
Atak na infrastrukturę krytyczną, przerwy w dostawach prądu czy działania podszywające się pod ukraińskie grupy – zdaniem gen. Romana Polki właśnie tak może wyglądać rosyjska prowokacja wymierzona w Polskę. Podobne ostrzeżenia płyną nie tylko z Warszawy, ale także od zachodnich sojuszników i służb wywiadowczych.
Z tego artykułu dowiesz się:
Jakie scenariusze rosyjskich prowokacji są rozważane?
Dlaczego Rosja może celować w infrastrukturę krytyczną?
Co sugeruje o możliwej rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej?
Które regiony są najbardziej zagrożone według analiz?
Od kilku dni media oraz zachodni politycy informują o niepokojących sygnałach dotyczących możliwej rosyjskiej prowokacji militarnej na terytorium Polski lub jednego z państw bałtyckich . Co ważne, nie chodzi tu o klasyczną operację wojskową, ale o działania o ograniczonej skali. Na jakie scenariusze powinniśmy być przygotowani?
Według wojskowego na taki możliwy ruch Rosji wskazuje wiele czynników. - Nawet służby donoszą, że zatrzymano kolejnych agentów wpływu, którzy są opłacani przez Rosję i byli Ukraińcami albo Białorusinami. I mieli tutaj szerzyć dezinformację i potęgować efekt, który wiąże się ze sporem historycznym między Polską a Ukrainą. To jest wymarzony cel – ocenia.
Rosyjska prowokacja militarna w Polsce? Oto możliwe scenariusze
Na czym może polegać taka militarna prowokacja? - Uderzenie w infrastrukturę krytyczną czy pozbawienie ludzi prądu. Skandaliczne działania niby grup Ukraińców, które wiązałyby się z powszechnym oburzeniem społecznym. To elementy, które świetnie realizowałyby to założenie rosyjskie, żeby eskalować wewnętrzne spory w samej Polsce. Po to, aby zmniejszać wiarygodność naszego kraju i aby Polska zajęta własnymi problemami przestała pomagać Ukrainie – wylicza gen. Polko.
Były dowódca GROM przekonuje, że Rosja chce w ten sposób przestraszyć Europę . - Pokazać, że jeżeli będziemy pomagać Ukrainie, to może nas spotkać coś złego. I poprzez ten efekt strachu doprowadzić do sytuacji, że świat zachodni – tak jak to wcześniej Steve Witkoff realizował – będzie chciał zmusić do podpisania „traktatu pokojowego”, który w istocie oznaczałby kapitulację Ukrainy. I kolejny cel: jeżeli Zachód kłóciłby się między sobą, to Rosja może odzyskać tę inicjatywę, którą teraz utraciła – podkreśla.
Prowokacja z użyciem fałszywej flagi i dronów
Choć wiele wskazuje na to, że Rosja nie ma dziś potencjału, by frontalnie zaatakować Sojusz Północnoatlantycki, zagrożenie dla państw wschodniej flanki nie maleje. Wręcz przeciwnie – coraz częściej przedstawiciele polskich władz, służb oraz zachodni sojusznicy wskazują, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem nie jest klasyczna agresja, lecz ograniczona prowokacja militarna połączona z szeroko zakrojoną operacją dezinformacyjną.
O takim ryzyku mówił w wywiadzie dla CNN, udzielonym w przeddzień szczytu NATO w Ankarze, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Szef polskiej dyplomacji podkreślił, że przygotowania do pełnoskalowego ataku Rosji byłyby widoczne w ruchach wojsk, dlatego taki scenariusz obecnie wydaje się mało prawdopodobny. Ostrzegł jednak przed działaniami o znacznie bardziej ograniczonej skali.
Tusk: przygotowujemy się do różnych sytuacji
Podobny ton wybrzmiał podczas piątkowej konferencji prasowej premiera Donalda Tuska. Szef rządu został zapytany o medialne doniesienia dotyczące możliwej rosyjskiej prowokacji wymierzonej m.in. w polską infrastrukturę krytyczną. Odpowiadając, przypomniał, że już kilka tygodni wcześniej publicznie ostrzegał przed takim zagrożeniem. - Od tego czasu słyszymy takie komunikaty od wszystkich możliwych służb wywiadowczych, w tym państw UE i regionu – powiedział.
