Reporter Fakt i Fakt.pl
Godz.19. Przyjeżdżam na SOR w Lubinie z bliską. Zaraz po wejściu widzę obraz, który bardziej przypomina komisariat policji niż szpital. Młody mężczyzna przywieziony w asyście policji, bez koszulki, wzburzony, domagający się kontaktu z adwokatem. Mi akurat nic nie dolegało, ale towarzyszyłem przyjacielowi z poważnym urazem ręki. Kolejka tylko się zwiększała, mogłem spokojnie wszystko obserwować.
SOR-y w Polsce, to przedsionek piekła. Odpowiedzialność za to ponoszą wszystkie partie, które przez ostatnie lata rządziły w Polsce. Taka jest brutalna prawda Foto: Piotr Wierzbicki/newspix.pl Można zrozumieć, że SOR przyjmuje najtrudniejsze przypadki, ale właśnie dlatego organizacja tego miejsca powinna być wyjątkowo przemyślana. Tymczasem dostrzegłem chaos w kolejce. Nie radziły sobie zwłaszcza starsze osoby. Największym problemem dla każdego był wybór opcji wizyty, ponieważ jest ich kilka (np. "R" oznacza różnego rodzaju urazy ciała).
SOR w Lubinie. Nie każdy potrafi się tam odnaleźć
— Pacjent, często zestresowany, chory lub przestraszony, musi najpierw odnaleźć się w systemie przypominającym obsługę klienta w urzędzie — słyszę w kolejce. Owszem, kolejność przyjęć na SOR musi wynikać ze stanu zdrowia, a nie czasu przybycia. Jednak sposób komunikacji i organizacji pozostawia wiele do życzenia.
Dla wielu osób już na wejściu problemem jest brak jasnych informacji o przebiegu procedury, przewidywanym czasie oczekiwania czy powodach, dla których inni pacjenci są przyjmowani wcześniej. W efekcie narasta frustracja i poczucie niesprawiedliwości. Zdarza się również, że pacjenci są odsyłani między stanowiskami lub otrzymują zdawkowe odpowiedzi, co w sytuacji silnego stresu i złego samopoczucia tylko pogłębia chaos. Tymczasem krótka, rzeczowa informacja oraz czytelna organizacja mogłyby znacząco ograniczyć napięcie i poprawić odbiór całego procesu, nawet jeśli sam czas oczekiwania pozostałby taki sam.
Następnie rejestracja. Dane osobowe zostają zapisane, a później przychodzi czas na triaż. I właśnie tutaj pojawia się jeden z najbardziej niepokojących elementów tej wizyty. Przy kilkudziesięciu osobach oczekujących, pacjent jest pytany o bardzo prywatne informacje dotyczące zdrowia i okoliczności zdarzenia. — To trochę krępujące, każdy chyba słyszał, że syn tej pani, po alkoholu, złamał sobie nos — komentuje mój znajomy.
W czasach, gdy tak wiele mówi się o ochronie danych osobowych i prawach pacjenta, trudno zaakceptować sytuację, w której najważniejsze informacje o stanie zdrowia stają się mimowolnie publiczne.
SOR w Lubinie. Pięć godzin oczekiwania na pomoc
Po sprawdzeniu podstawowych parametrów życiowych słyszymy : proszę czekać pod gabinetem. I czekamy. Wokół jakieś pięćdziesiąt osób. Jedni przyszli z bólem, inni z urazami, jeszcze inni z objawami, których nie potrafią zinterpretować.
Obok na wózku siedzi starszy pan z opatrunkiem na łuku brwiowym. Jego żona opowiada, że spadł ze schodów.
Na korytarzu SOR-u ciche jęki pacjentów, które mieszają się z wyciem karetek przywożących kolejnych ludzi walczących o życie. W tle słychać też rozmowy. — Kiedyś była izba przyjęć i było zdecydowanie lepiej. Dziś jest więcej chaosu niż nadziei — mówi mi starsza pani, która towarzyszy mężowi.
Wreszcie głos z głośnika wyczytuje numerek mojego znajomego i chory wchodzi do gabinetu. Na chwilę pojawia się u mnie poczucie ulgi, że lekarz sprawdzi, co złego dzieje się z poważnie złamaną ręką i założonym na nią gipsie. Za chwilę już wszystko jasne — za dwa tygodnie została zaplanowana operacja zespolenia odłamków.
Przed pierwszą w nocy wychodzimy z kartą informacyjną i zaleceniem, by następnego dnia rano stawić się na wizytę kontrolną. Łącznie na SOR spędziliśmy pięć godzin.
SOR powinien dawać poczucie bezpieczeństwa. Największy kłopot: słaby przepływ informacji
Nie chodzi o atakowanie lekarzy, pielęgniarek czy ratowników. To ludzie pracujący pod ogromną presją, w warunkach niedoboru personelu i przy stale rosnącej liczbie pacjentów. Ale właśnie dlatego organizacja oddziału ma tak wielkie znaczenie.
Największym problemem nie jest samo oczekiwanie. Pacjent może zrozumieć, że przypadki cięższe muszą być przyjęte szybciej. Problemem jest, z mojego punktu widzenia, kiepski przepływ informacji.
Wysłaliśmy pytania do dyrekcji Regionalnego Centrum Zdrowia w Lubinie dotyczące procesu triażu. Do chwili publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Gdy ją otrzymamy, natychmiast ją opublikujemy.