RAK
    Polskie wesela w latach 90. Zamiast luksusowych sal była "budka", kiełbasa z własnej maszynki i sąsiedzi do pomocy

    Polskie wesela w latach 90. Zamiast luksusowych sal była "budka", kiełbasa z własnej maszynki i sąsiedzi do pomocy

    1845 odsłon
    Polskie wesela w latach 90. Zamiast luksusowych sal była "budka", kiełbasa z własnej maszynki i sąsiedzi do pomocy

    Dziennikarz i wydawca Fakt.pl

    W kuchni od rana pracowała ciężka, ręczna maszynka do mięsa. Ktoś kręcił korbą, z drugiej strony do jelit powoli wsuwała się świeża kiełbasa. Obok stygła pasztetowa, ktoś inny doprawiał kaszankę, a z garnka unosiła się para. Aromat domowych wyrobów wypełniał cały dom, po otwarciu drzwi, uciekał na podwórko. Czuć go było jeszcze zanim przekroczyło się bramę.

    639202503336510283.jpg Foto: Archiwum prywatne Ten artykuł jest częścią cyklu "Lata 90. bez filtra", w którym na łamach Onetu, "Newsweeka", "Forbesa", Business Insidera, Medonetu, Auto Świata, Komputer Świata i "Faktu" wracamy do wydarzeń, zjawisk i codzienności tamtej dekady. Bez idealizowania i bez łatwych ocen.

    Zanim pojawiły się eleganckie sale weselne, fotobudki i firmy organizujące każdy szczegół uroczystości, wesele było wspólnym dziełem całej rodziny. Ktoś budował salę z desek, ktoś robił kiełbasę, ktoś piekł tort, a sąsiad pożyczał stoły i krzesła. W tym tekście wracamy do weselnych historii z Polski lat 90. Od Białegostoku, gdzie panna młoda sama malowała się przed lustrem i zakładała suknię uszytą przez kuzynkę, po świętokrzyską wieś, gdzie wesele zaczynało się już w środę od budowy drewnianej sali.

    To opowieść o czasach, gdy największą atrakcją nie był ciężki dym ani pokaz fajerwerków, ale ludzie: ich pomoc, śpiew przy stołach i zapach domowych wyrobów, który było czuć jeszcze przed wejściem na podwórko.

    Lata 90. bez filtra Białystok 1992

    Panna młoda właśnie wróciła od fryzjera. Przed lustrem sama malowała oczy niebieskimi cieniami, nakładała tusz do rzęs, puder i pomadkę. Makijażystek jeszcze praktycznie nie było. Suknię uszyła kuzynka według własnego projektu. Za to bukiet z białych storczyków kosztował więcej niż sama kreacja.

    Świętokrzyska wieś, początek lat 90.

    Na jednym podwórku sąsiedzi kończyli zbijać z desek prowizoryczną salę weselną. Rozciągali plandeki, wstawiali prowizoryczne okna, ściany ozdabiali brzozowymi gałęziami i kolorową bibułą. Za kilka dni wielki dzień. Dziś Karol wciąż ma przed oczami pełnię księżyca odbijającą się nad łąkami, mgłę unoszącą się nad trawą i dźwięki kapeli, które razem ze śmiechem oraz okrzykami weselników płynęły przez noc, niosąc się po okolicznych łąkach.

    Polskie wesela z lat 90.

    Choć Polska szybko się zmieniała, jeszcze przez pierwszą połowę lat 90. wesela wyglądały bardzo podobnie do tych z końcówki PRL-u. Zwłaszcza poza dużymi miastami. — Do mniej więcej połowy lat 90. moda i obyczaje praktycznie się nie zmieniły. Dopiero później zaczęły pojawiać się lokale weselne i wszystko zaczęło wyglądać inaczej — wspomina Karol Kwiatek z Rzepina.

    Wesele rodziny Karola z Rzepina. Wesela budowało się od środy

    Na świętokrzyskiej wsi przygotowania zaczynały się na kilka dni przed ślubem. Już w środę na podwórko zajeżdżały elementy drewnianej konstrukcji, która miała zastąpić salę weselną. Mężczyźni zbijali deski, rozciągali plandeki i montowali prowizoryczne okna. Ktoś wbijał kolejne gwoździe, ktoś przynosił młotek, ktoś poprawiał przekrzywione słupy. Dzieci kręciły się między dorosłymi, podając drobiazgi albo po prostu z zaciekawieniem obserwując całe zamieszanie.

