
Gdy 65-letni Stanisław J. przeszedł na emeryturę, między nim a żoną zaczęły pojawiać się zgrzyty. Jak wynika z najnowszych ustaleń prokuratury, to właśnie tło rodzinne stało się przyczyną zbrodni, do której doszło w jednym z domów w Borkowie. Mężczyzna podczas awantury miał rąbnąć kobietę "narzędziem kuchennym", tak mocno, że ta zginęła na miejscu. Stanisław po wszystkim uciekł i na bosaka przemierzał pola w poszukiwaniu kryjówki. Miał jeszcze jeden przerażający plan. Poznajcie szczegóły.
65-letni Stanisław J. miał dopuścić się zabójstwa w domu w Borkowie dokładnie w piątek, 3 lipca 2026 roku. Zgodnie z ustaleniami śledczych, mężczyzna po kłótni z żoną uderzył ją "tępym narzędziem kuchennym" i doprowadził w ten sposób do jej śmierci. Sekcja zwłok wykazała, że 64-letnia kobieta zmarła w wyniku licznych obrażeń głowy. W międzyczasie napastnik, spanikowany, uciekł w tereny leśne, gdzie przez dwa dni ukrywał się przed policyjną obławą. Jak się okazuje, nie zdążył nawet ubrać butów. Jak ustaliło Radio Eska, 65-latek robił wówczas wiele rzeczy, włącznie z planowaniem odebrania sobie życia. Ostatecznie jednak do tego nie doszło. Stanisław J. został zatrzymany w niedzielę, 5 lipca 2026 roku, na terenie kompleksu leśnego w kieleckim Biesaku. Tym samym zakończono poszukiwania, w które zaangażowano ponad 250 policjantów oraz 115 funkcjonariuszy innych jednostek. Odwołano również helikopter, drony i specjalistyczne grupy poszukiwawcze.