RAK
    Czarnek do wymiany? „Przekroczył granicę”. Ekspert mówi, kiedy Kaczyński podejmie decyzję

    Czarnek do wymiany? „Przekroczył granicę”. Ekspert mówi, kiedy Kaczyński podejmie decyzję

    3403 odsłon
    Czarnek do wymiany? „Przekroczył granicę”. Ekspert mówi, kiedy Kaczyński podejmie decyzję

    Przemysław Czarnek wciąż może być cenną walutą dla PiS czy staje się jednak obciążeniem z uwagi na swoje radykalne wypowiedzi? Czy Jarosław Kaczyński myśli o zmianie kandydata na premiera, a jeśli tak, to kiedy i na kogo? - Późna jesień to taki moment, w którym prezes PiS będzie musiał zdecydować – mówi w rozmowie z RadioZETpl dr Bartosz Ryliński, politolog z UKSW.

    Z tego artykułu dowiesz się:

    Jakie kontrowersyjne wypowiedzi Przemysława Czarnka wywołały reakcję PiS.

    Dlaczego działalność Czarnka może zaszkodzić PiS w sondażach.

    Które czynniki mogą wpłynąć na zmianę kandydata PiS na premiera.

    Jakie alternatywne kandydatury może rozważać Jarosław Kaczyński.

    Przemysław Czarnek miał być asem w rękawie Jarosława Kaczyńskiego. Po jego ostatnich wypowiedziach na temat Ukrainy (i nie tylko) polska opinia publiczna zaczęła się jednak zastanawiać, czy kandydat PiS na premiera dotrwa w swojej roli do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. „Składamy projekt uchwały sejmowej w sprawie sprzeciwu wobec członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej w związku z gloryfikacją sprawców zbrodni wołyńskiej. Wzywamy rząd do sprzeciwu wobec jakiegokolwiek rozwijania procesu integracji Ukrainy z UE" – napisał w sobotę Czarnek. Kilka dni później na antenie TV Republika poszedł o krok dalej, przekonując m.in., że „trzeba zmusić Unię Europejską” do tego, „żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń do Ukrainy i jej odbudowy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich”. Na te słowa zareagował nawet prezes PiS, podkreślając, że jego ugrupowanie „stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna”. „To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii” - czytamy we wpisie Kaczyńskiego w mediach społecznościowych.

    Przemysław Czarnek – kapitał i problem dla PiS?

    Czarnek - były minister edukacji i nauki, dziś poseł - to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków PiS. Kontrowersyjny, charyzmatyczny, przez jednych wielbiony, a innych znienawidzony. Doktor habilitowany prawa, który nie stroni od populizmu i agresywnych wypowiedzi na granicy dobrego smaku. I na tyle radykalnych, że budzi to zdecydowaną reakcję nawet w jego obozie politycznym. W marcu, gdy w sali krakowskiej Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” – miejscu symbolicznym, gdzie w 2014 roku prezentowano kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę, a 10 lat później Karola Nawrockiego – prezes ogłaszał, że to właśnie Czarnek ma być „lokomotywą” PiS na najbliższe kilkanaście miesięcy, część komentatorów pukała się wtedy w czoło, przypominając jak dużym elektoratem negatywnym „cieszy” się były minister. Inni widzieli w tym strategię wyścigu na radykalizm z obiema Konfederacjami, gdyż Czarnkowi nie raz zdarza się mówić językiem charakterystycznym dla skrajnej prawicy – czy to w temacie Ukrainy, osób LGBT czy nawet energetyki (słynne „OZE-sroze”). 49-latek miał też zatrzymać odpływ wyborców do formacji Mentzena, Bosaka i Brauna. I to właśnie ta retoryka paradoksalnie może go pogrążyć.

    Oglądaj

    Ale nie tylko to, bo „efekt Czarnka” to już ironiczny termin, ukuty prze publicystów, oznaczający spadki (bądź stagnację) PiS w sondażach. Okazuje się bowiem, że mimo problemów koalicji rządzącej (na czele z aferą wokół stołecznego Szpitala Południowego) największa formacja opozycyjna nie jest w stanie prześcignąć KO w poparciu, nie przebija szklanego sufitu 30, a niekiedy nawet 25 proc. Przy takich wynikach powrót PiS do samodzielnych rządów jawi się jako odległe marzenie lub wręcz urojenia. Czy projekt „Czarnek-przyszły premier” chyli się więc ku końcowi? - Od początku nie wierzyłem, że dotrwa on w tej roli do następnych wyborów – stwierdza w rozmowie z RadioZET.pl dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jego zdaniem głównym zadaniem byłego ministra było zahamowanie przepływów elektoratu z PiS do Konfederacji oraz partii Grzegorza Brauna. - I to się udało do momentu, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał jedną z jednostek ukraińskiej armii imieniem „bohaterów UPA”. Tych przepływów nie widać, mimo że PiS jest dalekie od prowadzenia w sondażach. Ale wystawienie na front takie ultraprawicowego „hardkora”, jakim jest Czarnek, dało na początek dobry efekt – tłumaczy. Dodaje, że wszystko zmieniło się właśnie po decyzji Zełenskiego. Awantura o odznaczenia i zaognienie relacji z naszym wschodnim sąsiadem zmieniły reguły gry i PiS zaczęło ścigać się na radykalizm z pozostałymi podmiotami na prawicy.

