Anna Lewandowska w swym zasięgowym wpisie na Instagramie dała upust wątpliwościom towarzyszącym przeprowadzce za ocean. Po serii komentarzy i wyrazów wsparcia teraz głos zabrała jej dawna rzeczniczka prasowa. Barbara Krysztofczyk w rozmowie z Pudelkiem oceniła, że wynurzenia trenerki nie zaszkodzą wizerunkowo jej małżeństwu.
Po tygodniach spekulacji, doniesień, zdających się nie mieć końca rozmów i zapewne niełatwych negocjacji wreszcie oficjalnie potwierdzono transfer Roberta Lewandowskiego do drużyny Chicago Fire . Wraz z otwarciem nowego rozdziału piłkarskiej kariery zainkasuje bagatela 20 milionów euro rocznie. Napastnik został doceniony przez kibiców za brak pazerności. Gdyby przyjął jeszcze bardziej intratną propozycję z Arabii Saudyjskiej, mógłby liczyć nawet na... ponad czterokrotność tej kwoty.
Złożenie podpisu pod kontraktem zapoczątkowało szereg zmian w życiu Lewandowskich. Jego żona Anna , która przez minione cztery lata sukcesywnie pracowała na wzmocnienie swojej marki na mocno konkurencyjnym hiszpańskim rynku, nie będzie już mogła regularnie doglądać otwartego półtora roku temu studia butikowego . We wtorkowy wieczór podzieliła się z milionami fanów swoimi gorzkimi przemyśleniami o opuszczeniu "bezpiecznego miejsca, które pokochała całym sercem" i strachem przed nieznanym.
Długo zastanawiałam się, co tutaj napisać. Mogłabym wrzucić zdjęcie z uśmiechem, napisać, że "jedziemy po nowe" i udawać, że wszystko jest idealnie. Ale nie jest. I chcę być z Wami zupełnie szczera. Przed nami ogromna zmiana, czyli przeprowadzka do Chicago. I choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę Wam powiedzieć jedno: cholernie się boję. (...) Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża. Jako mama czuję ogromny stres. Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie. Kto przechodził tak dużą przeprowadzkę z dziećmi, ten wie, jaki to ciężar psychiczny dla rodzica
Co z biznesami Ani po transferze Roberta do Chicago Fire? "Nie chce zamykać siłowni w Barcelonie"
Dawna współpracownica Anny Lewandowskiej
"Lewa" otrzymała mnóstwo gestów solidarności , zwłaszcza ze strony swoich medialnych koleżanek. Głosy wsparcia przeplatały się z krytycznymi wpisami sugerującymi, że nie potrafi cieszyć się z sukcesów męża i patrzy tylko na czubek własnego nosa. Czy w takim razie można wysnuć wniosek, że zapewniła sobie i najbliższym negatywny PR?
Barbara Krysztofczyk , która miała okazję poznać bliżej Annę Lewandowską i przez kilka miesięcy odpowiadać za jej komunikację marketingową, uważa, że jej była szefowa pokazała swoje ludzkie oblicze i naturalne wątpliwości, jakie dopadłyby każdą osobę będącą w jej sytuacji. W wypowiedzi dla Pudelka wyraziła pewność, że ich bardzo silna pozycja na rynku w nawet najmniejszym stopniu nie jest zagrożona po publikacji wpisu.
Postrzeganie małżeństwa Ani i Roberta Lewandowskich będzie za trzy dni dokładnie takie samo, jakie było trzy dni temu. Ich pozycja i marka są zbyt silne, by mogło nimi zachwiać to, że część komentujących dorysowuje drugie dno tam, gdzie go nie ma. Lewandowscy jako para, ale też każde z nich osobno, mają już zresztą duże doświadczenie w tym, że ich wypowiedzi są reinterpretowane i szuka się w nich "ukrytych przekazów". Ja tutaj żadnego przekazu wymierzonego w Roberta nie widzę, widzę za to duże zasięgi posta i mnóstwo pozytywnych, wspierających komentarzy pod nim... A to, że niektórym się nie podoba? Cóż, osoba publiczna to nie zupa pomidorowa - nie musi i nigdy nie będzie "smakować" każdemu. Nawet papież ma krytyków.
Ekspertka ds. budowania marek osobistych jest przekonana, że Anna Lewandowska absolutnie nie miała złych intencji. Wręcz przeciwnie, w ten sposób mogła zbliżyć się do swoich odbiorców.
