Jeśli naganna jest odmienność praktyki prawnej wynikająca z orientacji seksualnej jednostki, to czy ETPC nie będzie gotów uznać, że puste miejsce w rubryce "ojciec" w paszporcie dziecka stanowi akt dyskryminacji - zastanawia się prof. Ireneusz C. Kamiński.
Pamiętamy emocje, jakie wywołał ubiegłoroczny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie obowiązku transkrypcji do polskich akt stanu cywilnego obcego aktu zawarcia małżeństwa przez osoby tej samej płci. W czwartek 2 lipca zapadł wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – drugiego z europejskich sądów - dotyczący transkrypcji w Polsce brytyjskiego aktu narodzin dziecka, gdzie jako rodzice figurują dwie kobiety.
Najpierw fakty. Obie panie mieszkają na Wyspach i mają polskie obywatelstwo. Dziecko – chłopca - urodziła jedna z nich, wykorzystując nasienie dawcy znalezionego w internecie. Ta kobieta została następnie wpisana w akcie urodzenia jako matka, a jej partnerka – jako "rodzic".
Kultura WPełni: Dlaczego polscy aktorzy boją się grać gejów?
Polski paszport
Mając polską matkę, dziecko automatycznie nabyło polskie obywatelstwo ("prawo krwi"). Matka wystąpiła jednocześnie do naszego konsulatu w Londynie o wydanie chłopcu polskiego paszportu. I tu zaczęły się problemy. Paszport będzie, ale dopiero po transkrypcji brytyjskiego aktu urodzenia. Do transkrypcji nie może jednak dojść, bo jako rodzice występują dwie kobiety. Analogiczne kłopoty mogły powstać w przypadku wniosku o pesel.
Uzasadnieniem dla odmowy transkrypcji była ochrona polskiego porządku publicznego, zakorzenionego na prostej biologicznej obserwacji, że dziecko ma mamę i tatę. Ale co ważne, w 2021 r. ministerstwo spraw wewnętrznych przygotowało wytyczne wskazujące, że dziecko "jednopłciowych rodziców" może uzyskać – bez transkrypcji – paszport i PESEL. W przypadku dokumentu nie wpisuje się "drugiego rodzica" – ta rubryka pozostaje pusta. A we wniosku o PESEL pomija się istnienie niebiologicznego "rodzica" tej samej płci. Tyle że te reguły jako późniejsze nie znalazły już zastosowania we wcześniej zakończonych w Polsce postępowaniach dotyczących obu pań z dzisiejszego wyroku ETPC.
Strasburski zgryz
Inaczej niż TSUE w sprawie transkrypcji jednopłciowych małżeństw, strasburski ETPC został już na początku skonfrontowany z następującą okolicznością statystyczną. Tylko 10 państw w Europie zezwala na uznanie dziecka przez drugą osobę – niezależnie od jej płci – już podczas sporządzania aktu urodzenia . Jednocześnie aż 39 krajów takiego rozwiązania nie dopuszcza. Wyrok ETPC wymagający transkrypcji obcego aktu narodzin z jednopłciowymi rodzicami demolowałby zatem większość krajowych praw.
Jak więc w polskiej sprawie orzekł ETPC? Lekturze czwartkowego orzeczenia towarzyszy nieodparte wrażenie kluczenia, kombinowania i uników wykonywanych przez strasburskich sędziów. Prowadzi to do licznych zdań odrębnych i głosowania "na styk" w siedmioosobowej izbie.
Europejskie wartości
Skargę złożyła biologiczna matka w imieniu własnym oraz swojego syna (A.P. i R.P. przeciwko Polsce). Powołali się na art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który chroni prawo do życia rodzinnego i prywatnego. Ale przecież więź rodzinna obu osób nie została w jakikolwiek sposób zakłócona. Wyrok o braku naruszenia życia rodzinnego zapadł jednak graniczną większością czterech głosów do trzech.
Niezgadzający się z tą konkluzją piszą w zdaniach odrębnych, że trzeba zauważyć istnienie "europejskich wartości", które wymagają, by "przestrzeń była dostępna dla wszystkich", niezależnie od orientacji seksualnej. A poza tym nie można wykluczyć, że jakieś przeszkody w życiu rodzinnym w przyszłości mogą się pojawić. Więc zdaniem trójki sędziów powinno być orzeczone złamanie konwencji.
Chłopiec zwycięzcą
Matka nie przekonała też ETPC, że jej "sfera prywatności" została dotknięta przez brak transkrypcji. Ale inaczej jest już w przypadku jej syna. Najpierw sędziowie uznali, że doszło do naruszenia prawa do prywatności malca wskutek "przedłużającej się niepewności bez dostępu do polskich dokumentów tożsamości".
Ale następnie stało się jeszcze bardziej zagadkowo. Ingerencja w życie prywatne chłopca ma dodatkowo – czytamy w wyroku – charakter dyskryminacyjny, bo jest połączona z orientacją seksualną. Tylko zaraz: ta orientacja dotyczy matki, tymczasem ETPC przenosi to na chłopca. Nie ma w jego przypadku negatywnych następstw, ale są – ponownie – "europejskie wartości". To one rozstrzygają. I nie trzeba wykazywać, by faktycznie zaszły jakieś odczuwalne, przykre skutki dla chłopca (trybunał orzekł w ten sposób większością czterech głosów do trzech).
Dodatkowo chłopiec dostał 5 tysięcy euro tytułem szkody niematerialnej, choć chciano aż 50 tysięcy euro.
Co teraz?
Od 2021 r. paszport i pesel może uzyskać osoba, której "rodzicami" są dwie kobiety. Transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia nie jest już potrzebna. Nie będziemy więc zmuszeni modyfikować przepisy czy praktykę prawa o aktach stanu cywilnego i jako ojca wpisywać drugą kobietę. Ale perspektywa "wartości europejskich" przyjęta przez ETPC rodzi kolejne pytania.
Jeśli naganna jest odmienność praktyki prawnej wynikająca z orientacji seksualnej jednostki, to czy ETPC nie będzie gotów uznać, że puste miejsce w rubryce "ojciec" w paszporcie dziecka stanowi akt dyskryminacji? Powtórzę – dyskryminacji dziecka, a nie "brakującego rodzica". Dyskryminacja przestałaby być wówczas "skutkowa" i wymagać do jej stwierdzenia namacalnego zdarzenia, które oznaczałoby dostatecznie poważne negatywne następstwa dla życia prywatnego jednostki. Stawałaby się kategorią symboliczną i abstrakcyjną. Już samo użycie, nawet pośrednie "dyskryminacyjnego kryterium" – tu orientacji seksualnej jednostki - wystarczałoby do wydania wyroku o naruszeniu Konwencji. Czyli nie wpisujemy ojca, bo go prawnie nie ma, ale jest to konsekwencja orientacji seksualnej kobiety – więc dochodzi do złamania zakazu dyskryminacji.
I jeszcze poważniej: czy mniejszościowa (10 państw) reguła polegająca na uznaniu dziecka – na potrzeby aktu urodzenia – przez drugą osobę w związku nie wymusza akceptacji tego skutku przez państwa nieznające takiej praktyki (39 krajów)? Jeśli tak, to Europejska Konwencja Praw Człowieka przestaje, wbrew swojemu brzmieniu, mieć uzupełniający charakter wobec krajowych porządków (zasada pomocniczości wpisana do preambuły Konwencji). To Konwencja – wyroki wydane przez ETPC – staje się prawem dla wszystkich państw i zastępuje krajowe ustawodawstwa.
Jedni powiedzą: tego wymaga absolut europejskich wartości. Inni odpowiedzą: to strasburski terror. Taki ostrzegawczy ton słychać w zdaniach odrębnych trójki sędziów dysydentów. Piszą oni, że pozbawione uzasadnienia, abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistych negatywnych następstw dla jednostki podejście zastosowane przez ETPC "znacząco wpływa na konstytucyjny i publiczny porządek państwa-strony Konwencji".
Strasburska ruletka
Ale jest jeszcze gorzej.
Miesiąc wcześniej ETPC orzekł w sprawie dwóch pań mieszkających w Zjednoczonym Królestwie oraz "ich" dziecka (A.D.-K. i inni przeciwko Polsce, 2 czerwca 2026 r.). Brytyjka urodziła dziecko, a Polka figuruje w akcie urodzenia jako "rodzic". Obie wystąpiły o transkrypcję w Polsce aktu urodzenia, wskazując m.in. na tę czynność jako warunek otrzymania przez dziecko polskiego paszportu. Po odmowie wniosły skargę do ETPC.
Strasburski trybunał orzekł, że skarga jest "w oczywisty sposób niedopuszczalna", bo nie było dostatecznie poważnych negatywnych następstw dla życia prywatnego i rodzinnego skarżących. Orzeczenia w tej sprawie i we wczorajszej wydał ten sam skład sędziowski. Przestaję cokolwiek rozumieć, skoro raz jest "oczywista niedopuszczalność", a po miesiącu – złamanie Konwencji.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Ireneusz Cezary Kamiński to polski prawnik i socjolog, doktor habilitowany nauk prawnych oraz profesor nadzwyczajny Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. Specjalizuje się w prawie międzynarodowym publicznym i prawie europejskim, a w latach 2014-2016 pełnił funkcję sędziego ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości