RAK
    Tysiące hektarów fasoli do zaorania, ogrom…

    Tysiące hektarów fasoli do zaorania, ogrom…

    1286 odsłon
    Tysiące hektarów fasoli do zaorania, ogrom…

    Rada Miasta w Tyszowcach 8 lipca wystosowała dramatyczny apel do wojewody lubelskiego Krzysztofa Komorskiego. Radni chcą ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, związanej z suszą. Apel o pomoc, sygnowany przez burmistrza i radnych w imieniu mieszkańców – wysłany został 13 lipca także z Łaszczowa.

    Wiosenne przymrozki, ostatnie upały, a także ogromna susza sprawiły, że plonów z niektórych upraw – na przykład fasoli – nie będzie wcale, a z innych – jak zboża ozime – szacuje się, ze wyniosą 30-40 proc. tego, co zwykle. W dramatycznej sytuacji są rolnicy z wielu gmin naszego regionu. Ale nie tylko oni poniosą konsekwencje zmian klimatu: żywność, która już jest droga – będzie jeszcze droższa.

    Dramat wielu rodzin

    Powodem apelu, wystosowanego przez radnych z Tyszowiec są ekstremalne zjawiska atmosferyczne, które zniszczyły uprawy. W piśmie tyszowieccy radni wnioskują do wojewody o „wystąpienie do Rady Ministrów z wnioskiem o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej na obszarze gminy Tyszowce z powodu katastrofalnej w skutkach suszy rolniczej”.

    Jak wskazują w uzasadnieniu tyszowieccy radni – długotrwały brak opadów atmosferycznych w połączeniu z utrzymującymi się rekordowo wysokimi temperaturami doprowadziły do gwałtownego obniżenia poziomu wód gruntowych oraz wystąpienia głębokiej suszy hydrologicznej i rolniczej.

    Skutki tych anomalii są porażające. Radni wskazują na masowe straty w uprawach. Piszą, że w odniesieniu do zbóż, upraw roślin okopowych, strączkowych oraz użytków zielonych „straty uniemożliwią zebranie jakichkolwiek plonów na przeważającym obszarze gminy”.

    Taki stan rzeczy, jak podkreślają – stawia setki tutejszych rodzinnych gospodarstw w obliczu natychmiastowej utraty płynności finansowej oraz bankructwa.

    Radni podkreślają bez ogródek: „rozmiar zniszczeń i ich powszechność wyczerpują znamiona klęski żywiołowej, której skutków lokalna społeczność oraz budżet gminy nie są w stanie samodzielnie udźwignąć”.

    Pod pismem podpisali się wiceprzewodniczący RM Radosław Machlarz z radnymi miejskimi.

    Apel o reakcję wobec dramatycznej sytuacji rolników w imieniu mieszkańców wystosowali do wojewody także burmistrz Mariusz Zając i przewodniczący Rady Miasta Sławomir Swatowski z Łaszczowa . „Od wielu miesięcy obserwujemy dramatyczne skutki niedoboru opadów. Wysychają studnie, cieki wodne oraz zbiorniki retencyjne, pogarsza się dostęp do wody dla mieszkańców, a rolnicy ponoszą znaczne straty w uprawach (…). Szczególnie dramatyczna jest sytuacja rolników, którzy zgodnie wskazują, że z powodu długotrwałej suszy plony zostały w znacznym stopniu zniszczone. W wielu gospodarstwach straty są tak duże, że – jak podkreślają sami rolnicy – nie będzie co zbierać z pola. Dotyczy to zarówno zbóż, kukurydzy, rzepaku, fasoli, warzyw, owoców z sadów jak i innych upraw, które z powodu niedoboru wody nie osiągnęły prawidłowego wzrostu i nie wydadzą plonu umożliwiającego pokrycie kosztów produkcji” – czytamy w apelu.

    Podobna sytuacja, jak alarmują nasi czytelnicy, jest m.in. w gminach Łaszczów, Telatyn, Ulhówek, Werbkowice, Mircze, Jarczów, Miączyn, Komarów Osada, Rachanie, Tomaszów Lub., Trzeszczany, Sitno i innych.

    Fasoli nie ma i nie będzie

    Jak powiedział TZ 10 lipca Wojciech Baj , sekretarz gminy – podjęcie tak radykalnych kroków przez Radę Miejską nastąpiło bezpośrednio na podstawie sygnałów płynących od rolników.

    Sekretarz gminy dodaje, że najpoważniejszy problem dotyczy upraw fasoli, która w gminie zajmuje potężny obszar – uprawia się jej tutaj około 1,630 tys. ha.

    Wojciech Baj na podstawie doświadczeń własnych i innych rolników straty w tych uprawach szacuje na poziomie od 90 do 100 proc. – Wiele osób sygnalizuje, że nie ma sensu zbierać z pól tych resztek, które ocalały. Plantacje będą po prostu talerzować – mówi sekretarz gminy.