To nie jest pierwszy raz, kiedy Ania napisała o tym, że "nie wszystko złoto, co się świeci". Tego typu wpisy zdarzały się już w przeszłości - o zmęczeniu, przytłoczeniu, czasem zagubieniu. Nie sądzę więc, by była to jakaś zapowiedź zmiany w stylu jej komunikacji. Ot, po prostu chciała się szczerze podzielić tym, co ją trapi. Normalna rzecz. Myślę, że ludzie to doceniają - bo po pierwsze, jest autentyczne, po drugie, zmniejsza dystans pomiędzy Anią a jej odbiorcami, a po trzecie i najważniejsze - promuje akceptację trudnych emocji. Wielu czytelników czuje jakiś rodzaj ulgi po przeczytaniu tego typu wpisów. Uświadamiają sobie, że skoro nawet tak silna osoba jak Lewandowska może czasem poczuć strach i zagubienie, to tym bardziej każdy z nich nie powinien czuć z powodu takich emocji wstydu.
O komentarz w sprawie poprosiliśmy również prof. ucz. dr hab. Monikę Kaczmarek-Śliwińską z Uniwersytetu Warszawskiego. Doradczyni i trenerka w obszarze budowy wizerunku dostrzega zmianę w formie przekazu Anny Lewandowskiej.
Wpis Anny Lewandowskiej jest inny w formie od poprzednich i to zwróciło uwagę internautów. Anna Lewandowska od lat budzi emocje, ma spolaryzowaną publiczność, stąd też można było obserwować komentarze ze słowami zrozumienia i współczucia, jak również ostrą krytykę i hejt. Oczywiście takich reakcji można było się niestety spodziewać, dlatego zastanawiać może decyzja A. Lewandowskiej o opublikowaniu wpisu akurat takiej treści. Internet przecież żywi się emocjami, tragediami, problemami i trudno uwierzyć, że osoba tak doświadczona w social media nie miała świadomości reakcji odbiorców. Poza samą treścią wpisu Anny Lewandowskiej nie znamy intencji związanych z jego opublikowaniem. Dla fanów wpis jest wyrazem autentycznych emocji, dlatego empatyzują z nim.
Jak twierdzi Kaczmarek-Śliwińska, Lewandowska "weszła w rolę dziewczyny z sąsiedztwa". To jednak miało też wpływ na falę negatywnych reakcji.
Mamy więc sytuację, gdy Lewandowska wchodzi w rolę "dziewczyny z sąsiedztwa", przyjaciółki czy kogoś lubianego i znajomego, którego po prostu należy pocieszyć. Przez osoby niechętne jej wpis odczytywany jest jako wyraz frustracji czy grę na ocieplanie wizerunku. Z pewnością odmienność tego wpisu leży także w rozłożeniu akcentów na członków rodziny. Anna Lewandowska odniosła się przede wszystkim do istoty zmiany dla córek oraz siebie, dużo mniej w tym Roberta Lewandowskiego. Przy okazji wpisu, poza komentarzami internautów, pojawiło się także sporo komentarzy i repostów psychologów, którzy najczęściej wskazywali na wartość wpisu Lewandowskiej poprzez pokazywanie prawdziwych emocji, życia, które nagle przynosi zmianę, powoduje stres czy jest nowym wyzwaniem.
Jak szczery wpis Anny może wpłynąć na jej wizerunek?
Anna Lewandowska jest zbyt doświadczoną w przestrzeni mediów, aby sądzić, że emocje wylały się przypadkowo, więc prawdopodobnie jest jakiś cel wpisu. Natomiast raczej nie zmieni on wizerunku sportsmenki, która nadal będzie cieszyć się umiejętnością polaryzowania i angażowania odbiorców. Zresztą tego typu emocje dobrze sprawdzają się jako podłoże do komunikowania kolejnych zmian. Być może więc wkrótce zobaczymy kolejną odsłonę opowieści o zmianie.
Anna Lewandowska © AKPA Barbara Krysztofczyk © LinkedIn Anna Lewandowska © AKPA | Piętka Mieszko Barbara Krysztofczyk © LinkedIn Robert Lewandowski i Anna Lewandowska © AKPA | Jacek Kurnikowski Choć z redakcją Pudelka związany jestem od niedawna, to show-biznesem (szczególnie polskim) interesuję się od wielu lat. W moim sercu i uszach zawsze płynie dobra muzyka, bez której nie wyobrażam sobie życia! Kręci mnie też świat mediów, dobre jedzonko (które szybko spalam podczas biegania) i czas spędzany w gronie pozytywnych ludzi.