Uderzenie w infrastrukturę krytyczną czy pozbawienie ludzi prądu. Skandaliczne działania niby grup Ukraińców, które wiązałyby się z powszechnym oburzeniem społecznym. To elementy, które świetnie realizowałyby to założenie rosyjskie, żeby eskalować wewnętrzne spory w samej Polsce. - Gen. Roman Polko dla RadioZET.pl Premier zapewnił, że polskie państwo przygotowuje się na różne scenariusze, choć jednocześnie apelował o zachowanie spokoju. - Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące, także ze względu na zmieniający się charakter wojny w Ukrainie, mogą być naprawdę krytyczne; szczególnie w państwach nadbałtyckich te obawy są odczuwalne - powiedział Tusk. - Nie bójmy się, przygotowujemy się do różnych sytuacji, ale nie możemy tego lekceważyć (...) Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom od naszych sojuszników - dodał.
Ostrzeżenia polskich władz zbiegły się z sygnałami płynącymi z Ukrainy o planowanej rosyjskiej operacji informacyjnej wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie . W sobotę ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji poinformowało, że Moskwa przygotowuje kampanię opartą na sfałszowanych dokumentach dotyczących wydarzeń z okresu II wojny światowej, przede wszystkim zbrodni wołyńskiej.
Już następnego dnia w rosyjskich mediach pojawiły się materiały przedstawiane jako odtajnione dokumenty archiwalne Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Ich publikacji towarzyszyły komentarze przedstawicieli rosyjskich władz, próbujące wykorzystać historyczne tragedie do podważania polskiego wsparcia dla Ukrainy. „Teraz, znając wszystkie szczegóły, widzimy, komu Warszawa dostarcza broń - zwolennikom zabójców ich przodków” - napisała w serwisie Telegram rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
Ograniczona w skali operacja militarna
Narracja Kremla wpisuje się w szerszą kampanię propagandową. Rosyjskie media państwowe zaczęły równocześnie przedstawiać doniesienia o możliwych prowokacjach jako element zachodniej manipulacji.
„Wiele polskich i brytyjskich mediów publikowało »prognozy« dotyczące rzekomo nadchodzącego ataku na Polskę i państwa bałtyckie. Źródła prasowe twierdzą, że lokalny kryzys, grożący rozszerzeniem działań wojennych na kraje UE, może zostać wykorzystany do zmniejszenia poparcia dla Ukrainy” - czytamy w materiale cytowanym przez rosyjską agencję TASS.
Informacje o możliwych rosyjskich prowokacjach pojawiają się od kilku dni także w zachodnich mediach. Wcześniej Onet informował, powołując się na źródła w polskich służbach specjalnych oraz dyplomacji państw NATO, że Sojusz dysponuje informacjami wywiadowczymi wskazującymi na możliwość przeprowadzenia przez Rosję ograniczonej operacji militarnej przeciwko Polsce lub jednemu z państw bałtyckich.
„Co kluczowe, według naszych rozmówców nie chodzi o klasyczną wojnę z pełnoskalową rosyjską inwazją na nasz kraj, ale - jeśli w ogóle - o ograniczoną w skali militarną prowokację. O tym, że takie ryzyko istnieje, jako pierwszy przekonywał Onet rozmówca z kierownictwa polskich służb specjalnych, wedle którego NATO ma informacje wywiadowcze na ten temat. Informację potwierdził następnie ambasador jednego z kluczowych sojuszników Polski w ramach NATO” - informował w tekście Witold Jurasz.
Do tych ustaleń odniósł się również brytyjski „The Telegraph”. Gazeta podała, że scenariusze prowokacji były analizowane w Moskwie. Według dziennika Rosja mogłaby następnie próbować przypisać odpowiedzialność za taki incydent Ukrainie, przedstawiając go jako uzasadnienie własnych działań. Wśród potencjalnych kierunków ograniczonej operacji wojskowej wskazywane są obwód królewiecki oraz terytorium Białorusi.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje