
Polsat News W programie "Najważniejsze pytania" Karolina Olejak spytała Witolda Jurasza o to, co chce osiągnąć i przetestować Rosja , wysyłając rosyjskie samoloty (w ostatnich dniach myśliwce Su-30 i rozpoznawczego Iła-20) nad Bałtyk. Wcześniej do takich incydentów dochodziło w maju.
Rosyjskie prowokacje na Bałtyku. "Są dużo bardziej brawurowi"
Były dyplomata dodał również, że kolejnym celem jest sprawdzenie, kiedy w polskiej opinii publicznej pojawią się głosy, że nie należy prowokować Rosji. - Takie głosy się pojawiają. To "prowokowanie" wedle tych pożytecznych idiotów Kremla polega na tym, że samoloty NATO patrolują przestrzeń powietrzną państw NATO, które o to proszą - stwierdził.
Prowadząca pytała, czy zdarzenia do których doszło w ostatnich dniach są nową metodą testowania państw NATO i czy Polska ma powody do obaw.
Nie, z tego rodzaju incydentami mamy do czynienia od dawna. One tym się różnią od incydentów w czasach sowieckich, że Rosjanie są dużo bardziej brawurowi więc oczywiście nie można wykluczyć scenariusza, w którym dojdzie na przykład do kolizji w powietrzu - stwierdził Jurasz.
Wtedy oczywiście Dmitrij Miedwiediew , o ile będzie na tyle pijany, żeby nam grozić, a nie na tyle pijany, żeby nie być w stanie nam grozić, ogłosi, że Rosja może użyć broni nuklearnej, albo coś w tym stylu - dodał publicysta.
Według Witolda Jurasza, reakcja Polski w takiej sytuacji powinna być spokojna i stanowcza . Wskazał, że jest to rosyjska metoda "deeskalacyjnej eskalacji".
Ekspert o strategii Rosji. "Odpuszczamy, ale wy też odpuśćcie"
Jako możliwe scenariusze ewentualnych prowokacji Rosjan, Jurasz wskazał na atak na polską infrastrukturę krytyczną czy atak hakerski , który zablokuje możliwości płacenia kartą.
Dalej idące scenariusze to np. śmigłowiec białoruski albo rosyjski, który najpierw ma awarię nawigacji, później ma awarię silnika , ląduje na naszym terytorium. Na pomoc idzie wtedy oddział specnazu białoruskiego albo rosyjskiego. No i oczywiście nadzieja rosyjska jest taka, że my zaczniemy ich uprzejmie prosić , żeby opuścili nasze terytorium, a co więcej, że będą nas sojusznicy naciskać, szczególnie amerykańscy, żebyśmy tak to właśnie zakończyli - wskazał gość "Najważniejszych pytań".
Oni mówią, że oczywiście wycofają się, ale pojutrze i de facto my stajemy się tacy nie do końca suwerenni. Ale sygnał z naszej strony poszedł dość jednoznaczny, że jeżeli tu wejdą , to wrócą, ale w workach. I to jest bardzo dobry sygnał, dlatego, że Rosjanie muszą wiedzieć jedno . Że jeżeli jeden ich żołnierz przekroczy nasze terytorium , to my ich zabijemy i co do jednego - podsumował.