    – U nas rolnicy już przeorują fasolę na polach. Z powodu upałów kwiat spadł, zbiorów nie ma i nie będzie – mówi burmistrz Łaszczowa Mariusz Zając.

    Tomasz Tyrka, wójt gm. Jarczów i rolnik – zaznacza, że d 21 lat, gdy uprawia fasolę – tak fatalnej sytuacji jeszcze nigdy nie było. W tym roku akurat nie ma za dużo fasoli – ale dla rolników, którzy na nią postawili, to, jak mówi, po prostu katastrofa. – W całym powiecie tomaszowskim obszar upraw fasoli to ok. 10 tys. ha. Nie będzie jej nigdzie. A skutki rozciągną się także na przyszły rok, bo nie będzie też nasion do obsiewu pól w przyszłym sezonie – dodaje.

    Warzywa, owoce, rzepak, zboża

    Fatalna sytuacje jest także, jeśli chodzi o inne uprawy. Wiesława Sieńkowska, wójt gm. Komarów Osada mówi, że w zarządzanej przez nią gminie największe szkody są w uprawach nie tylko fasoli (uprawia się jej tu ok. 150 ha), ale także m.in. czarnej porzeczki, której obszar upraw to ok. 60 ha, ziemniaka (60 ha) czy cebuli (ok. 60 ha).

    W przypadku zbóż ozimych i jarych – jak szacuje Tomasz Tyrka – rolnicy z jego gminy mogą liczyć maksymalnie 30-40 proc. zbiorów.

    Ogromne straty odnotowano także w sadownictwie. W gminie Tyszowce rośnie m.in. około 10 ha porzeczki, jednak, jak mówi Wojciech Baj – zebrane owoce są bezgatunkowe.

    Pani Maria, rolniczka, która pomaga w gospodarstwie synowi (ich uprawy są na terenie gmin Telatyn, Jarczów i Tomaszów Lub.) mówi: – Uprawiamy przede wszystkim fasolę i tu straty są ogromne. Warzywa natomiast doznały szoku termicznego. Nie pomaga nawet woda, bo rośliny po prostu zamknęły się i przestały pobierać składniki odżywcze z gleby. Kalafior nie nadaje się do niczego: jest żółty, miękki. A rzepak, który mamy w gm. Jarczów – zbił grad – mówi.

    Czytelnicy TZ donoszą, że ogromne straty dotyczą także m.in. dyni, której tegoroczne zbiory szacowane są na zaledwie ok. 30 proc.

    – Ziarnka rzepaku są wielkości ziarenek maku. Warzywa wyschły na polach. Mocno ucierpiały kalafior, marchew, brokuł, pietruszka. Także sadzonki pomidora. Wszystko ucierpiało – począwszy od sadów z jabłkami, gruszkami, owocami pestkowymi, przez warzywa, po uprawy polowe – wymienia Mariusz Zając. – Ba, nawet trawa pod stopami po prostu zeschła – dodaje. Dodaje, że rolnicy – a w gminie zdecydowana większość mieszkańców utrzymuje się z rolnictwa – już nawet nie myślą o zyskach. Wielu z nich może nie odzyskać nawet poniesionych nakładów. – Obecna sytuacja zagraża stabilności finansowej wielu naszych mieszkańców – mówi.

    Tomasz Tyrka zwraca uwagę, że ekstremalnie wysokie temperatury, z jakimi mieliśmy niedawno – powodują nie tylko wysychanie ziemi i roślin. – Skutkiem są także poparzenia roślin i nadmierne parowanie wody. To powoduje zamieranie roślin – mówi. Dodaje, ze poparzonych zostało wiele owoców miękkich, m.in. porzeczka, agrest, malina, aronia.

    Ostatnie opady nie naprawią sytuacji, bo jak wskazuje Tomasz Tyrka, rośliny kończą okres wegetacji. Nie pomogą już nawet, jak dodaje – kukurydzy uprawianej na ziarno.

    – W naszej gminie, jeśli chodzi o uprawy, najgorsza sytuacja panuje w tych rejonach, gdzie są gleby rędzinowe i piaszczyste. Tam jest po prostu katastrofa – mówi. W jego gminie najwięcej uprawia się zbóż, głównie ozimych, rzepaku, fasoli białej na suche nasiona, kukurydzy na ziarno. Te wszystkie uprawy ucierpiały. Szansa jest jeszcze dla buraka cukrowego – to roślina okopowa, ma jeszcze cza na wzrost.

    Czas uwierzyć w globalne ocieplenie

    W gminie Tyszowce ludzie deszczu, jak mówi Mariusz Zając, wypatrują nadaremnie.

    – Problem w tym, że badania, jeśli chodzi o ilość opadów, w powiecie tomaszowskim są robione w Tomaszowie Lub. Stacja meteo znajduje się przy starostwie. A tam sytuacja, jeśli chodzi o opady – jest znacznie lepsza niż na naszym płaskowyżu. Te dane trzeba bardziej uszczegółowić lokalnie, bo nawet na terenie jednej gminy są miejsca, gdzie pada i takie, w których nie spadło ani kropli wody – uważa burmistrz Zając.

