
Pół tysiąca litrów alkoholu. Tyle zostało w sejmowych lodówkach po wprowadzeniu prohibicji - informuje "Fakt". Zgodnie z przepisami kancelaria nie może go ani sprzedać, ani pozwolić parlamentarzystom wypić. Znalazło się jednak trzecie wyjście.
Marszałek Włodzimierz Czarzasty po serii "alkoholowych incydentów", których głównymi bohaterami byli parlamentarzyści, podjął decyzję o wprowadzeniu zakazu spożywania alkoholu. Jak wówczas zaznaczał polityk, posłowie powinni dać dobry przykład. - Trudno jest informować społeczeństwo o konieczności zakazu sprzedaży w stacjach benzynowych, konieczności zakazu sprzedaży w nocy alkoholu, nie dając przykładu ze strony Sejmu, czyli od strony tych osób, które takie prawo będą uchwalały — zaznaczał.
Jak się okazało, sejmowe piwniczki były pełne . Znajduje się w nich około 500 litrów różnorakiego alkoholu. - Zostanie on odpowiednio zadysponowany - kancelaria odpowiedziała na pytanie dziennika.
Piwo trafi do parlamentarnej kuchni i będzie dodawane w trakcie przygotowywania posiłków . Ma bowiem zwykle krótszy niż mocniejsze artykuły, termin przydatności do spożycia.
Reszta alkoholu, a więc np. wina, będą wykorzystywane podczas spotkań organizowanych przez Kancelarię Sejmu. Oczywiście zgodnie z obowiązującymi zasadami protokołu.
Jak zaznaczają "Faktowi" pracownicy Sejmu , żadna partia nie trafiła do utylizacji .
opr. aw