    Kiedy konstrukcja była gotowa, przychodził czas na dekoracje. Z pobliskiego zagajnika przywożono młode brzozy. Ich gałęzie oplatały wejście i ściany. Pomiędzy nimi zawieszano kolorowe paski bibuły. Na wielkich kartkach papieru ręcznie malowano napisy z życzeniami dla pary młodej. Malunki wisiały w centralnym miejscu wesela — tuż nad głową nowożeńców. Balony też się zdarzały, ale nie zawsze udało się je wcześniej kupić. Na wsi dostęp do takich rzeczy był ograniczony. Większe zakupy wymagały wyprawy do oddalonego o kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów miasta.

    Wesele rodziny Karola z Rzepina. W Białymstoku wszystko wyglądało skromniej, ale opierało się na tej samej zasadzie — zrobić jak najwięcej własnymi siłami. Elżbieta nie zamawiała dekoratorek ani florystek. Sama przygotowała niewielkie bukieciki na stoły. Kwiaty, które później ozdabiały wnętrze, pochodziły głównie od gości.

    Przygotowania panny młodej również wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Nie było harmonogramów rozpisanych co do minuty ani kilkuosobowego zespołu specjalistów. Była jedna wizyta u fryzjera.

    Pani Elżbieta pamięta dokładnie salon przy ulicy Ciepłej w Białymstoku. Umówiła się na konkretną godzinę, uczesano ją i wróciła do domu. Tam sama zrobiła sobie makijaż, nałożyła białą suknię i czekała na przyszłego męża, który przyjechał po nią własnym samochodem. Auto nie było udekorowane kokardami ani kwiatami.

    Elżbieta w dniu swojego ślubu w Białymstoku. Największą dumą była suknia. Nie dlatego, że pochodziła z drogiego salonu. Wprost przeciwnie. Uszyła ją kuzynka. Panna młoda sama wybrała fason i tłumaczyła, jak ma wyglądać każdy detal. Materiał kosztował niewiele. Droższy był bukiet z białych storczyków.

    Dom, który jeszcze nie był domem

    Po ślubie goście nie pojechali do restauracji. Wesele wyprawiono w dopiero budowanym domu na białostockich Starosielcach. Nie było jeszcze podłóg. Na środku dużego salonu ustawiono pożyczone stoły. Pan młody własnoręcznie zrobił ławy. Krzesła zebrano od rodziny i sąsiadów. W jednym pomieszczeniu usiadło około trzydziestu osób.

    To właśnie tam zaczynało się wspólne świętowanie. Liczyło się, że wszyscy zmieszczą się przy jednym stole.

    Jedzenie również powstawało wspólnymi siłami. Panna młoda razem z koleżanką i dwiema sąsiadkami przygotowywała rybę faszerowaną, flaki i zimne przekąski. Były sałatki, wędliny i obowiązkowo biała wódka.

    Elżbieta. Na świętokrzyskiej wsi wyglądało to podobnie, tylko na znacznie większą skalę. Jedni wyrabiali kiełbasę, inni gotowali rosół, ktoś piekł tort, sąsiadka przygotowywała kluski. Nie było osobnych stołów ze słodkościami czy swojskimi wyrobami. Wszystko ustawiano razem na jednym długim blacie. Obok półmisków z mięsem stały ciasta z cukierni, w której pracowała panna młoda, sałatki i butelki z wódką. Każdy dokładał coś od siebie. I właśnie wtedy dom pachniał najmocniej. Świeżo uwędzone mięso, pieprz, majeranek, czosnek i dym z wędzarni wypełniały wszystkie pomieszczenia. Kiedy ktoś otwierał drzwi, aromat natychmiast wydostawał się na zewnątrz. Goście jeszcze nie zdążyli wejść do środka, a już wiedzieli, co czeka ich na stołach. — Tego zapachu nie da się opisać — wspomina Karol.

    Ślub rodziny Karola z Rzepina. Kiedy orkiestra robiła przerwę, śpiewali goście

    Muzyka zaczynała się jeszcze zanim wszyscy zasiedli do stołów. Do Białegostoku przyjechało trzech muzyków — akordeonista, skrzypek i trębacz. Nie grali przez całą noc. Kilka utworów na powitanie, kilka do tańca, a później miejsce żywych instrumentów zajmowały płyty.

    Wśród największych przebojów nie mogło zabraknąć "Mydełka Fa". Piosenka była wtedy wszędzie — w radiu, na prywatkach i weselach. Dziś wraca głównie jako żart albo ukłon w stronę starszych gości. Wtedy była po prostu hitem.

    Na świętokrzyskiej wsi orkiestra grała znacznie dłużej. Składała się z miejscowych muzyków. Grali u jednej siostry pana Karola, później u drugiej, a po latach również na jego własnym weselu. Taka kapela potrafiła zagrać niemal wszystko, o co poprosili goście — od ludowych przyśpiewek po największe przeboje tamtych lat. Tego wszechstronnego repertuaru często brakowało już wielu nowym kapelom powstającym w późniejszych latach.

    Wesele rodziny Karola z Rzepina. Kiedy muzycy schodzili na obiad albo papierosa, cisza trwała najwyżej chwilę. Ktoś zaczynał śpiewać. Za moment dołączał kolejny głos, potem następny. Po kilku minutach śpiewała już cała sala. Nie potrzebowali mikrofonów ani ekranów z tekstem. Większość piosenek znali na pamięć. Karol do dziś pamięta instrumentalną "Lambadę" graną przez orkiestrę.

    Atrakcją byli ludzie

    Dzisiaj na weselnych gości nierzadko czekają fotobudki, ciężki dym, pokazy fajerwerków czy drink bary. Na początku lat 90. takich atrakcji praktycznie nie było. Największą atrakcją byli... sami goście i autobus, którym jechali z kościoła na wesele. Tydzień wcześniej trzeba było też pojawić się w Urzędzie Stanu Cywilnego. Ślub konkordatowy zaczął obowiązywać dopiero w 1998 r.

    Ślub cywilny siostry Karola. Starsze ciotki wyciągały do tańca młodszych kuzynów. Wujkowie śpiewali przy stołach. Zmęczone całodziennym bieganiem dzieci zasypiały na zsuniętych krzesłach albo w pokojach. Rozmowy mieszały się z muzyką, stukotem talerzy i śmiechem.

    Elżbieta nie pamięta oczepin ani wymyślnych zabaw. Były tańce, rozmowy i wspólne świętowanie. Wesele skończyło się około trzeciej nad ranem.

    Na wsi zabawa trwała jeszcze dłużej. Ale samo wesele nie kończyło się wraz z ostatnim tańcem. Kiedy goście wracali do domów, zostawała jeszcze drewniana konstrukcja, stoły i ławy. Przez kolejne dni wszystko trzeba było rozebrać, posegregować i oddać właścicielom. W pewnym sensie całe wesele trwało od środy do środy. Tak właśnie zapamiętał je Karol.

    Koperta? Rzadko. Lepiej było dostać żelazko

    W tamtych czasach młodzi nie wychodzili z wesela z plikiem kopert. Znacznie cenniejsze były rzeczy, których brakowało w domu. Porcelanowy serwis obiadowy. Komplet talerzy. Haftowane obrusy. Pościel. Szlafrok. Żelazko ze spryskiwaczem, które dla wielu było wtedy nowinką techniczną. Takie prezenty miały służyć przez lata.

    Elżbieta do dziś przechowuje część zastawy, którą dostała od współpracowników. Ma też obrusy podarowane na ślub. Kiedy je wyciąga, wracają wspomnienia tamtego dnia.

    Elżbieta. Jest jeszcze jeden szczegół, który dziś wydaje się niemal nieprawdopodobny. Prezenty nie były podpisywane. Dopiero po weselu młoda para otwierała kolejne paczki i próbowała odgadnąć, kto podarował komplet filiżanek, a kto elegancką pościel. Bywało, że zagadka pozostawała nierozwiązana.

