
Joanna w wieku 28 lat zaszła w ciążę. Była po poważnej operacji ginekologicznej. Nawet nie rozważała, by szukać lekarza na NFZ - od razu poszła do prywatnego gabinetu.
Miała też kiepskie doświadczenia, jeśli chodzi o sprzęt w gabinetach na NFZ: - Stara, ledwo zipiąca maszyna do USG, na której lekarka mimo najlepszych chęci nie dostrzegła poważnej zmiany.
Ciążę prowadziła dwutorowo - wizyty i USG u lekarza w prywatnym gabinecie, a regularne badania m.in. krwi i moczu w ramach prywatnego ubezpieczenie zdrowotnego w jednej z dużych sieci. - Żeby móc korzystać z badań na NFZ, musiałabym być na nie skierowana przez lekarza z umową z Funduszem, a takiego nie miałam.