Janusz Chabior (63 l.), znany z dziesiątek ról w polskim kinie, między innymi w takich filmach i serialach jak "Służby specjalne", "Kobiety mafii", "Dziki", "Druga Furioza", "Listy do M.", "Jak pokochałam gangstera", "Układ", "Odwróceni", "PitBull", zgodził się porozmawiać z nami przy nietypowej okazji. Aktor wcielił się właśnie w nietuzinkową postać Mariana w filmie "Droga rzadziej przemierzana", którego współscenarzystką i odtwórczynią roli głównej jest jego żona, Agata Wątróbska (45 l.). Jak pracuje się z ukochaną osobą na planie, ile mediów wpuszczają do swojego związku i o jakim wyzwaniu aktorskim marzy Janusz Chabior? Sprawdźcie w naszym wywiadzie.
"Super Express": - Jak się pracuje na planie z partnerką życiową? Jak wam się gra razem, czy to powoduje jakieś tarcia, czy wręcz odwrotnie?
Janusz Chabior : - Akurat w naszym przypadku nie ma tarć przy wspólnej racy i mówię to z ręką na sercu - my jakoś się dogadujemy artystycznie. Czasami mamy większy problem, jeżeli wybieramy kanapę, to są większe koszty i nerwy niż plan filmowy, także ja nie zauważyłem żadnych problemów. Agatka chyba też nie.
W ogóle macie w domu, że tak powiem, rodzinę artystyczną, bo pan i żona w aktorstwie, również syn zajmuje się filmem… Czy to ułatwia w relacjach, że wiecie o czym mówicie, kiedy rozmawiacie między sobą o pracy? Czy zostawiacie to poza domem?
Ale bardzo szybko chcemy jakby ten dzień podsumować i potem przystępujemy do tego jednak przytulenia i na przykład obejrzenia jakiegoś fajnego filmu.
Pewnie takiego, w którym nie gracie (śmiech). "Droga rzadziej przemierzana" to taki film jak na polskie kino nietypowy, bo największą chyba uwagę w kinach przyciągają albo komedie romantyczne, albo strzelanie i gangsterzy. Czy przewidujecie, że mimo to będzie komercyjny sukces, czy w ogóle taki film ma w Polsce szansę na taki sukces?
Zrobiliśmy ten film, a właściwie raczej powinienem powiedzieć, że to dziewczyny go zrobiły - Zuza go wyreżyserowała, a Agatka z Zuzą napisały scenariusz. My, panowie, partnerzy, jesteśmy tam, w tym filmie, tylko takim dodatkiem. I bardzo dobrze! Bo jest więcej kina męskiego niż kobiecego i cieszę się, że akurat ten projekt położył nacisk na to, że opowiada historię kobiet.
Dla pana osobiście to też jest taka trochę inna rola, bo bardziej jest pan kojarzony z gangsterem, łobuzem, czarnym charakterem, a tutaj jednak jest jakaś taka powaga w tym scenariuszu. Czy to jakaś miła odmiana była dla pana grać w takim kinie?
Jeszcze o tę niepokorność chciałam zapytać, bo tutaj pan powiedział, że mieliście wolność artystyczną na planie. Czy to się w ogóle często zdarza? Bo wydaje mi się, że jednak w polskim kinie jakby ci sponsorzy i to lokowanie produktu czasami jest nazbyt wpływające na fabułę.
Ja specjalnie nie mówię o co chodzi, bo chcę sobie to jeszcze zachować w tajemnicy dla siebie, ale wiem jedno: na pewno takiej propozycji nie dostanę, więc będę musiał sam pomyśleć o tym i ewentualnie zainwestować jakieś swoje środki. Wtedy sobie taki projekt wymarzony zrobię.
A na co dzień? Wykonuje swój zawód, czyli są propozycje - jedne fajniejsze, drugie jakby mniej fajne. Kiedyś się tak zdziwiłem, jak ktoś powiedział, że chce mnie zaprosić do programu, bo mam zagranych 120 czy 130 filmów. Ja mówię: Nie, naprawdę?!
A propos zapraszania do programu, to widziałam ostatnio wasz wywiad w "Halo tu Polsat" gdzie opowiadaliście o swojej miłości, o swoim związku. Tak naprawdę jest pan jednym z nielicznych aktorów z takim dorobkiem, o których życiu prywatnym niewiele się mówi. Właściwie tylko o rzucaniu palenia i o różnicy wieku. Czy wy się jakoś na ten show-biznes zapracuje? czujecie, że on się o was upomina?
Muszę też zapytać, abstrahując od filmu, ale zostając przy rodzinie. Osobiście mnie to rozczula potwornie jakie miejsce w waszym domu zajmują psy. Teraz macie pieska z Ukrainy, jak to w ogóle się stało fizycznie, jak to było możliwe?
Ale przyszedł jego czas i byliśmy bardzo zmęczeni, postanowiliśmy odpocząć z pół roku, ale życie nie zna pustki i wybuchła wojna w Ukrainie. W tym samym miejscu, z którego wziąłem Batmana, czyli w Przemyślu w Lecznicy ADA, pojawił się pies przywieziony z Ukrainy z pomiażdżonymi tylnymi łapami . Zajęliśmy się tym psem, razem z lekarzami z Przemyśla oczywiście. Doprowadziliśmy go do tego, że tak powiem, stanu, że uratowaliśmy mu te łapy. No i cóż, przyjechaliśmy do tego Przemyśla i zakochaliśmy się w nim.
Po prostu już jest członkiem waszej rodziny.
Rozmawiała Aleksandra Pajewska-Klucznik