    Sąsiad nie pytał, ile zapłacisz

    Kiedy trzeba było przygotować wesele, nikt nie zastanawiał się, czy ma czas. Sąsiadka piekła tort. Inna gotowała kluski. Ktoś pożyczał stoły, ktoś przywoził krzesła. Mężczyźni stawiali weselną salę. Dziewczyny kroiły warzywa do sałatek. Nastolatki biegały z talerzami. Kelnerkami zostawały sąsiadki i ich córki. Nie ustalały stawek. Po prostu pomagały.

    Karol mówi wprost, że w latach 90. wesela były wydarzeniami całej wsi. Integrowały mieszkańców. Nie tylko dlatego, że zapraszano więcej osób. Ludzie czuli, że uczestniczą w czymś wspólnym jeszcze zanim wybrzmiał pierwszy toast. Razem stawiali salę, gotowali, sprzątali, a potem bawili się do rana. Widać to doskonale na zdjęciach, które zachowały się do tej pory. Niestety nie ma nagrań. Kamerzystę rzadko jeszcze można było spotkać na weselach.

    Karol i nostalgia lat 90. Rozmówcy nie pamiętają już, ile kosztowała kiełbasa, ile butelek wódki stało na stołach ani jakie dokładnie podano drugie danie. Za to bez wahania wracają do wspomnień, których nie da się kupić za żadne pieniądze.

    /14

    Autor: - Źródło: Archiwum prywatne Oryginalne ID: 639202503336510283.jpg 1. Meta tytuł: 2. Meta opis: 3. Opis ze zdjęcia: 4. Data ekspiracji: 5. Cena specjalna: 6. Czy ryczałt: NIE 7. Tagi: Lata 90. bez filtra,wesele,ślub,retro 8. Komentarz fotoedytora: 9. Oryginalna nazwa pliku: 639198827819308212.jpg_sklejka2.jpg

    /14

    Obok stygła pasztetowa, ktoś doprawiał kaszankę, a z garnka unosiła się para. Aromat domowych wyrobów mieszał się z dymem i przyprawami. Wypełniał cały dom, a kiedy otwierały się drzwi, uciekał na podwórko. Czuć go było jeszcze zanim przekroczyło się bramę.

    /14

    Zanim pojawiły się eleganckie sale weselne, fotobudki i firmy organizujące każdy szczegół uroczystości, wesele było wspólnym dziełem całej rodziny. Ktoś budował salę z desek, ktoś robił kiełbasę, ktoś piekł tort, a sąsiad pożyczał stoły i krzesła.

    /14

    W tym tekście wracamy do kilku niezwykłych historii z Polski lat 90. Od Białegostoku, gdzie panna młoda sama malowała się przed lustrem i zakładała suknię uszytą przez kuzynkę, po świętokrzyską wieś, gdzie wesele zaczynało się już w środę od budowy drewnianej sali.

    /14

    To opowieść o czasach, gdy największą atrakcją nie był ciężki dym ani pokaz fajerwerków, ale ludzie: ich pomoc, śpiew przy stołach i zapach domowych wyrobów, który było czuć jeszcze przed wejściem na podwórko.

    /14

    Tak wyglądały polskie wesela na początku lat 90.

    /14

    Zanim pojawiły się eleganckie sale, dekoratorzy i firmy cateringowe, ślub organizowała rodzina, sąsiedzi i znajomi.

    /14

    Każdy miał swoje zadanie. Jedni budowali weselną "budę", inni piekli tort, gotowali rosół albo robili domową kiełbasę. Ktoś pożyczał stoły, ktoś przynosił krzesła. Nikt nie pytał, ile za to dostanie.

    /14

    Choć Polska szybko się zmieniała, wesela jeszcze przez pierwszą połowę lat 90. wyglądały bardzo podobnie do tych z końcówki PRL-u.

    /14

    Zwłaszcza poza dużymi miastami. — Do mniej więcej połowy lat 90. moda i obyczaje praktycznie się nie zmieniły.

    /14

    Dopiero później zaczęły pojawiać się lokale weselne i wszystko zaczęło wyglądać inaczej — wspomina Karol Kwiatek z Rzepina.

