RAK
    Prezydent straci władzę w Serbii? Wykonał "strategiczny ruch"

    Prezydent straci władzę w Serbii? Wykonał "strategiczny ruch"

    2752 odsłon
    Prezydent straci władzę w Serbii? Wykonał "strategiczny ruch"

    Aleksandar VuczićŹródło zdj. gł.: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA 1 listopada 2024 roku. Zadaszenie nad wejściem na dworzec kolejowy w Nowym Sadzie nagle spada na przechodniów . W katastrofie zginęło 16 osób. Budynek kilka miesięcy wcześniej został oddany do użytku po modernizacji.

    W reakcji wybuchają protesty zapoczątkowane przez studentów. Demonstranci domagają się rozliczeń i wglądu w dokumenty z remontu. Odpowiedzialnością za katastrofę obarczają skorumpowaną władzę.

    Dworzec kolejowy w Nowym Sadzie nazajutrz po katastrofieŹródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA Wkrótce protesty nabierają antyrządowego charakteru i wybuchają w całej Serbii . W szczytowym momencie stają się historyczne, przebijając skalą te, które doprowadziły do obalenia Slobodana Miloszevicia ponad 25 lat temu. Z różnym stopniem nasilenia demonstracje trwają do dziś. Jedno z żądań to natychmiastowe rozpisanie przedterminowych wyborów.

    Rocznica katastrofy w Nowym Sadzie (1.11.2025 r.)Źródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA Po ponad półtora roku od tragicznych wydarzeń w Nowym Sadzie rządzący Serbią prezydent Aleksandar Vuczić ogłosił, że ustąpi ze stanowiska "w ciągu kilku tygodni", a w kraju dojdzie do przyspieszonych wyborów . Lecz nasi rozmówcy, znawcy Bałkanów, wskazują, że zapowiedź Vuczicia w żadnym stopniu nie jest oznaką uległości.

    Aleksandar Vuczić zamierza ustąpić jako prezydent Serbii. "Ucieczka do przodu"

    • To strategiczny ruch, który ma pomóc mu utrzymać się przy władzy - ocenia w rozmowie z tvn24.pl decyzję serbskiego prezydenta dr Zuzanna Sielska (Instytut Europy Środkowej i Wschodniej Fundacja Trójmorza), autorka książki "Zrozumieć Bałkany". Jej zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że Vuczić spróbuje poprowadzić swoją partię do kolejnego wyborczego zwycięstwa i wrócić na fotel premiera.

    Nie byłby w tym pionierem. Taki manewr udał się za wschodnią granicą Serbii. Prezydent Bułgarii Rumen Radew zrezygnował z urzędu, a następnie w kwietniu wygrał wybory parlamentarne i został szefem rządu.

    Zrezygnował z funkcji prezydenta. Zwycięstwo w wielkim stylu

    Według Adama Balcera, politologa, dyrektora programowego w Kolegium Europy Wschodniej, serbski obóz rządowy próbuje zastosować "ucieczkę do przodu" i "zaskoczyć" podzieloną opozycję. Jego zdaniem ustępujący prezydent mocno zaangażuje się w kampanię wyborczą. - Ta walka będzie bardzo zacięta. Z ich perspektywy wszyscy muszą położyć ręce na pokład - dodaje.

    Sielska uważa, że swoją decyzją Vuczić stawia politycznych przeciwników pod ścianą. Z jednej strony jest sfragmentaryzowana opozycja parlamentarna. Z drugiej najpoważniejsza, według naszej rozmówczyni, siła mogąca odsunąć ugrupowanie prezydenta od władzy, czyli ruch protestu.

    Jak Serbią rządzi Vuczić?

    Vuczić sprawuje nieprzerwanie władzę od 14 lat, na początku jako wicepremier i minister obrony, a od 2014 roku jako szef rządu. Trzy lata później został wybrany na prezydenta, a kierowana przez niego Serbska Partia Postępowa pozostaje głównym członem rządowej koalicji.

