RAK
    "Tańszy nie jest z automatu lepszy". Jak wejść na rynek ETF, żeby nie pogubić się po pierwszym tygodniu?

    "Tańszy nie jest z automatu lepszy". Jak wejść na rynek ETF, żeby nie pogubić się po pierwszym tygodniu?

    542 odsłon
    "Tańszy nie jest z automatu lepszy". Jak wejść na rynek ETF, żeby nie pogubić się po pierwszym tygodniu?

    Nie musisz być rekinem finansjery, by pomnażać oszczędności. ETF-y to proste i tanie narzędzia do inwestowania pod warunkiem, że nie zaczniesz od popełnienia klasycznych błędów nowicjusza. Podpowiadamy, jak postawić pierwsze kroki, wybrać fundusz i… spać spokojnie.

    Wejście na rynek finansowy przypomina trochę pierwszą wizytę na siłowni . Dookoła masa skomplikowanych maszyn, a wszyscy wokół sprawiają wrażenie, jakby dokładnie wiedzieli, co robią. Łatwo wtedy o paraliż decyzyjny lub – co gorsza – bezmyślne naśladowanie innych . ETF-y powstały właśnie po to, by w takiej giełdowej siłowni pomóc się odnaleźć.

    Czym są ETF-y i po co powstały?

    Żeby skutecznie posługiwać się tym narzędziem, należy najpierw zrozumieć, czym ono właściwie jest. Skrót ETF oznacza fundusz notowany na giełdzie papierów wartościowych, którego jedynym zadaniem jest jak najwierniejsze naśladowanie zachowania wybranego instrumentu bazowego , na przykład indeksu dużych amerykańskich spółek czy ceny fizycznego kruszcu.

    Jeśli szeroki rynek akcji lub dany jego segment rośnie, rośnie też wycena certyfikatu, czyli jednostek wyemitowanych przez dany fundusz ETF. Zaletą notowania certyfikatów funduszy ETF jest fakt, że transakcje realizowane są w czasie rzeczywistym bezpośrednio na giełdzie , co daje inwestorowi pełną kontrolą nad momentem kupna czy sprzedaży.

    KISS i dlaczego mniej znaczy więcej

    Współczesny rynek oferuje inwestorom tysiące funduszy z ekspozycją na najbardziej niszowe sektory , sztuczną inteligencję, surowce czy kryptowaluty. Na całym świecie istnieje obecnie ponad piętnaście tysięcy funduszy tego typu , z czego ponad trzy i pół tysiąca notowanych jest na giełdach w Europie. Dla debiutanta ta obfitość staje się pułapką paraliżu decyzyjnego. Właśnie dlatego na starcie kluczowa jest zasada prostoty KISS.

    KISS to akronim od angielskich słów Keep It Simple, Stupid, czyli „zrób to prosto, głupcze” . Zamiast analizować, porównywać za i przeciw, KISS zaleca ograniczenie się do absolutnego minimum w inwestycjach . Jeden lub maksymalnie dwa lub trzy szerokie fundusze (np. oparty na globalnym indeksie akcji MSCI World oraz ewentualnie indeksie obligacji skarbowych) mają wystarczyć do postawienia pierwszych kroków w inwestowaniu pasywnym.

    Ta filozofia stojąca u podstaw powstania ETF-ów opiera się na rezygnacji z prób bycia mądrzejszym od rynku, czyli zarobienia więcej niż oferują szerokie reprezentacyjne indeksy takie jak S&P500, DAX czy WIG20, w zamian oferując odwzorowanie ich zachowań. W świecie finansów osobistych sprawdza się prawda, że nudne inwestowanie to dobre inwestowanie , a rozsądny inwestor pasywny kupuje cały zdywersyfikowany rynek, a nie jego wybrane fragmenty.

    Fundusze skupiające się na modnych branżach brzmią atrakcyjnie, ale ich zakup to zakład o to, że dana sektor pobije szeroki rynek, co jest niezwykle trudne w długim horyzoncie inwestycyjnym. Ponadto ETF-y tematyczne często debiutują na szczycie rynkowej hossy i są obarczone znacznie wyższymi kosztami zarządzania.

