicji rządzącej (na czele z aferą wokół stołecznego Szpitala Południowego) największa formacja opozycyjna nie jest w stanie prześcignąć KO w poparciu, nie przebija szklanego sufitu 30, a niekiedy nawet 25 proc. Przy takich wynikach powrót PiS do samodzielnych rządów jawi się jako odległe marzenie lub wręcz urojenia. Czy projekt „Czarnek-przyszły premier” chyli się więc ku końcowi? - Od początku nie wierzyłem, że dotrwa on w tej roli do następnych wyborów – stwierdza w rozmowie z RadioZET.pl dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jego zdaniem głównym zadaniem byłego ministra było zahamowanie przepływów elektoratu z PiS do Konfederacji oraz partii Grzegorza Brauna. - I to się udało do momentu, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał jedną z jednostek ukraińskiej armii imieniem „bohaterów UPA”. Tych przepływów nie widać, mimo że PiS jest dalekie od prowadzenia w sondażach. Ale wystawienie na front takie ultraprawicowego „hardkora”, jakim jest Czarnek, dało na początek dobry efekt – tłumaczy. Dodaje, że wszystko zmieniło się właśnie po decyzji Zełenskiego. Awantura o odznaczenia i zaognienie relacji z naszym wschodnim sąsiadem zmieniły reguły gry i PiS zaczęło ścigać się na radykalizm z pozostałymi podmiotami na prawicy.
Kiedy zmiana kandydata? „Kaczyński ma kilka przebadanych nazwisk”
Czy w takim razie możemy spodziewać się „podmianki” kandydata na szefa rządu, a jeśli tak, to kiedy? Politolog z UKSW wskazuje konkretny termin. - Późna jesień to taki moment, w którym Jarosław Kaczyński będzie już musiał zdecydować – mówi. A jednocześnie zaznacza, że wcale nie musi dojść do zmian personalnych, a PiS, w tym Czarnek, mogą w najbliższych tygodniach spróbować przekierować narrację medialną na zupełnie inny temat niż Ukraina, na którym mogliby zyskać w sondażach. Ekspert wymienia tu m.in. sytuację w służbie zdrowia , która staje się dużym problemem dla koalicji rządzącej. Rydliński przypomina jeszcze jeden schemat, który w przeszłości niejednokrotnie przynosił Kaczyńskiemu sukces polityczny, czasem nawet zaskakujący.
Jednocześnie wątpi też, czy prezes zdecydowałby się wymienić Czarnka np. na Morawieckiego, żeby „nie zaogniać walk frakcyjnych”. - mówi, przekonując, że prędzej zastosowany zostałby podobny manewr, jak z Szydło, Dudą czy Nawrockim, a więc kimś mniej znanym, z drugiego, trzeciego szeregu – mówi. Padają też nazwiska potencjalnych „mniej znanych”, jak prezydenci miast z PiS, czyli Jakub Banaszek (Chełm), Jarosław Margielski (Otwock) czy Lucjusz Nadbereżny (Stalowa Wola). - Jarosław Kaczyński na pewno ma w szufladzie kilka nazwisk, które są już przebadane. PiS to najbardziej profesjonalna partia w Polsce, jeśli chodzi o badania opinii publicznej, więc na pewno kilkoro potencjalnych kandydatów było albo będzie sondowanych. A późna jesień, rok przed wyborami, to ostatni moment, gdy można przejść do kontrofensywy – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje