RAK
    Jefferson i niewolnicy. Jak Kościuszko zawstydził Amerykę

    Jefferson i niewolnicy. Jak Kościuszko zawstydził Amerykę

    3179 odsłon
    Jefferson i niewolnicy. Jak Kościuszko zawstydził Amerykę

    Thomasa Jeffersona (1743-1826) i Tadeusza Kościuszkę (1746-1817) łączyła długoletnia przyjaźńZdjęcie: picture alliance Brązowy posąg smukłego człowieka w płaszczu i osiemnastowiecznym surducie spogląda w dal. Otacza go rotunda w klasycystycznym stylu, położona na brzegu rzeki Potomac w centrum Waszyngtonu. Thomas Jefferson to dla Amerykanów postać pomnikowa. Jego podobizna wykuta jest także w skale na słynnej Górze Rushmore w Dakocie Południowej – obok trzech innych wielkich prezydentów USA: Waszyngtona, Lincolna i Roosevelta.

    Jako autor Deklaracji Niepodległości Jefferson stał się jednym z ojców-założycieli Stanów Zjednoczonych ; zdania typu „Uważamy następujące prawdy za oczywiste, że wszyscy ludzie są stworzeni równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia” zmieniły na trwałe świat.

    Jefferson był adwokatem, plantatorem i politykiem. Był pierwszym szefem dyplomacji nowego państwa, drugim wiceprezydentem i jego trzecim prezydentem. Rządził przez dwie kadencje; jego prezydentura przeszła do historii przede wszystkim ze względu na zakup od Francji Luizjany, ogromnego terytorium obejmującego dziś 15 stanów USA. Za jednym pociągnięciem pióra Jeffersona na traktacie młode państwo podwoiło swoje ówczesne terytorium. Jefferson był jednak nie tylko wielkim politykiem i dyplomatą, ale i prawdziwie wszechstronnym człowiekiem oświecenia.

    Ten zadeklarowany frankofil (był ambasadorem USA we Francji ), bibliofil i religijny agnostyk interesował się zarówno architekturą i budową maszyn jak i naukami przyrodniczymi. Do dziś uchodzi za największego erudytę wśród wszystkich prezydentów USA; już jako emerytowany polityk założył Uniwersytet Wirginii (UVA) w Charlotesville i został jego pierwszym rektorem. Jego zamieniona na muzeum prywatna rezydencja Monticello na wzgórzu koło Charlottesville w Wirginii, zbudowana według jego planów, to dziś cel wycieczek szkolnych z całego kraju.

    Jednak Jefferson, jak niemal każda pomnikowa postać, miał swoje ciemne strony, o których zaczęto mówić dopiero niedawno.

    Te rysy na pomnikowej postaci Jeffersona związane są także z Tadeuszem Kościuszką.

    Przyjaźń herosów

    Jefferson poznaje Tadeusza Kościuszkę przelotnie jako gubernator Wirginii jeszcze w 1780 roku, w czasie wojny o niepodległość. Polski oficer, ceniony w rewolucyjnej armii jako świetny inżynier wojskowy, dostarcza mu wtedy listy od dowództwa armii. Na temat tego pierwszego spotkania niewiele wiadomo. Jak pisze Alex Storozynski w swojej znakomitej biografii „Kościuszko. Książę Chłopów”, Kościuszko podróżował wtedy ze swoim ciemnoskórym adiutantem Agrippą Hull’em i był zdumiony dowiedziawszy się, że autor słów „wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi” z Deklaracji Niepodległości jako plantator sam był właścicielem kilkuset niewolników.

    Jefferson i Kościuszko zaprzyjaźnią się bliżej dopiero w 1797 roku. Historycy Gary B. Nash i Graham Russel Gao Hodges nazwą tę przyjaźń „jedną z najważnieszych relacji ery rewolucji”.

    Kościuszko przyjeżdża wtedy niemal prosto z rosyjskiej niewoli, w nimbie bohatera walki o wolność obu narodów do Filadelfii, ówczesnej stolicy USA. Jefferson jest wtedy urzędującym wiceprezydentem. Politykowi najwidoczniej imponuje towarzystwo generała, którego nazwisko jest na ustach wszystkich. Jak pisze ówczesna prasa, przybycie Kościuszki do portu w Filadelfii odbywa się przy 13 salwach honorowych z armat; witają go tłumy. Na przełomie 1797 i 1798 roku dzięki staraniom Jeffersona Kongres USA zatwierdza wypłatę około 19 tys. dolarów (dziś to w przeliczeniu ok. pół miliona dolarów) zaległego żołdu dla Kościuszki za jego służbę w czasie wojny o niepodległość i w dowód uznania przyznaje mu dodatkowo 200 ha ziemi w stanie Ohio.