    Prostszy portfel ułatwia zachowanie konsekwencji

    Prostota to jeden z kluczy do inwestycyjnego sukcesu. Im mniej składników w portfelu, tym mniej decyzji do podejmowania i mniejsza pokusa, żeby nieustannie „mieszać” w strategii. Prostszy portfel ułatwia zachowanie konsekwencji i trzymanie się przyjętego planu inwestycyjnego. Jest też bardziej praktyczny – mniej ETF-ów oznacza mniej wykresów do śledzenia, mniej analiz do czytania i, w efekcie, lepszą kontrolę nad portfelem. Dla bardziej aktywnych i zdyscyplinowanych inwestorów mniejsza liczba składników przekłada się także na łatwiejszy rebalancing, czyli przywracanie udziałów poszczególnych komponentów portfela do wartości pierwotnie określonych w strategii.

    Przyjmijmy, że nasz portfel miał się składać w 60% z ETF-ów na akcje i 40% z ETF-ów na obligacje. Jeśli na rynku będzie miała miejsce dynamiczna hossa, to udział części akcyjnej naszego portfela może wzrosnąć na przykład do 80%, co wyraźnie zwiększy poziom ryzyka całego portfela. Z kolei po dużym kryzysie udział akcji może istotnie spaść, przez co zmniejszy się potencjał do generowania zysku. Dlatego warto od czasu do czasu – ale nie częściej niż raz na kwartał – sprawdzić, jak zachowuje się nasz portfel. Na co dzień warto zachować chłodną głowę i, zgodnie z przyjętym planem, systematycznie dokupować certyfikaty ETF-ów, dzieląc wpłaty pomiędzy poszczególne fundusze zgodnie z wcześniej określonymi proporcjami.

    Tanie, ale nie za darmo

    Choć fundusze pasywne słusznie cieszą się opinią tanich, nie oznacza to, że są całkowicie darmowe. Każdy inwestor musi zapoznać się ze wskaźnikiem TER , który podsumowuje całkowite roczne koszty operacyjne funduszu, w tym opłatę za zarządzanie. W przypadku popularnych rozwiązań opłaty te są minimalne i stanowią kolosalną przewagę kosztową nad tradycyjnymi funduszami otwartymi.

    Na polskim rynku oferta ETF-ów jest zwykle droższa niż w najtańszych funduszach z USA czy największych rynków europejskich. Na GPW pojawiają się TER-y rzędu ok. 0,35%–0,85% , zależnie od emitenta i strategii. Średnia wartość TER dla ETF-ów notowanych w Europie także zależy od wielu czynników, ale ogólnie najtańsze ETF-y na szerokie indeksy mają TER od 0,03–0,20% , podczas gdy ETF-y na rynki mniej płynne, towary, obligacje korporacyjne mogą mieć TER rzędu 0,2–0,8% lub więcej

    Oprócz tego musimy uwzględnić prowizje maklerskie pobierane przez naszego brokera za zakupy, zwłaszcza kwotową prowizję minimalną, która może mieć znaczenie przy regularnych niewielkich zakupach. Do kosztów zaliczyć trzeba także spread i czasem koszty przewalutowania, jeśli kupowany fundusz jest w innej walucie niż ta, którą mamy na rachunku . Magia procentu składanego sprawia, że każda niepotrzebnie wydana na prowizje, spready i przewalutowania złotówka potrafi mocno uszczuplić twój ostateczny wynik.

    Dist czy Acc i co to jest tracking difference?

    Zanim przejdziemy do pierwszej transakcji, musimy koniecznie zatrzymać się przy pewnym pozornym detalu, który ma jednak wręcz gigantyczny wpływ na przyszłe wyniki i kwestie podatkowe, a mianowicie podziale funduszy na wersje akumulujące i dystrybuujące . Fundusze typu Dist, czyli dystrybuujące, regularnie wypłacają wypracowane dywidendy bezpośrednio na konto gotówkowe inwestora. Zupełnie inaczej działają fundusze Acc, czyli akumulujące. W ich przypadku zyski z dywidend wypłacanych przez spółki nie trafiają do kieszeni inwestora, lecz są automatycznie reinwestowane przez fundusz w zakup kolejnych akcji.

    Dla osoby początkującej, która chce budować kapitał na odległą przyszłość, wersja akumulująca stanowi zdecydowanie lepszy i wygodniejszy wybór. Pozwala ona w pełni uwolnić magię procentu składanego, gdzie dopisywane zyski pracują na kolejne profity bez jakiejkolwiek naszej ingerencji. Dodatkowo fundusze akumulujące eliminują coroczne obowiązki podatkowe związane z samodzielnym rozliczaniem i opodatkowaniem każdej otrzymanej dywidendy.

