
0:00
Plan pokojowy z Iranem to akt kapitulacji Trumpa. W tym samym czasie rosyjskie postępy w Ukrainie niemal się zatrzymały, a Ukraina niemal codziennie uderza dronami w Moskwę. Pomimo wszystkich różnic istnieje zaskakująca paralela pomiędzy tymi dwoma konfliktami.
Tomasz Makarewicz
Na początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku wielu komentatorów zakładało, że Ukraina musi zwyczajnie tę wojnę przegrać. Bo jest mniejsza i słabsza.
W optyce wielu ekspertów małe państwa nie mają szans w starciu z supermocarstwami. W dodatku sprzyjający Moskwie komentatorzy do dziś lubią pisać o „specyficznej mentalności Rosjan”, którzy mają być gotowi do wszelkich poświęceń, aby uniknąć porażki.
Dziś widzimy, że było to zgubne myślenie.
A historia jest pełna przykładów sytuacji, kiedy małe państwa niespodziewanie ucierały nosa znacznie silniejszym mocarstwom, od zwycięstw greckich Polis nad Persami pod Maratonem i Salaminą, przez udane powstanie Szkotów na początku XIV wieku i grecką kontrofensywę w Albanii przeciw Włochom w 1941 roku, aż po kryzys o kanał Sueski i wojnę w Algierii jako symboliczny koniec brytyjskiego i francuskiego imperializmu.
Dla mocarstw to ważna lekcja: konfliktów z małymi krajami nie wygrywa się „z automatu”, a do tego formalne zwycięstwo może w dłuższej perspektywie okazać się zatrutym owocem.