Rosyjska propaganda opublikowała zmyślone dokumenty o zbrodniach na Wołyniu, aby skłócić Polskę i Ukrainę. Kremlowskie publikacje zawierają jednak ziarno prawdy o kacie Polaków. Według ekspertów to zaplanowany cios wycelowany m.in. w kontrowersyjny Panteon Narodowy w Kijowie.
Najważniejsze informacje:
Przed rocznicą rzezi wołyńskiej rosyjskie FSB upubliczniło fałszywy dokument mówiący o zorganizowanym wymordowaniu 2 tysięcy Polaków w jednym ataku na ukraińskie miasto.
W propagandowej publikacji wpleciono autentyczne wątki dotyczące życia Dmytra Kłaczkiwskiego, kata Polaków na Wołyniu.
Historycy podejrzewają, że Moskwa chce w ten sposób sprowokować środowiska w obu krajach. To reakcja na głośne plany uhonorowania zbrodniarzy w kijowskim Panteonie Narodowym.
Jest nie do poznania. Przykre okoliczności metamorfozy
W weekend kremlowskie media (m.in. anglojęzyczne Russia Today) poinformowały o wielkim "odtajnieniu" rosyjskich dokumentów przez służby FSB. Akcja ta skupiła się w pełni wokół napiętego już tematu rzezi wołyńskiej. Opublikowane na stronie wywiadu pismo z sierpnia 1943 r. opiera się na meldunku spisanym przez rzekomego "naocznego świadka" dla zarządu NKWD. Dokument głosi, że w połowie lipca 1943 r. bojówki Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) dokonały skoordynowanego ataku na miasto Włodzimierz Wołyński, w którym zorganizowano bestialski mord na 2 tysiącach Polaków.
Taka informacja jest jednak historycznym kłamstwem i – jak podkreślają eksperci – stanowi bezpośredni początek operacji wywiadowczej mającej na celu podsycanie polsko-ukraińskiego sporu przed zbliżającą się rocznicą lipcowych wydarzeń z 1943 r. Sfałszowanie opisanego uderzenia w rozmowie z PAP szybko potwierdził dr hab. Jan Pisuliński z Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Stanowisko to oficjalnie poparł także prof. dr hab. Mirosław Szumiło z Instytutu Historii UMCS, potwierdzając, że taki zmasowany ukraiński atak na opisaną skalę w obwodzie w ogóle nie miał miejsca.
To zresztą nie pierwszy raz, gdy o dokumencie z Włodzimierza robi się głośno. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku FSB rozsyłała fragmenty faksymile z tego samego "archiwum". Specjaliści określili wówczas ten list mianem "klasycznej fałszywki", doskonale znanej w polskich kręgach akademickich już od 2008 r.
Ziarno prawdy w kłamstwach. Kim jest Dmytro Kłaczkiwski?
Skuteczność najnowszej, wschodniej propagandy polega jednak na niebezpiecznym mieszaniu w fałszywym tekście kłamstw z prawdą – w zmyślonych opowieściach o Włodzimierzu FSB zamieściła wycinek wiarygodnych informacji o kacie z Wołynia.
Czytaj również: Ruszyły prace w Wołyniu. "Nie chodzi o to, żeby zabrać ich do Polski"
Chodzi tu o postać pochodzącego ze Zbaraża Dmytra Kłaczkiwskiego. Znany m.in. pod groźnym pseudonimem "Kłym Sawur" lub "Ochrim", powszechnie uznawany przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jako główny inicjator ludobójstwa wołyńskiego, głównodowodzący okrutnymi czystkami cywilnymi uderzającymi w polską społeczność (dowódca UPA-Północ). Historycy wskazują, że o ile doniesienia o rzezi w samym mieście były zmyślone, tak wątek życia Kłaczkiwskiego przekazano "zgodnie z prawdą". W meldunku (z drobną modyfikacją nazwiska na "Klatkowski") zgadzała się z rzeczywistością cała historia zbrodniarza, a także dokładna nazwa ulicy i numer jego domu i szczegółowe informacje z życia jego dwóch emigrujących do Kanady sióstr.
Cel Rosjan i problem Panteonu Narodowego. Trudny temat Bandery
Dr hab. Jan Pisuliński wyjaśnił w wywiadzie powody tak precyzyjnego wrzucenia historii Kłaczkiwskiego do zmyślonego podsycania wojny polsko-ukraińskiej przez Kreml w miniony weekend. Rosja w ten sposób reaguje na aktualne plany i skandaliczne zapowiedzi w kwestii oficjalnego utworzenia Panteonu Narodowego Ukrainy. Od kilkunastu dni politycy w Kijowie z nieformalnych dyskusji głośno mówią o sprowadzeniu z zagranicy szczątków lidera OUN i zbrodniarza wojennego Stepana Bandery.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości