
0:00
Oficjalnie Rosja ma 26 języków urzędowych (choć tylko jeden na szczeblu federealnym), a kolejne dziesiątki języków są uznawane przez władze. W rzeczywistości Federacja od lat kontynuuje politykę systemowej rusyfikacji, w której rosyjski jest spoiwem całego kraju, a mowy mniejszościowe – wyłącznie lokalnym kolorytem.
Jakub Mirowski
Na początku studiów filologii tureckiej trafił nam się egzotyczny przedmiot: zajęcia porównawcze z gramatyki na podstawie języka czułymskiego. Czułymski, jak wyjaśniła nam prowadząca profesorka, jest mową rdzenną Czułymów, ludu zamieszkującego obszary środkowej Syberii, dziś liczącego sobie niecałe 400 osób. Językiem już wtedy, a więc dekadę temu, posługiwało się płynnie mniej niż 30 ludzi, w większości w podeszłym wieku. Dlatego też nikt z nas nie uczył się go po to, by kiedykolwiek się w nim porozumieć, a po to, by wyłapywać narosłe przez lata różnice w wymowie czy przyrostkach.
Nikt też za bardzo nie zastanawiał się, dlaczego Czułymów jest ponad dziesięciokrotnie więcej, niż osób znających język. Bo i nie jest to żadna zagadka: pewnie znacie jej rozwiązanie, nawet jeśli o czułymskim usłyszeliście po raz pierwszy w życiu w poprzednim akapicie. To plon wieków kolonializmu i dekad rusyfikacji. Czułymskiego uratować się nie da; nie wiem zresztą, ilu jego użytkowników z tamtej niecałej trzydziestki przed kilkunastoma laty przeżyło do dziś.
Ale bez liku innych rdzennych języków Rosji ma szanse na przyszłość, choć rząd w Moskwie, który szczególnie po rozpoczęciu wojny w Ukrainie skręcił ostro w stronę totalitaryzmu, z pewnością w tym nie pomaga. Tym razem jednak Kreml nie posługuje się agresywną rusyfikacją, a raczej systemowym spychaniem każdej mowy poza rosyjską na margines.