    Co charakteryzuje rządy Vuczicia? - Klientelizm, nepotyzm , kleptokracja, złodziejstwo i defraudacje na wielką skalę, brak transparentności, bardzo wysoki poziom korupcji, upolitycznione media od lokalnych po centralne - wylicza Balcer. Serbską ekipę rządową określa "wyborczą autokracją", a samą partię Vuczicia jako "wodzowskie ugrupowanie" i formację "big tent" [ang. wielki namiot] mającą skupiać wyborców o szerokiej gamie poglądów. Ponadto stwierdza, że tworzą ją "miękcy nacjonaliści i populiści".

    Demonstrantka trzyma kartkę z wizerunkiem Aleksandara Vuczicia i podpisem "kłamca" (27.01.2026 r.)Źródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA Nasz rozmówca zwraca uwagę, że mimo nacjonalistycznych zapędów, rząd "stara się integrować i włączać do elity politycznej przedstawicieli mniejszości narodowych". - Ale jak trzeba zderzyć się z Chorwacją , Bośnią czy Kosowem, to wtedy uruchamia się etniczny, serbski nacjonalizm projektowany na zewnątrz - zastrzega.

    Sielska określa prezydenta Serbii jako "polityka autorytarnego", skłonnego brutalnie tłumić opór. - Wpływa też instytucjonalnie na wybory, bo bardzo dużo osób zatrudnionych w publicznych instytucjach i administracji boi się, że kiedy Vuczić straci władzę, to oni też ją stracą - dodaje. Ponadto według niej polityk "zbytnio sobie nie radzi" z kilkoma sprawami. - Z pogarszającą się służbą zdrowia, z dość wysokim bezrobociem, ale także z rosnącą inflacją - wymienia ekspertka.

    Serbska policka pacyfikuje protestującego (28.06.2025 r.)Źródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA Vuczić zachowuje zarazem swój twardy elektorat, któremu podoba się "polityka lawirowania między Rosją, Unią Europejską, Chinami i USA". - Serbia na tym korzysta. Jest obecnie największym beneficjentem przedakcesyjnych funduszy z Unii Europejskiej - zwraca uwagę Sielska. Poza tym z Rosji czerpie surowce energetyczne, a z Chin napływają nowoczesne technologie i inwestycje w infrastrukturę. Modernizacja dworca w Nowym Sadzie była jedną z nich.

    Jak wskazuje Balcer, serbska władza stara się prezentować jako ta, która na wzór Josipa Broz Tito, komunistycznego przywódcy Jugosławii od II wojny światowej do śmierci w 1980 roku, "gra na kilku fortepianach", "boksuje powyżej swojej wagi" i jest regionalnym liderem. - Jeżeli spojrzelibyśmy na cały dorobek Vuczicia, to były okresy, w których był w stanie pragmatycznie współpracować z państwami regionu pod względem ekonomicznym. Oczywiście kluczową sprawą i społecznie wielkim problemem nie do przejścia jest uznanie Kosowa, ale były dawniej okresy lepszych relacji z Kosowem - uzupełnia.

    Demonstrujący z flagą Serbii (27.01.2026 r.)Źródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA Republika Kosowa wybiła się na niepodległość w 2008 roku. Serbia nie uznaje jej państwowości i oficjalnie traktuje jako swoją prowincję. Normalizacja stosunków z Kosowem to jeden z warunków serbskiej akcesji do Unii Europejskiej. Od 14 lat Serbia ma status państwa kandydującego do wspólnoty.

    Możliwy "gamechanger"

    Zanim Vuczić straci władzę, musi mieć z kim przegrać. Z ruchu protestu ma się dopiero wyłonić organizacja, która wystartuje w przedterminowych wyborach. Tymczasem od ponad 18 miesięcy demonstranci nie wyklarowali nawet swojego przywództwa. Stoją bowiem przed trudnym dylematem.

    Jak tłumaczy Sielska, gdyby liderem nowej formacji został sprawdzony już polityk, mogłoby to zniechęcić do głosowania osoby popierające protesty ze względu na ich oddolny i społeczny charakter. Z kolei przy niedoświadczonym politycznie i wyniesionym z ludu przywódcy nie ma gwarancji, że zdołałby on skonstruować wyborczą koalicję, a po wyborach rząd. - Jest mnóstwo podobnych i problematycznych kwestii. W przedwyborczym trybie i w krótkim czasie będzie ciężko je rozwiązać. Wydaje mi się, że w ten sposób Vuczić chciał wywołać chaos, zmusić swoich oponentów do działania pod presją oraz doprowadzić do niemożności podjęcia przeanalizowanych i dobrych decyzji - uważa.

    • Pamiętajmy też, że ruch protestu nie jest w pełni prozachodni. Tworzą go różne osoby niezadowolone z rządów Vuczicia. To nie znaczy zarazem, że mają jednolite preferencje dotyczące chociażby spraw międzynarodowych - przestrzega.

    Protesty w Serbii (23.05.2026 r.)Źródło zdjęcia: ANDREJ CUKIC/PAP/EPA

    • Sondaże pokazują, że "gamechangerem" byłby jeden, szeroki blok opozycji ze studentami. To będzie bardzo trudne do zrobienia. Szczególnie, że jak rozmawiałem z protestującymi studentami, to słyszałem od nich, że "gardzą" politykami parlamentarnej opozycji i się z tym nie kryją – mówi Adam Balcer.

    Nie wyklucza, że dojdzie do bojkotu wyborów przez część protestujących. Ci stawiają warunek, żeby proces wyborczy był uczciwy. - W ostatnich wyborach w Serbii było z tym naprawdę kiepsko. Władza ma znacznie więcej pieniędzy, które wyciąga z państwowego budżetu, kontroluje media, a oprócz tego dochodziło w przeszłości do nieprawidłowości przy urnach - uzupełnia.

    Balcer ocenia, iż jest "pewne prawdopodobieństwo” odsunięcia Vuczica od władzy, ale na ten moment nie daje na to dużych szans. - Na pewno ekipa rządowa osłabła, ale poza dużymi miastami: Belgradem, Niszem i Nowym Sadem, są nadal mocni na prowincji - wskazuje.

    Jako jeden z możliwych scenariuszy uznaje, że obóz ustępującego prezydenta spróbuje w jakimś stopniu sfałszować wybory, co doprowadzi do kolejnego zrywu wśród protestujących. - Czy zostanie przekroczona masa krytyczna, która doprowadzi do upadku Vuczicia?Teraz bardzo trudno sobie to wyobrazić- zaznacza.

    Politolog stosuje też porównanie do kwietniowych wyborów na Węgrzech, w których Peter Magyar i jego partia Tisza miażdżąco pokonał Fidesz Viktora Orbana. - Tam powstała maszyna, zorganizowana "armia", nie pospolite ruszenie o płaskim charakterze, a wertykalna struktura zorganizowana jak w wojsku wokół charyzmatycznego lidera. W Serbii tego nie ma - konkluduje.

    System Orbana zaklęty w trzech literach. Co się stanie z NER?

    Nieco inne światło na przyszłość Serbii rzuca Sielska. Ocenia ona, że rodząca się z protestów formacja ma szansę przejąć rządy, ale tylko jeżeli zmobilizuje większość wyborców, przekonując ich przemyślaną strategią odsunięcia Vuczicia od władzy i zapewniającą stabilność państwa. - Znowuż duże szanse na wygraną ma Vuczić, jeżeli Serbowie będą na niego głosować, chcąc wybrać ciągłość i stabilność, bądź duża część z nich nie pójdzie na wybory, bo stwierdzi, że ruch protestu w formie politycznej im się nie podoba - uzupełnia.

    Jej zdaniem głowę serbskiego prezydenta zaprząta jednak perspektywa oddania sterów państwa. - Myślę, że Vuczić bardzo się stresuje. Osiwiał przez ten rok i widać po nim lęk przed utratą władzy - uważa Sielska.

    Redagowała Katarzyna Guzik

    Czytaj cały artykuł u źródła — TVN24

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era