    Zarówno wspomniane koszty, jak i konstrukcja funduszy względem dywidend mają wpływ na tzw. tracking difference , czyli różnicę między wynikiem ETF-u a aktywem, którego stopę zwrotu fundusz ma od odwzorowywać. Oblicza się ją jako różnicę między ich wynikami w wybranym okresie. Im jest bliższa zeru, tym lepiej. Rzadko jednak się zdarza, żeby takich różnic nie było. W praktyce jej wartość jest najczęściej ujemna.

    Tańszy fundusz nie jest z automatu lepszy

    Niskie koszty są niekwestionowaną zaletą ETF-ów, podobnie jak funduszy indeksowych, które są bliźniaczą konstrukcją dla osób, które nie inwestują na giełdzie (np. fundusze inPZU). Na koniec dnia warto jednak pamiętać, jaka idea przyświeca funduszom pasywnym – jak najlepsze odzwierciedlenie śledzonego benchmarku. Tańszy fundusz nie jest z automatu lepszy. Najlepszym funduszem jest ten, który ma najniższy parametr tracking difference, czyli różnicę odwzorowania. Posłużmy się przykładem. Kluczowe nie jest to, czy ETF na indeks MSCI World, czyli akcje rynków rozwiniętych, kosztuje 0,2% czy 0,5% w skali roku. Kluczowe jest, aby wynik funduszu był jak najbardziej zbliżony do wyniku benchmarku. Oczywiście niższe koszty ułatwiają zadanie zarządzającemu, jednak nie determinują końcowego rezultatu.

    Większe szkody naszemu portfelowi może wyrządzić zbyt częste żonglowanie ETF-ami, szczególnie jeśli operujemy na rachunku maklerskim, który pobiera wyższe prowizje od transakcji. Drugim „sabotażystą” naszych portfeli mogą być niekorzystne zmiany kursów walutowych, np. jeśli inwestujemy w złotych i kupujemy ETF notowany w dolarze czy euro. Ryzyko walutowe może obniżyć stopę zwrotu znacznie bardziej niż koszty funduszu. Oczywiście można na tym także zarabiać, ale wystawianie się na ryzyko walutowe (FX) powinno być świadomą decyzją inwestycyjną. Dla osób, które chcą zachować czystą ekspozycję na akcje czy obligacje, najlepszą opcją są fundusze PLN-hedged, czyli z zabezpieczeniem walutowym.

    Największy wróg inwestora pasywnego

    Prawdziwym wyzwaniem w pasywnej rewolucji nie jest technologia, koszty, czy szerokość oferty lecz okiełznanie własnej psychiki . Choć same fundusze ETF są instrumentami pasywnymi, inwestorzy nagminnie wchodzą w rolę aktywnego zarządzającego, próbując pobić rynek. Próby kupowania w idealnych dołkach oraz sprzedaż na lokalnych szczytach niemal zawsze kończą się bolesnymi stratami lub skromnymi zyskami . Takie zachowanie nieświadomie zamienia pasywny instrument w narzędzie do destrukcyjnego i wysoce emocjonalnego handlu spekulacyjnego.

    Stąd też bezwzględne ostrzeżenie przed nawykiem ciągłego odświeżania salda w aplikacji na telefonie, gdyż każda, nawet najmniejsza rynkowa zadyszka może wywołać pokusę emocjonalnej sprzedaży lub kupna. Zdecydowanie najlepszym podejściem rynkowym jest chłodne, comiesięczne dokupywanie kolejnych jednostek ETF za stałą kwotę pieniędzy , z absolutną ignorancją medialnych doniesień, czy giełda w Nowym Jorku lub Warszawie rośnie czy spada.

    Jak obronić się przed pójściem na manowce?

    Początek drogi na giełdzie bywa wymagający, jednak historia uczy, że konsekwencja i czas zawsze wygrywają z próbami przechytrzenia rynku. Słynny zakład Warrena Buffetta, w którym prosty, tani fundusz indeksowy bez problemu pokonał w długim horyzoncie czasowym drogie fundusze zarządzane aktywnie przez profesjonalistów z Wall Street , pozostaje najlepszym dowodem na to, że cierpliwość przynosi najlepsze rezultaty.

    Skuteczne budowanie majątku na giełdzie to wieloletni maraton, a w żadnym wypadku nie sprint po szybkie zyski. Wybierając mądrze tanie, szerokie fundusze indeksowe i trzymając się ustalonego planu regularnych wpłat, można zostać prawdziwym pasywnym inwestorem i obronić się przed autodestrukcyjnym instynktem, który z reguły prowadzi na giełdowe manowce i nie daje spać spokojnie.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Bankier.pl

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era