
Tuvalu to kraj leżący na Oceanie Spokojnym w regionie zachodniej Polinezji. Tworzy archipelag nazywany Wyspami Lagunowymi. Mówi się o nim, że to raj leżący na końcu świata, a jednak, jak podaje Centralny Wydział Statystyczny Tuvalu, odwiedza go zaledwie ok. 3 tys. turystów rocznie.
Pomimo że mowa jest o pięknym miejscu, dotarcie tam to prawdziwe wyzwanie. To prawdopodobnie jedna z przyczyn niewielkiej popularności turystycznej tego regionu. Jednak kto już raz tam pojedzie, wraca zachwycony. Potwierdzają to słowa jednego z użytkowników Reddita. "To było fascynujące doświadczenie znaleźć się w tak odległym i odizolowanym zakątku świata. Nie ma tam wiele do roboty, ale najciekawszą rzeczą w Tuvalu jest po prostu doświadczenie bycia w Tuvalu. Bilety są drogie, ale jeśli jesteś gotów wydać trochę pieniędzy, to jest to przyjemna, półtygodniowa wycieczka z Fidżi" - napisał.
Z Europy nie ma tu żadnego bezpośredniego lotu. Na jedyne lotnisko w kraju, w Funafuti, lata tylko jedna linia i wyłącznie z Fidżi (z Nadi lub Suvy). Według branży turystycznej wycieczka z Polski do Funafuti może trwać nawet 50 godzin , ale jest to oczywiście uzależnione od ilości przesiadek.
Rafa koralowa pod ochroną gratką dla miłośników natury
Hitem dla turystów jest obszar chroniony Funafuti , który obejmuje rafę koralową, a także lagunę. Znajdują się w nim małe wysepki, na które można dostać się wyłącznie wynajętą łodzią: Fualopa, Tepuka Vili Vili, Fuafatu, Fuagea, Vasafua i Tefala.
Teren objęto ochroną w 1999 roku. To raj dla nurków i miłośników natury. Naukowcy naliczyli tu ponad 140 gatunków ryb jadalnych oraz ponad 70 kolejnych, których obecność świadczy o czystości wody i zdrowiu rafy.
Mały kraj wielkich absurdów
Warto dodać, że na Tuvalu życie toczy się w zupełnie innym rytmie niż w Europie. Dobrym przykładem jest pas startowy na wyspie, który zamienił się w centrum życia towarzyskiego . Kiedy nie startują z niego samoloty, oblegają go grupy dzieci grających w piłkę nożną.
Tuvalu – raj na końcu świata mierzący się z wyzwaniami klimatycznymi Raj, który powoli znika
Tuvalu to niezwykłe miejsce, ale mierzy się z poważnymi wyzwaniami: niewystarczającą ilością wody pitnej , transportem czy z bezpieczeństwem energetycznym , bo kraj nie ma alternatywy w razie awarii systemów. Simaluy Taliu, sekretarz Ministerstwa Transportu, Energii, Komunikacji i Innowacji podkreśla w rozmowie z Islands Business wagę odnawialnych źródeł energii:
Zagrożona jest też przyroda. Zmiany klimatu coraz mocniej uderzają w bioróżnorodność archipelagu. A przed samym krajem stoi realne widmo zniknięcia z mapy świata, i to dosłownie: wyspy mogą zostać zalane przez ocean . Dwa z dziewięciu atoli w praktyce już zniknęły pod wodą, a według NASA połowa głównego atolu Funafuti do 2050 roku będzie zalewana podczas przypływów.
Dlatego mieszkańcy szukają ratunku także poza wyspami. W 2023 roku Tuvalu i Australia podpisały układ Falepili (wszedł w życie w 2024 roku), na mocy którego Australia co roku przyznaje prawo stałego pobytu 280 obywatelom Tuvalu . Gdy latem 2025 roku ruszył pierwszy nabór, chęć wyjazdu zgłosiło aż 8 750 osób, czyli około 82 proc. mieszkańców kraju, wynika z danych australijskiej Wysokiej Komisji w Tuvalu.
Równolegle Tuvalu próbuje ocalić siebie w wersji cyfrowej . W 2022 roku, podczas szczytu klimatycznego COP27, kraj przedstawił projekt Future Now, w ramach którego tworzy cyfrową kopię swojego terytorium. Ma ona odtworzyć wygląd archipelagu oraz jego kulturę, w tym tradycyjne pieśni oraz język.