RAK
    USA - Reszta Świata: wojna celna trwa

    USA - Reszta Świata: wojna celna trwa

    1312 odsłon
    USA - Reszta Świata: wojna celna trwa

    Amerykanie podwyższają obowiązujące cła pod kolejnym pretekstem.

    Zarzuty administracji prezydenta USA Donalda, którymi uzasadniła ona nowe cła nałożone na towary z Unii Europejskiej, są bezpodstawne - powiedziała w piątek w Manili szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Cła objęły kraje, które zdaniem Waszyngtonu nie dość skutecznie walczą z pracą przymusową.

    • Nie można tego powiedzieć o UE. Jeśli porównać nasze prawo pracy z amerykańskim, mamy płatne urlopy i bardzo dobre warunki dla pracowników, więc (te zarzuty) nie są niczym poparte - oceniła Kallas w wypowiedzi dla agencji Reutera. Zapowiedziała, że Wspólnota zażąda od USA pilnych wyjaśnień.

    • To nie tylko naruszenie naszych dwustronnych ustaleń, ale również podważenie zasad wielostronnego systemu handlowego. Nie wykluczamy skierowania sprawy do Światowej Organizacji Handlu, ponieważ UE nie może zaakceptować ceł narzucanych pod bezpodstawnymi pretekstami - dodała.

    Kallas podkreśliła, że nowe taryfy są szokiem, ponieważ blok wywiązał się ze zobowiązań z zeszłorocznego porozumienia handlowego. - Uzgodniliśmy z Amerykanami porozumienie i dotrzymaliśmy swoich zobowiązań. Dlatego ta decyzja jest dla nas negatywnym zaskoczeniem - dodała.

    Władze USA ogłosiły w czwartek nowe cła w wysokości 10 lub 12,5 proc. na import od 60 partnerów handlowych, w tym UE. Nowe taryfy o godz. 6 w piątek czasu polskiego zastąpiły tymczasową stawkę globalną w wysokości 10 proc. Unię Europejską objęto taryfą 10-procentową, wymierzoną w państwa, które zdaniem Waszyngtonu nieskutecznie egzekwują zakaz pracy przymusowej. Towary z pozostałych państw będą podlegać stawce 12,5 proc. Decyzję podjęto na podstawie ustawy o handlu z 1974 roku.

    Administracja USA prowadzi też kolejne dochodzenia w sprawach związanych z handlem międzynarodowym, które mogłyby dać jej podstawę prawną do zaproponowania wyższych ceł.

    Kallas przebywa z wizytą na Filipinach, gdzie reprezentowała UE na posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych krajów Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN).

    Krzysztof Pawliszak


    Władze Australii, Nowej Zelandii i Japonii skrytykowały w piątek nowe cła w wysokości 12,5 proc. nałożone przez USA, uznając je za "pozbawione sensu" i "niezwykle rozczarowujące". Waszyngton objął restrykcjami łącznie 60 państw, zarzucając im nie dość skuteczne zwalczanie pracy przymusowej.

    Premier Nowej Zelandii Christopher Luxon oświadczył na platformie X, że nałożenie wyższych taryf jest krokiem "niezwykle rozczarowującym". Podkreślił, że amerykańskie dochodzenie "nie dostarczyło istotnych dowodów na poparcie twierdzeń w odniesieniu do pracy przymusowej".

    Wicepremier Australii Richard Marles ocenił na antenie radia ABC, że decyzja Waszyngtonu "nie ma sensu". Dodał, że jego państwo zdecydowanie popiera wolny rynek, gwarantujący systematyczny "wzrost produktywności i dobrobytu".

    W Japonii minister gospodarki Ryosei Akazawa określił nowe cła jako godne ubolewania, a szef gabinetu Minoru Kihara odrzucił uzasadnienie USA, podkreślając, że japoński handel odbywa się w zgodzie z międzynarodowymi zasadami. Z drugiej strony obaj politycy zaznaczyli, że uzyskali od Waszyngtonu potwierdzenie, iż zeszłoroczna dwustronna umowa w sprawie ceł "pozostaje niezmienna" i ostatecznie na Japonię "nie zostaną nałożone żadne dodatkowe cła" - podaje publiczny nadawca NHK.

    W podobnym tonie wypowiedziały się władze Korei Południowej, informując, że USA zobowiązały się do honorowania istniejącej umowy handlowej, co ma w praktyce unieważnić nową stawkę dla Seulu - zwróciła uwagę agencja Yonhap.

    Władze USA ogłosiły w czwartek nowe cła w wysokości 10 lub 12,5 proc. na import od 60 partnerów handlowych. Nowe taryfy o godz. 6 w piątek czasu polskiego zastąpiły tymczasową stawkę globalną w wysokości 10 proc. Wyższa, 12,5-procentowa stawka celna objęła kraje, które według Waszyngtonu w swoim systemie prawnym przepisów nie mają zakazujących importu towarów wytworzonych przy użyciu pracy przymusowej. W grupie tej, oprócz Australii, Nowej Zelandii i Japonii, znalazły się m.in. Chiny i Indie. Niższa, 10-procentowa taryfa, dotyczy krajów, które mają takie regulacje, ale zdaniem USA egzekwują je w niewystarczającym stopniu.

    Krzysztof Pawliszak


    Działania odwetowe wobec USA są jedną z opcji, z których może skorzystać Kanada, jeśli nie zostanie osiągnięte porozumienie z USA - poinformował w czwartek premier Mark Carney, odnosząc się do zapowiedzi nałożenia przez władze amerykańskie ceł w wysokości 50 proc. na wiele kanadyjskich towarów.

    • Wszystkie opcje są na stole - powiedział Carney, pytany o reakcję Kanady na ogłoszenie w poniedziałek przez prezydenta USA Donalda Trumpa ceł 50 proc. Nowe taryfy mają wejść w życie 19 sierpnia, jeśli nie dojdzie do porozumienia.

    Carney nie sprecyzował, jakie działania odwetowe mógłby podjąć jego rząd, podkreślając, że byłoby to "kontrproduktywne" wobec faktu, że negocjacje nadal trwają. - Intensyfikujemy negocjacje z USA w celu osiągnięcia ogólnego porozumienia obejmującego wszystkie sektory, których dotyczą cła - powiedział po spotkaniu z szefami władz kanadyjskich prowincji i terytoriów w Charlottentown.

    Zapowiadając nowe cła, Trump powołał się na art. 338 ustawy o cłach z 1930 r., umożliwiający USA jednostronne wprowadzenie sięgających 50 proc. ceł za "nierozsądne" bariery w handlu. Administracja amerykańska twierdzi, że Kanada dyskryminuje amerykański przemysł motoryzacyjny, mleczarski i alkoholowy.

    Wstrzymanie importu amerykańskich alkoholi, w tym win, przez większość kanadyjskich prowincji i terytoriów w reakcji na ogłoszenie przez USA w zeszłym roku ceł na część kanadyjskich towarów, jest uważane przez USA za jeden z najważniejszych punktów spornych w relacjach handlowych z Kanadą.

    Wcześniej premierzy prowincji wypowiadali się bardziej otwarcie. Premier Ontario Doug Ford sugerował wstrzymanie eksportu do USA potażu, niezbędnego do produkcji nawozów sztucznych, oraz ropy naftowej. Wstrzymaniu dostaw kanadyjskiej ropy sprzeciwia się jednak premier Alberty Danielle Smith, a premier Manitoby Wab Kinew podsumował, że "nic tak nie jednoczy jak wspólny przeciwnik i nie ma obecnie w Kanadzie przeciwnika tak popularnego jak Donald Trump".

    Dziennikarze relacjonujący spotkanie premiera oraz szefów prowincji i terytoriów (Rady Federacji) w Charlottentown zwracali uwagę na wspólny front władz kanadyjskich regionów. "Premierzy potwierdzili znaczenie jednolitego podejścia () i zobowiązali się do dalszej współpracy w obronie kanadyjskich pracowników, farmerów, biznesów i rodzin" - napisano we wspólnym komunikacie po czwartkowych rozmowach.

    Z Toronto Anna Lach

    Tydzień z Wiara.pl

    Przeczytaj jeszcze

    Galerie

    ks. Włodzimierz Lewandowski

    Andrzej Macura

    Katarzyna Solecka

    Autoreklama


    Źródło: Gość Gdański

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era