    • W polityce ważna jest konsekwencja. PiS od początku wojny prowadziło inną politykę wobec Ukrainy niż obie Konfederacje, które były wtedy jeszcze przed podziałem. Nagle zaczęli się tego wstydzić i jednocześnie nie byli w stanie wytłumaczyć ludziom, skąd ta wolta. A w tej kwestii nie są w stanie przelicytować Mentzena, Bosaka ani tym bardziej Brauna – przyznaje ekspert, przypominając, że Jarosław Kaczyński był w gronie pierwszych zachodnich polityków, którzy udali się do Kijowa zaraz po wybuchu wojny. - Prezes PiS jest konsekwentnie pod tym względem proukraiński, gdyż uważa, że żywotnym zagrożeniem dla naszych interesów, dla naszego istnienia jest Rosja. Tak samo mówił Lech Kaczyński, więc Przemysław Czarnek przekroczył w ten sposób granicę, której jako wiceprezesowi PiS przekraczać mu nie wolno. Bo c zym innym jest, kiedy od Lecha Kaczyńskiego odcina się Karol Nawrocki, który nigdy nie był członkiem PiS, a czym innym, gdy robi to Czarnek, który jest zastępcą Jarosława Kaczyńskiego. To jest ta czerwona linia, której prezes PiS nie pozwoli Czarnkowi przekroczyć – wyjaśnia Rydliński.

    Kiedy zmiana kandydata? „Kaczyński ma kilka przebadanych nazwisk”

    Czy w takim razie możemy spodziewać się „podmianki” kandydata na szefa rządu, a jeśli tak, to kiedy? Politolog z UKSW wskazuje konkretny termin. - Późna jesień to taki moment, w którym Jarosław Kaczyński będzie już musiał zdecydować – mówi. A jednocześnie zaznacza, że wcale nie musi dojść do zmian personalnych, a PiS, w tym Czarnek, mogą w najbliższych tygodniach spróbować przekierować narrację medialną na zupełnie inny temat niż Ukraina, na którym mogliby zyskać w sondażach. Ekspert wymienia tu m.in. sytuację w służbie zdrowia , która staje się dużym problemem dla koalicji rządzącej. Rydliński przypomina jeszcze jeden schemat, który w przeszłości niejednokrotnie przynosił Kaczyńskiemu sukces polityczny, czasem nawet zaskakujący.

    • To są z reguły kandydaci, którzy nie są powszechnie znani opinii publicznej. Beata Szydło, Kazimierz Marcinkiewicz, Mateusz Morawiecki, Andrzej Duda, Karol Nawrocki. Niektórzy z nich to wręcz były takie przypadki, że dziennikarze i politycy musieli googlować, kto to w ogóle jest – zauważa. Przemysław Czarnek różni się od nich tym, że na etapie pasowania go na kandydata na premiera był już postacią znaną i polaryzującą , choć Rydliński podkreśla, że to także sprawny organizator, cieszący się dużą popularnością na Lubelszczyźnie i w ogóle w rejonach wschodnich, czyli tzw. bastionach PiS. - Ale wątpię, czy to odpowiednia oferta dla tzw. normalsów czy wyborców ze ściany zachodniej – dodaje.

    Jednocześnie wątpi też, czy prezes zdecydowałby się wymienić Czarnka np. na Morawieckiego, żeby „nie zaogniać walk frakcyjnych”. - mówi, przekonując, że prędzej zastosowany zostałby podobny manewr, jak z Szydło, Dudą czy Nawrockim, a więc kimś mniej znanym, z drugiego, trzeciego szeregu – mówi. Padają też nazwiska potencjalnych „mniej znanych”, jak prezydenci miast z PiS, czyli Jakub Banaszek (Chełm), Jarosław Margielski (Otwock) czy Lucjusz Nadbereżny (Stalowa Wola). - Jarosław Kaczyński na pewno ma w szufladzie kilka nazwisk, które są już przebadane. PiS to najbardziej profesjonalna partia w Polsce, jeśli chodzi o badania opinii publicznej, więc na pewno kilkoro potencjalnych kandydatów było albo będzie sondowanych. A późna jesień, rok przed wyborami, to ostatni moment, gdy można przejść do kontrofensywy – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.

    Źródło: Radio ZET

    Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

    Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET

    Tu się dzieje

    Czytaj cały artykuł u źródła — Radio ZET — Wiadomości

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era