    Kościuszko, naznaczony ranami i straumatyzowany rosyjską niewolą, spotyka się często z Jeffersonem. „Widuję go często, z wielką przyjemnością połączoną ze współczuciem. Jest najczystszym synem wolności jakiego kiedykolwiek poznałem, wolności dla wszystkich, a nie tylko dla nielicznych czy bogatych” – pisze Jefferson w liście do generała Horatio Gates’a, byłego dowódcy i przyjaciela Kościuszki.

    Polak musiał wyczuwać hipokryzję ukrytą za tymi słowami. Gdy po 8 miesiącach pobytu, wiosną 1798 roku decyduje się opuścić Amerykę, tym razem na zawsze, prosi Jeffersona o niezwykłą przysługę. Proponuje mu, że pozostawi mu zarobione w Ameryce pieniądze; prosi o ich zainwestowanie i przekazywanie mu odsetków na życie w Europie. Po śmierci Kościuszki Jefferson jako wykonawca testamentu ma przeznaczyć cały kapitał na wykupienie i wykształcenie jego niewolników.

    Czy Kościuszko, wyznawca ideałów rewolucji francuskiej, przeciwnik niewolnictwa i „książę chłopów”, chce w ten sposób zawstydzić swojego amerykańskiego przyjaciela? A może i cały młody naród, o którego wolność walczył i ryzykował życie?

    Amerykański testament Kościuszki

    Zapisana wyblakłym atramentem kartka papieru składa się na czworo. Uniwersytet Wirginii (UVA) w Charlottesville przechowuje ją w ramach spuścizny po Jeffersonie wśród niepozornych szkiców w dziale „różne”. Tekst zaczyna się słowami „I Thaddeus Kosciuszko”, kończy zamaszystym podpisem „Kościuszko”.

    „Nie ma wątpliwości, że to jego podpis” - potwierdza dr Bland Whitley, historyk z uniwersytetu w Princeton, znawca XVIII-wiecznej kaligrafii, po przesłaniu mu kopii testamentu i próbek pisma Kościuszki z innych dokumentów. Do uniwersyteckiej biblioteki w Charlottesville niepozorna kartka trafia w charakterze depozytu z okręgowego sądu hrabstwa Albemarle dopiero w latach 60-tych XX wieku.

    To właśnie tam, dwa lata po śmierci Kościuszki, w maju 1819 roku pojawia się Thomas Jefferson i przedstawia testament Kościuszki sędziemu.

    "Ja, Tadeusz Kościuszko, który właśnie opuszczam Amerykę, niniejszym oświadczam i zarządzam, że jeśli nie dokonam żadnego innego testamentowego rozporządzenia moim majątkiem w Stanach Zjednoczonych, niniejszym upoważniam mojego przyjaciela Thomasa Jeffersona do wykorzystania całości tego majątku na zakup Murzynów spośród jego własnych lub innych i nadanie im wolności w moim imieniu, dając im wykształcenie w rzemiośle lub innej profesji i pouczając ich o obowiązkach moralnych, które mogą uczynić ich dobrymi sąsiadami, dobrymi ojcami lub matkami, mężami lub żonami, a także o ich obowiązkach jako obywateli, ucząc ich, aby byli obrońcami swojej wolności i kraju oraz dobrego porządku społecznego, a także o wszystkim, co może uczynić ich szczęśliwymi i użytecznymi, i czynię wspomnianego Thomasa Jeffersona moim wykonawcą tego testamentu” – czyta osłupiały sędzia.

    Cel wizyty byłego prezydenta staje się jasny po chwili. Jefferson oświadcza, że nie jest w stanie wykonać testamentu i prosi sąd o wyznaczenie innej osoby. Jeszcze kilka lat wcześniej, w lutym 1810 roku, Jefferson zapewniał w liście do Kościuszki, że „gdyby coś Ci się stało, wskazane przez Ciebie dobroczynne przeznaczenie kapitału, nie zostanie opóźnione”. Sam Kościuszko w ostatnim z listów do Jeffersona na miesiąc przed śmiercią w 1817 przypomina mu o przeznaczeniu funduszy. Jednak wola Kościuszki nigdy nie zostanie spełniona, a po wielu perypetiach sądowych w 1852 po wyroku Sądu Najwyższego USA majątek polskiego generała przyznano jego spadkobiercom w Europie.

    Hipokryta czy realista?

    – Tekst testamentu Kościuszki głęboko mnie poruszył – mówi amerykański historyk Henry Wiencek, autor biografii „Master of the Mountain: Thomas Jefferson and His Slaves”. Na spotkaniach autorskich często czyta ten tekst publiczności. - Niemal zawsze kończy się to łzami z powodu siły uczuć generała oraz jego oddania amerykańskim ideałom powszechnej wolności, które były wokół niego tak jawnie zdradzane – mówi. To aluzja do Jeffersona.

    Odmowa wykonania testamentu Kościuszki to „niewygodny fakt”, który do dziś wprawia zwolenników Jeffersona w zakłopotanie. – Jefferson chciał zatrzymać swoich niewolników, bo byli dla niego bardziej wartościowi niż pieniądze, które zapewniał mu testament polskiego generała. Wykonanie tego testamentu zrujnowałoby jego luksusowy styl życia – zaznacza badacz.

    Z tezą tą nie zgadza się natomiast prof. Annette Gordon-Reed, historyczka i prawniczka z Uniwersytetu Harvarda. W swojej polemice z Henry Wienckiem stwierdza ostro, że to nie Jefferson, ale Kościuszko „spieprzył” sprawę, ponieważ sporządził w Europie trzy inne testamenty, w tym jeden przed śmiercią w Szwajcarii, w którym odwołał poprzednie. – Jefferson nie chciał się w to angażować, ponieważ dowiedział się, że istnieje więcej niż jeden testament. – przekonuje Gordon-Reed, współautorka poczytnej biografii „The Most Blessed of the Patriarchs. Thomas Jefferson and the Empire of The Imagination”.

    Jej zdanem Jefferson jako prawnik zdawał sobie sprawę, że kilka testamentów oznacza niekończące się sprawy sądowe, a to przekraczało jego możliwości zdrowotne i finansowe. – Miał wtedy około 75 lat. Był już człowiekiem w podeszłym wieku i nie chciał dodatkowych problemów. Dlatego przerzucił to zadanie na kogoś innego – tłumaczy prof. Gordon Reed.

    Autor najnowszej amerykańskiej biografii Kościuszki Alex Storozynski, podobnie jak Henry Wiencek, przekonany jest, że Jefferson nie zamierzał zrealizować testamentu generała, bo byłby sygnał polityczny, stawiający go na czele ruchu abolicjonistów. Informacja o innych testamentach „dostarczyła mu wymówki, której potrzebował do rezygnacji ze swojej roli jako wykonawcy ostatniej woli Kościuszki”. Czy autorowi „Deklaracji Niepodległości” zabrakło konsekwencji i odwagi?

    Pomnik przed Białym Domem

    Z wysokiego cokołu Tadeusz Kościuszko spogląda dziś na Biały Dom. Ubrany w amerykański mundur oficerski z czasów walk o niepodległość USA trzyma w ręku plan fortyfikacji Saratogi. To dzięki jego inżynierskim zdolnościom Amerykanom udało się wygrać tę kluczową bitwę.

    Pierwszym lokatorem Białego Domu w Waszyngtonie był trzeci prezydent USA, Thomas Jefferson, do którego Kościuszko pisał w tamtym czasie: „Kocham Cię, jesteś jedyną nadzieją ludzkości i chciałbym byś był przykładem do naśladowania dla przyszłych wieków”.

    Na twarzy na pomniku widać powagę. A może to rozczarowanie?

    Henry Wiencek jest przekonany: Kościuszko we wcielaniu w życie wartości, o które walczył, okazał się bardziej amerykański niż sam Jefferson.

    Autor dziękuje International Center for Jefferson Studies w Monticello (USA) za pomoc w przygotowaniu artykułu

    Czytaj cały artykuł u źródła — DW Polski GNews

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era