Dominika Clarke wychowuje jedenaścioro dzieci i razem z rodziną — w tym z pięcioraczkami, które mają dziś 3 lata — przeniosła się do Tajlandii. Ich życie "pod palmami" od miesięcy przyciąga uwagę internautów, bo kobieta regularnie pokazuje codzienność rodziny w social mediach. Choć ma wielu obserwatorów, którzy kibicują jej w nowym rozdziale, równolegle mierzy się z falą krytycznych komentarzy. Jak twierdzi, w ostatnim czasie część tych ataków zaczęła przybierać formę działań wykraczających poza internet i może dotykać kwestii urzędowych związanych z jej pobytem za granicą.
Zapytaliśmy Polaków o powrót Michała Wiśniewskiego do Mandaryny. "Ile ma żon, jego problem"
Hejt ma przenieść się do ambasady. Clarke mówi o próbie zmuszenia do powrotu
W najnowszym wpisie na Facebooku Dominika Clarke przekazała, że otrzymała informacje, które mocno ją zaniepokoiły. W jej ocenie osoby atakujące ją w sieci nie poprzestają już na komentarzach, a próbują inicjować kroki, które mogłyby wpłynąć na sytuację rodziny w Tajlandii.
Dziś dotarła do mnie informacja, od której serce na chwilę mi zamarło — napisała, dodając, że według przekazanych jej wiadomości hejterzy mają mieć umówione spotkanie w Ambasadzie Polskiej w Bangkoku. Jak relacjonuje, celem tej grupy ma być wywarcie presji, by doprowadzić do jej "ekstradycji" i sprowadzenia do Polski. Clarke podkreśliła też, że odbiera te działania jako próbę uderzenia nie tylko w nią, ale również w jej dzieci. Wspomniała również o bojkotowaniu i podważaniu prowadzonych przez nią działalności zawodowych i biznesowych.
Wpis Dominiki Clarke zwrócił uwagę także przez użyte przez nią określenie "ekstradycja". To termin prawny, który oznacza formalne wydanie osoby przez jedno państwo drugiemu — zazwyczaj po to, by mogła stanąć przed sądem albo odbyć karę pozbawienia wolności. Z tego powodu pojęcie to co do zasady nie odnosi się do sytuacji, gdy ktoś jest nękany przez internautów, a wobec tej osoby nie toczy się postępowanie karne. Mimo tej nieścisłości Clarke nie ukrywa, że realnie obawia się o przyszłość i bezpieczeństwo rodziny. W swoim wpisie pytała, czy ma prawo układać życie poza Polską na własnych zasadach i apelowała do obserwatorów o wsparcie, licząc na to, że "dobro i zdrowy rozsądek" zwyciężą. Jednocześnie zaznaczyła, że mimo presji nie zamierza rezygnować z walki o spokój dzieci i nie chce pozwolić, by osoby nastawione wobec niej wrogo zniszczyły jej życie zawodowe.