
Celem zmian w konstytucji jest m.in. usunięcie Tamása Sulyoka (po prawej) ze stanowiska prezydenta WęgierZdjęcie: Szilard Koszticsak/AP Photo/picture alliance Viktor Orbán przygotował się na ewentualną utratę władzy, a przynajmniej tak mu się wydawało. Jego rząd przez lata obsadzał kluczowe, wysokie stanowiska w strukturach państwa i administracji lojalnymi wobec siebie ludźmi, uzależniając ich odwołanie od uzyskania w parlamencie większości dwóch trzecich głosów. W ten sposób chciał również skutecznie utrwalić status określonych instytucji . Chodziło o to, by w maksymalnym stopniu utrudnić pracę każdemu nowemu rządowi i żeby Orbán – nawet po utracie władzy – wciąż miał możliwość wywierania decydującego wpływu na bieg spraw w państwie.
Autokrata – odsunięty od władzy 12 kwietnia 2026 roku – nie przewidział jednak ani miażdżącej porażki wyborczej swojej partii Fidesz (Sojusz Młodych Demokratów), ani historycznego wyniku opozycyjnego ugrupowania TISZA (Szacunek i Wolność), które zdobyło większość dwóch trzecich. Nowy premier Węgier Péter Magyar wraz ze swoim klubem parlamentarnym w pełni wykorzystuje tę przewagę, by w błyskawicznym tempie demontować system Orbána . Sam nazywa te działania operacją „Oczyszczający Ogień”.
Jej kluczowy etap zrealizowano w poniedziałek (13.06.2026), zaledwie dwa miesiące po objęciu władzy przez nowy rząd. Tego wieczoru węgierski parlament przegłosował szerokie zmiany w konstytucji, zaproponowane przez Magyara i jego gabinet pod koniec czerwca.
Rozwiązania te wymuszają ustąpienie kluczowych postaci systemu Orbána, w tym prezydenta Tamása Sulyoka oraz czterech sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Péter Magyar wielokrotnie określał Sulyoka i innych popleczników poprzedniego premiera – takich jak prezes Trybunału Konstytucyjnego Péter Polt – mianem „marionetek Orbána” i w trakcie kampanii obiecywał doprowadzić do ich usunięcia ze stanowisk.
Co więcej, zmiany w konstytucji cofają najbardziej drastyczne ograniczenia rządów prawa wprowadzone przez Orbána. Trybunał Konstytucyjny odzyska swoje pierwotne uprawnienia, a niezawisłość sądownictwa ma być ogólnie wzmocniona. Zmniejszono liczbę ustaw, których zmiana wymaga w parlamencie większości dwóch trzecich. Ponadto powstanie organ odpowiedzialny za odzyskiwanie nielegalnie zgromadzonego przez ludzi Orbána majątku . Wreszcie, posłowie będą mogli być wybierani na maksymalnie trzy kadencje.
Magyar może działać – inaczej niż Tusk
Kwestia tego, czy możliwe są demontaż reżimów populistycznych i autokratycznych oraz przywrócenie demokracji, jest w UE przedmiotem ożywionej debaty, przynajmniej od czasu dojścia Orbána do władzy w 2010 roku. Dotyczy to również pytania, jak daleko można lub trzeba się posunąć, by przywrócić rządy prawa.
Już po dwóch miesiącach widać, że ekipa Petera Magyara nie wykazuje się przesadną delikatnością. W szybkim tempie pokazuje, jak można tego dokonać, bo – w przeciwieństwie do rządu Donalda Tuska w Polsce (którego ekipa już trzeci rok nie może m.in. uporządkować sytuacji w sądach po zmianach dokonanych przez PiS) – dysponuje niezbędną większością głosów. Do tego w Polsce prezydent – obecnie Karol Nawrocki należący do obozu PiS – jest praktycznie nieusuwalny i wybierany bezpośrednio przez obywateli oraz ma prawo weta, którym blokuje ważne rządowe ustawy. Jednocześnie zarówno wewnątrz partii TISZA, jak i wśród znacznej części węgierskiego społeczeństwa jest wola polityczna, by radykalnie rozliczyć reżim Orbána.
Nastroje Węgrów przypominają te z 1989 roku – czasu politycznego przełomu – w niektórych krajach Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej. Na Węgrzech często mówi się o „zmianie ustrojowej” . To zrozumiałe, bo Orbán i jego otoczenie sprawowali władzę aż przez 16 lat i w sposób autorytarny, co dla wielu Węgrów stało się ostatecznie nie do zniesienia. W tych okolicznościach radykalny demontaż państwa epoki Orbána jawi się w innym świetle, niż miałoby to miejsce w normalnych warunkach.
W poniedziałek Péter Magyar odrzucił zastrzeżenia dotyczące zmian w konstytucji. Argumentował, że pozostawienie ustawy zasadniczej w niezmienionym kształcie byłoby równoznaczne ze „zdradą narodu węgierskiego”. Porównał ją do „dokumentu założycielskiego Cosa Nostry”, a system stworzony przez Fidesz Orbána oraz jej koalicjanta Chrześcijańsko-Demokratyczną Partię Ludową (KDNP) – do układu mafijnego . Rzeczywiście, przez ostatnie półtorej dekady Orbán dostosowywał konstytucję do własnych potrzeb – uwzględniając w niej nawet takie detale, które zdaniem wielu konstytucjonalistów nie powinny znaleźć się w ustawie zasadniczej.
Orbán ogłasza koniec demokracji
Kluby parlamentarne partii Orbána – Fideszu oraz KDNP – zbojkotowały poniedziałkowe posiedzenie parlamentu i nie wzięły udziału w głosowaniu. Przez wiele dni Orbán i inni politycy Fideszu mówili o „końcu demokracji i rządów prawa na Węgrzech”, który rzekomo przyniosą zmiany w konstytucji.
Jednak na wezwanie Fideszu do udziału w wiecu protestacyjnym w Budapeszcie w ubiegły czwartek (09.06.2026) odpowiedziało zaledwie kilka tysięcy osób. Stanowiło to wyraźny kontrast wobec dziesiątek, a nawet setek tysięcy uczestników wcześniejszych wieców tej partii, często zmuszanych do udziału przez aparat państwowy Orbána.
W obozie Orbána widać oznaki kryzysu. Tuż przed poniedziałkowym głosowaniem Gergely Gulyás – szef klubu parlamentarnego Fideszu i niegdyś trzecia najważniejsza osoba w ekipie Orbána – ogłosił swoją rezygnację. Oświadczył, że nie jest już w stanie kierować klubem. Tymczasem sam Viktor Orbán – który po druzgocącej porażce wyborczej zrzekł się mandatu poselskiego, ale zaledwie kilka tygodni temu został ponownie wybrany na przewodniczącego Fideszu – pojechał na mundial do USA.
Były premier na marginesie
Wielu obserwatorów uznało zatem, że były premier odwrócił się od swojej partii i zwolenników. „ Viktor Orbán sam spycha się obecnie na polityczny margines” – skomentował serwis informacyjny Telex. Politolog Gábor Török napisał na Facebooku: „Orbán nie powinien jechać na mistrzostwa świata, jeśli uważa, że demokracja na Węgrzech się kończy”. W rzeczywistości – według Töröka – to polityczny mit Orbána się kończy.
W praktyce, przynajmniej na razie, niemal żaden niezależny obserwator na Węgrzech nie wierzy, by pod rządami Pétera Magyara mogła powstać kolejna autokracja . Jednak niektórzy węgierscy eksperci prawni i organizacje zajmujące się prawami obywatelskimi wyrażają zaniepokojenie w związku z częścią zmian w konstytucji oraz tempem ich wprowadzania.
Na przykład Komitet Helsiński oraz Węgierska Unia Swobód Obywatelskich (TASZ) krytykują ograniczenie liczby kadencji parlamentarzystów do trzech. TASZ kwestionuje również to, że zapisy konstytucyjne dotyczące mniejszości seksualnych i etnicznych pozostają niezmienione.
Co z prezydentem? Ma dwie opcje
Opinia publiczna jest podzielona ws. kampanii prowadzonej przez Magyara przeciwko głowie państwa. Tamás Sulyok cieszy się bardzo niskim poparciem i uparcie milczał nawet w obliczu najbardziej rażących nadużyć reżimu Orbána. Dlatego wielu obserwatorów uważa, że domaganie się jego ustąpienia jest moralnie uzasadnione.
Jednak np. węgierski oddział Amnesty International ostrzega, że Magyar nie powinien stosować tych samych metod co Orbán, jak forsowanie zmian w konstytucji skrojonych pod konkretne osoby.
Sulyok ma obecnie dwie możliwości: może w ciągu pięciu dni podpisać poprawki do konstytucji, przypieczętowując tym samym swoje odejście z urzędu. Jeśli zwlekałby z podpisaniem, rząd Magyara mógłby wszcząć przeciw niemu procedurę impeachmentu. W takim przypadku przewodnicząca parlamentu Ágnes Forsthoffer przejęłaby tymczasowo obowiązki głowy państwa i mogłaby podpisać zmiany, które wówczas weszłyby w życie.
Tymczasem Péter Magyar – realizując kolejną obietnicę wyborczą – zapowiedział, że obecne poprawki do konstytucji są jedynie rozwiązaniem doraźnym. Jesienią ma się rozpocząć szeroka debata na temat opracowania zupełnie nowej konstytucji Węgier.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW .