
Przekazanie zatrzymanego we Włoszech Serhija K. niemieckiej policji, listopad 2025 r.Zdjęcie: Uli Deck/dpa/picture alliance Komentując wniesienie do sądu w Hamburgu aktu oskarżenia przeciwko Ukraińcowi Serhijowi K., który miał kierować akcją sabotażu na rurociągi Nord Stream , tygodnik „Der Spiegel” pisze, że z prawnego punktu widzenia stawiane zarzuty mogą być uzasadnione. „Jednak z perspektywy politycznej symboliki są one katastrofalne” – ocenia autor komentarza Fidelius Schmidt.
Jak wylicza publicysta, rosyjskie okrucieństwa, takie jak zbrodnie w Buczy, zbombardowanie teatru, w którym ukrywali się cywile czy wysadzenie zapory w Nowej Kachowce , pozostają bezkarne. Schmidt zestawia to z eksplozjami rurociągów na Bałtyku i pisze, że „zginęło prawdopodobnie wiele ryb, a wyciekający gaz z pewnością był szkodliwy dla atmosfery”. W rezultacie jednak rosyjski koncern energetyczny Gazprom został pozbawiony możliwości zarabiania miliardów na eksporcie gazu do Niemiec, a Władimir Putin zasilania wojennej kasy – czytamy.
Eksplozja była „błogosławieństwem”
Publicysta uważa, że w porównaniu z rosyjskimi okrucieństwami wojennymi eksplozja rurociągu była „drobnostką”, a dla Niemiec w rzeczywistości okazała się „błogosławieństwem”. „Zmusiła ówczesny rząd niemiecki do rzeczywistego uniezależnienia się od rosyjskiego gazu . Pozwoliła Berlinowi strategicznie znaleźć się po właściwej stronie” – pisze Schmidt.
Zdaniem komentatora „Spiegla” sygnał polityczny wychodzący z Niemiec jest druzgocący. Schmidt pisze, że w innych krajach zamachowcy z Nord Streamu są „uważani za bohaterów ”. „To wrażenie prawdopodobnie utrwali się najpóźniej, gdy Hollywood podejmie ten temat. Niemcy będą wtedy źle postrzegane” – konkluduje autor.
Upolityczniony proces
Z kolei tygodnik „Die Zeit” zauważa, że proces dotyczący wysadzenia rurociągu Nord Stream może stać się wysoko upolityczniony. Atak na cywilną infrastrukturę energetyczną jest uznawany bowiem za zbrodnię wojenną w świetle międzynarodowego prawa karnego. Jak informuje „Die Zeit”, powołując się na medialne śledztwa, atak miał zatwierdzić ówczesny dowódca armii ukraińskiej Wałerij Załużny , choć on sam zaprzecza tym doniesieniom.
„Gdyby atak został faktycznie zatwierdzony przez ówczesnego dowódcę armii ukraińskiej, prawdopodobnie zaostrzyłoby to debatę na temat zakresu wsparcia dla Ukrainy” – uważa tygodnik, dodając, że do tej pory rząd Niemiec nie odniósł się do sprawy.