Ministerstwo Sprawiedliwości chce dziesięciokrotnie podnieść stawki grzywien za przestępstwa. Maksymalna kara mogłaby wynieść nawet 10,8 mln zł. Eksperci ostrzegają, że skazanych może nie być stać na zapłatę, a część z nich trafi w rezultacie do więzień - pisze "Rzeczpospolita".
Gazeta przypomina, że stawki dzienne grzywien za przestępstwa nie były podnoszone od uchwalenia, prawie 30 lat temu, kodeksu karnego . Dziś przedział kar wynosi od 100 zł (10 stawek dziennych po 10 zł) do 1 mln 80 tys. zł (540 stawek dziennych po 2 tys. zł).
Grzywny w górę. "Drastyczne zaostrzenie sankcji"
Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że w obecnych realiach ekonomicznych grzywna w wysokości 100 zł za przestępstwo jest za niska. Zwłaszcza że kary finansowe za niektóre wykroczenia zaczynają się od kwot liczonych w tysiącach. Zaproponowało podniesienie dolnej i górnej stawki grzywny aż dziesięć razy. Najniższa stawka dzienna ma wynieść 100 zł, a najwyższa 20 tys. zł. W rezultacie sąd będzie mógł wymierzyć grzywnę w przedziale od 1 tys. zł do 10 mln 800 tys. zł - informuje "Rz".
53 proc. ekspertów uczestniczących w panelu "Rzeczpospolitej" jest zdania, że taka podwyżka nie jest waloryzacją stawek, lecz drastycznym zaostrzeniem sankcji karnych. Co więcej, 59 proc. uważa, że prawdziwym problemem jest nie wysokość grzywien, ale niska skuteczność ich egzekwowania. Natomiast aż 64 proc. przewiduje, że tak radykalne podwyższenie wysokości grzywien spowoduje, że więcej skazanych nie będzie stać na ich uiszczenie, co spowoduje stosowanie zastępczych kar więzienia.
"Jeśli prawdopodobieństwo pociągnięcia do odpowiedzialności pozostaje niskie, nawet drakońska grzywna traci swój walor prewencyjny. Drastyczne podniesienie wysokości grzywny może jedynie zwiększyć liczbę osób niewypłacalnych i prowadzić do wykonania izolacyjnych kar zastępczych, nie mając istotnego wpływu na stan bezpieczeństwa " – powiedział "Rzeczpospolitej" prof. Tomasz Safjański z Akademii WSB, były policjant.
Absolwentka Stosunków Międzynarodowych, Administracji i Prawa. Zawodowe doświadczenie zdobywała m.in. w Gazecie Wrocławskiej i Radiu Wrocław. Polowanie na informacje i polityków ma we krwi. Nie gubi się także w gąszczu prawniczych paragrafów. Od dziecka zajmowała ją polityka, zamiast bajek ciekawsze było dla niej zaprzysiężenie prezydenta. Najpierw skończyła Stosunki Międzynarodowe, ale było jej mało, więc dołożyła do tego Administrację i Prawo na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracowała w Gazecie Wrocławskiej i Radiu Wrocław. "Drogę jeszcze odnajdę, tymczasem z gubienia mam frajdę" - to jej dewiza na odkrywanie świata, dlatego najbardziej lubi atmosferę stacji benzynowych, dworców i lotnisk — żeby ciągle znajdować się w nowym a ciekawym miejscu. Jeść sushi pałeczkami nauczyła się dopiero w Japonii, więc to, jak się tańczy tango, zobaczy wkrótce w Argentynie. Ma pamięć do rozmów jak Truman Capote. Najbardziej lubi wracać do jego powieści "Z zimną krwią".