RAK
    Plebańskie podwórko

    Plebańskie podwórko

    1746 odsłon
    Plebańskie podwórko

    Zdaje się, że zaczynamy powoli zbliżać się do poziomu absurdu. Niektórzy nawet tę granicę już przekroczyli.

    Miałem dwa psy. Każdy z nich wabił się Amik. Czyli przyjaciel. Obydwa już odeszły. Po staremu chciałoby się napisać zdechły. Pozostańmy jednak przy pierwszym. Żeby nie wywołać kolejnej burzy i ustrzec się protestu wiadomych aktywistów przed plebanią. Odeszły ze starości. Bo takie prawo natury.

    Choć wabiły się tam samo miały całkiem odmienne charaktery. Pierwszy był przyjacielem wszystkiego, co pojawiło się w ogrodzie. Z kuną potrafił razem spać w budzie. Nie przeszkadzała mu łasica czy kot. Przyjazne współżycie z otaczającym światem skutkowało brakiem gryzoni na i w okolicy plebanii. Drugi był absolutnym władcą podwórka. Poza panem i jego gośćmi nie mógł pojawić się na nim żaden stwór. Oczywiście, w konsekwencji, pojawiły się gryzonie. Te nie pytały psa czy mogą, skutecznie unikając z nim kontaktu.

    Dziś psa nie ma. Na tarasie pojawił się kot sąsiada. Łowny. Ważne. Bo zbliżające się żniwa (w tym roku prognozy są nieciekawe) oznaczają atak gryzoni na gospodarstwa domowe.

    Tu pojawia się problem. Wziąwszy pod uwagę aktywność wszelkiej maści obrońców zwierząt, przekonanych o krzywdzie, wyrządzanej wszystkiemu, co żyje i porusza się wokół nas, nabieram wątpliwości. Przecież taki kot, kuna czy łasica, o mających komysze za parafialną łąką wilkach nie wspominając, polując na gryzonie czy inne zwierzęta, krzywdzą je, zadając ból. Nie przesadzam. Widziałem nie tak dawno w sklepie osobę, szukającą łapki klatkowej. By złapaną mysz wynieść na pole, nie zadając jej bólu. Zatem kot sąsiada na tarasie jest dobrodziejstwem? Czy może jednak należałoby wychować go tak, by zamiast interesować się gryzoniami, zadowalał się dostarczoną mu przez właścicieli suchą karmą, myszom i szczurom dając świętym spokój.

    Chwila… Z czego produkowana jest karma dla naszych domowych pupili? Czyż nie z resztek tego, co pozostało w ubojniach po świnkach, krowach i dziczyźnie? Wzbogaconych tymi samymi środkami, które nam, ludziom, dają złudzenie, że mamy do czynienia z produktem nie polanym czymś, co przypomina smak prawdziwej wędzonki, ale rzeczywiście wędzonym?

    Zdaje się, że zaczynamy powoli zbliżać się w tych dywagacjach do poziomu absurdu. Niektórzy nawet tę granicę – prawdopodobnie nie zauważając – już przekroczyli. Jak ów mężczyzna, chwalący się swoją zażyłością z łosiem. Nawet dał mu imię. Robert. Ku mojemu, chyba nie tylko, zdziwieniu, na głos przywołującego w tle pojawiła się klępa. Czyli samica łosia. Cóż… O innych absurdach, wynikających z elementarnej niewiedzy, nie wspomnę. By patologiom nie robić reklamy.

    aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

    Tydzień z Wiara.pl

    Przeczytaj jeszcze

    Galerie

    ks. Włodzimierz Lewandowski

    Andrzej Macura

    Katarzyna Solecka

    Autoreklama


    Źródło: Gość Gdański

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era