    Takie pomiary są ważne – bo decydują potem o tym, czy obszar zostanie zaklasyfikowany jako zagrożony, czy nie, a to z kolei ma wpływ na możliwość – lub nie – otrzymania przez rolników pomocy.

    Na to samo zwraca uwagę Tomasz Tyrka, wójt gm. Jarczów. – Niezaprzeczalnym faktem jest, że rolnictwo w tym roku ucierpiało bardzo. Mieliśmy – w zależności od miejsca – 90 do 100 dni bez żadnych opadów – przypomina. Dodaje, że jeśli już jednak pada – to nawet na terenie tej samej gminy sytuacja może być diametralnie różna. – Podczas ostatnich opadów w Chodywańcach spadło w ciągu kilku godzin 40 l wody na mkw, gdy w Jarczowie – tylko 11 l. W związku z tym w różnych okolicach są różne skutki suszy – mówi.

    – Podczas ostatniej fali upałów wracałem autem z Lublina. W okolicach Piask termometr w samochodzie pokazał 40 st. C. Byłem przerażony, pierwszy raz w życiu widziałem taką temperaturę – mówi. – Myślę, że w końcu obudzi się ta część społeczeństwa, która neguje ustalenia naukowców w kwestii globalnego ocieplenia. Takich osób jest, niestety, sporo. Uaktywniają się głównie zimą. Kiedy zdarzy się kilka mroźnych dni mróz – wypisują w internecie: gdzie to globalne ocieplenie? No i mają: widać je już nie tylko w analizach naukowców, ale i po prostu gołym okiem. Poziom wód gruntowych spada z roku na rok, regularnie ipojawiają się gwałtowne zjawiska atmosferyczne – tego wszystkiego nie było w aż takim natężeniu jeszcze kilkadziesiąt lat temu – dodaje.

    Jak się ratować?

    Tomasz Tyrka mówi, że samorządy gminne – za wiele, by pomóc rolnikom – zrobić nie mogą, nie mają do tego narzędzi prawnych. Mogą najwyżej – co zamiera zrobić w swojej gminie – nagłaśniać informacje o możliwościach pomocy, instruować rolników z obsługi choćby aplikacji suszowej.

    O katastrofalnej sytuacji w naszym regionie kilka dni temu informował m.in. w rozmowie z wiceministrem rolnictwa Jackiem Czerniakiem. Jest także, jak mówi – w kontakcie z wiceminister Małgorzata Gromadzką.

    „Potrzebujemy sprawniejszej aplikacji suszowej, prostszych przepisów i dodatkowych środków na nawadnianie pól.

    Rolnicy nie mogą za każdym razem zostawać sami z konsekwencjami ekstremalnej pogody. Jestem w stałym kontakcie z wojewodami w sprawie skali strat, aby sytuacja była na bieżąco monitorowana i by możliwe było jak najszybsze uruchamianie odpowiednich działań pomocowych” – zapewniła pani wiceminister w swoich mediach społecznościowych.

    Gminy mają możliwość przyjmowania wniosków o szacowanie szkód wywołanych przez przymrozki.

    Niedawno natomiast ruszyła rządowa aplikacja suszowa na ten rok „Zgłoś Szkodę Rolniczą”. Ma jednak ograniczenia: wniosek można złożyć i podpisać jedynie elektronicznie; nie ma możliwości złożenia dokumentu w tradycyjnej, pisemnej formie, co dla niektórych jest przeszkodą. Termin przyjmowania wniosków przez tę aplikację mija 15 października. Przy czym zgłoszenia szkody może dokonać wyłącznie ta osoba, która uprzednio złożyła wniosek o przyznanie płatności na rok 2026 (PLA).

    W ostatnich dniach gminy z regionu zaczęły dostawać od wojewody – który wcześniej prosił samorządy o wstępne zgłoszenia – pisma informujące o możliwości zgłaszania przez rolników oświadczeń o poniesionych stratach z powodu ekstremalnych temperatur. Specjalne formularze są dostępne w gminach. Czas na ich wypełnienie jest bardzo krótki: do 23 lipca. Trzeba jednak pamiętać, że w odniesieniu do danej powierzchni uprawy – istnieje możliwość ubiegania się wyłącznie o jedną z form pomocy uruchomionych w związku z wystąpieniem w tym roku niekorzystnych zjawisk atmosferycznych. Wybór ścieżki pomocowej – należy do rolnika.

    W Tyszowcach uważają, że wprowadzenie postulowanego stanu klęski żywiołowej otworzyłoby drogę do uruchomienia szybszych i lepiej skoordynowanych procedur pomocowych, odroczenia zobowiązań podatkowo-kredytowych i zapewnienia realnego wsparcia finansowego na odtworzenie produkcji rolnej.

    Ale jeśli rzad by się na to zdecydował – byłby to precedens. Nigdy dotąd – z powodu suszy – stanu klęski żywiołowej w Polsce nie ogłoszono.

    mm

    Obserwuj nas na Google News

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era