RAK
    Stary Niedźwiedź już nie śpi, ale deweloper chodzi koło drogi

    Stary Niedźwiedź już nie śpi, ale deweloper chodzi koło drogi

    1951 odsłon
    Stary Niedźwiedź już nie śpi, ale deweloper chodzi koło drogi

    Sąd Rejonowy w Olsztynie nie zakończył jeszcze sprawy dostępu do dębów Adam i Ewa na Zatorzu. Po poniedziałkowej rozprawie strony mają rozmawiać o ugodzie. Społecznicy liczą, że skończy się na pieszym dojściu.

    Stary Niedźwiedź już nie śpi, ale deweloper chodzi koło drogi. Ten żartobliwy tytuł, parafraza dziecięcej zabawy, coraz lepiej opisuje sytuację na olsztyńskim Zatorzu. Po poniedziałkowej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Olsztynie wciąż nie ma rozstrzygnięcia w sprawie dostępu do miejskiej działki z dębami Adam i Ewa. Jest za to sygnał, że wieloletni spór może zakończyć się inaczej, niż od początku chciało miasto.

    Sąd nie wydał orzeczenia. Zamiast tego zachęca strony do rozmowy o ugodzie. Chodzi o wariant pieszego dojścia do drzew. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 28 lipca.

    Dla obrońców starego Niedźwiedzia to istotna zmiana tonu. Od początku sprzeciwiali się drodze, która ich zdaniem ma bardziej służyć realizacji deweloperskich planów inwestycyjnych niż pielęgnacji ich ukochanych dębów.

    — Mamy nadzieję, że zakończy się to nie służebnością drogi koniecznej, tak jak chce miasto, ale służebnością przejścia — mówił nam jeszcze przed rozprawą Jerzy Buczyński, jeden z obrońców Niedźwiedzia.

    Spór trwa cztery i pół roku. W tym czasie zmieniały się strony postępowania, pojawiały się nowe opinie, a w tle rosła inwestycja mieszkaniowa przy ul. Chełmińskiej. Została ona czasowo wstrzymana po protestach i zaskarżeniach wydanej na nią zgody. Jerzy Buczyński przyznaje, że dla społeczników był to bardzo długi i wyczerpujący czas.

    — To jest droga przez mękę — stwierdza.

    Jednocześnie podkreśla, że jest optymistą. Sąd chciał mieć własne ekspertyzy, niezależne od tych przygotowanych wcześniej na zlecenie społeczników.

    — Te ekspertyzy potwierdziły nasze ekspertyzy społeczne. To są drzewa pomnikowe — oznajmia Buczyński.

    Największy problem polega na tym, że formalnej ochrony zabytkowych dębów nadal nie ma. Adam i Ewa od lat spełniają kryteria pomników przyrody, ale uchwała rady miasta z 2021 roku uzależniła nadanie im tego statusu od rozwiązania sprawy skomunikowania działki.

    Miasto przekonywało, że dostęp do działki jest potrzebny, by drzewa można było pielęgnować. W ostatnim stanowisku ratusz zaznaczał, że nie chodzi o ciężki sprzęt. Chodzić ma o możliwość dowiezienia narzędzi, sprzętu i materiałów oraz wywiezienia urobku po pracach pielęgnacyjnych.

    Społecznicy odpowiadają, że do tego nie trzeba drogi dla samochodów. Wskazują na techniki linowe, ręczne narzędzia i możliwość przenoszenia sprzętu. Jerzy Buczyński zauważa też, że argumentacja miasta przez lata wyraźnie się zmieniła.

    — Już nie ma mowy o konieczności pielęgnowania drzew metodami podnośnikowymi, ale dalej miasto uważa, że droga jest niezbędna — mówi.

    W tle są działania deweloperów. Buczyński przypomina, że w 2021 roku najpierw rada miasta podjęła uchwałę w sprawie dębów, a krótko później miasto złożyło w sądzie wniosek o drogę. Potem wydano zgodę na budowę wielorodzinnego budynku z podziemnym garażem w sąsiedztwie drzew.

    — Niecałe dwa tygodnie po podjęciu uchwały przez radę miasta, 10 grudnia, miasto dało zgodę na budowę — przypomina społecznik.

    Jego zdaniem to decyzje administracyjne doprowadziły do dzisiejszego konfliktu. Działka z Adamem i Ewą została co prawda wpisana w planie ogólnym jako teren zieleni naturalnej, ale społeczników to nie uspokaja.

    — To zupełnie inny status. Czym innym jest pomnik przyrody i jego otoczenie, a czym innym strefa zieleni naturalnej — zaznacza Buczyński.

    Na starym Niedźwiedziu mieszkańcy czekają teraz na 28 lipca. I patrzą uważnie, kto naprawdę chodzi koło drogi.

    Jan Berdycki

    Obserwuj nas na Google News

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era