    /14

    /14

    /14

    Co myślisz o Fakcie?

    Masz ciekawy temat? Napisz do nas list!

    Kulisy śledztwa w sprawie Jowity Zielińskiej. "Nie wykluczam, że policja popełniła błąd"

    "Zadzwoniłam w dniu jej 18. urodzin. Nie odebrała". Matka od czterech lat nie widziała córki

    62-letni Lenny Kravitz zawstydza młodszych. Trener ujawnił sekret jego niezwykłej formy

    Miliony młodych mężczyzn brały z nich przykład. Prokuratorzy twierdzą, że za sukcesem krył się mroczny system

    Messi ma 39 lat, a wciąż niszczy rywali. Pokazali jego trening. Ten szczegół zdradza sekret jego siły

    Uciekłam przed Putinem, ale jego wyrok wciąż mnie ściga. Jestem poszukiwana przez Rosję

    Jedna noc może zmienić wszystko. Psycholog ujawnia kulisy zdrady i mówi, kiedy trzeba wyznać prawdę

    To miał być największy triumf Putina. Dziś jego ukochany Krym zamienia się w kosztowny koszmar

    Pojechałam tam, gdzie latem zakłada się bluzę. "Coolcation" to nowy sposób na urlop

    Miliony Polaków jedzą to codziennie. Naukowcy sprawdzili, czy naprawdę chroni przed rakiem

    Botoks ma konkurencję? Dermatolog wyjaśnia, które metody odmładzania działają

    Anna Lewandowska boi się o córki po przeprowadzce. Psycholog wyjaśnia, co przeżywają dzieci

    To może zmienić podejście do urazów w sporcie. ADHD wskazane jako ważny czynnik ryzyka

    Haaland zdradził, co je każdego dnia. Dietetyk obala część jego przekonań

    Anne Hathaway zaskoczyła. Nie bikini, a strój z filtrem UV. Dermatolog ujawnia, czy to ma sens

    "Nikt mu nie pomógł". Prawnik pasażera Ryanaira, który omal nie wypadł z samolotu, ujawnia kulisy dramatu

    "Chciała po prostu być kochana". Trafiła na swoją oprawczynię. Dostała 93 ciosy nożem

    Zabił żonę maczetą na oczach świadków. Wkrótce miała zostać babcią. Wstrząsające kulisy zbrodni

    Nawet 200 tys. dolarów za nowy paszport. Rosjanie lecą na egzotyczne wyspy, ale nie na urlop

    Koroniewska i Socha o wakacyjnej rozłące z dziećmi. "Mamo, zabierz mnie stąd". Ekspertka radzi, jak reagować

    16 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek. Mama zdobyła się na przejmujący apel do osoby, która zna prawdę

    Otwarte małżeństwo miało nas uratować. Zakochałam się w innym mężczyźnie i straciłam wszystko

    "Potem moja matka zmarła i straciliśmy wszelki kontakt". Dlaczego rodzeństwo oddala się od siebie?

    Gwiazda "Stranger Things" przeżyła koszmar za kulisami sławy. Jeden człowiek pomógł jej pokonać ataki paniki

    Wojna wymknie się spod kontroli? Nowe rosyjskie drony z AI same wybierają ofiary

    Kulisy aresztu syna norweskiej księżnej. Inni więźniowie mogą tylko pomarzyć o takim traktowaniu

    Lekarka zdradza sposób na wolniejsze starzenie. "Wystarczy 15 minut dziennie"

    Szokujące kulisy śmierci gwiazdy fitness. "Konsumpcja złota" miała całkowicie go zmienić

    Znali ich policjanci i lekarze. Wszyscy widzieli sygnały ostrzegawcze. Chwilę później polała się krew

    Miliony kobiet stosują te środki. Naukowcy odkryli niepokojący związek z guzem mózgu

    George Clooney nie walczy z wiekiem. Kulisy jego niezwykłej formy i prosty sposób na zdrowie

    Rosja Putina zaczyna pękać. Kulisy kryzysu, którego Kreml nie chce pokazać światu

    Czytaj cały artykuł u źródła — Celebrities Polska (gnews)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era